● W ubiegłym roku import węgla do Polski był większy od eksportu. Czy to początek zmiany roli naszego kraju na międzynarodowym rynku tego surowca energetycznego, zmiany bolesnej, o której górnicy w najczarniejszych snach nie śnili?

– Rok 2008 był rzeczywiście niepokojący w odniesieniu do wyników górnictwa węgla kamiennego. Około dwa miliony ton nadwyżki importu nad eksportom złamało pewną barierę, mającą także charakter bariery psychologicznej, bowiem pierwszy raz w historii polskie górnictwo nie było w stanie w pełni zaspokoić zapotrzebowania różnych krajowych klientów. Stąd coraz więcej osób stawia pytanie, czy Polska z eksportera przemienia się w importera węgla? Sądzę, że nasza gospodarka podąża tutaj za światowym trendem. Oznacza to, że przedsiębiorcy i mieszkańcy Szczecina czy Gdańska będą woleli kupić tańszy węgiel sprowadzany z zagranicy, np. z Rosji, niż droższy przywieziony ze Śląska. Nabywca nie wnika bowiem w zawiłości kosztów transportu czy cen dumpingowych. On patrzy na węgiel jak na każdy towar, gdzie liczy się jego cena oraz stabilność dostaw. Jednak uważam, że węgla sprowadzanego do Polski drogą morską, np. z Australii czy RPA, nie będzie się opłacało wozić w głąb naszego kraju. Także nasi polscy producenci tego surowca już dzisiaj biorą cyrkiel i kreślą promień odległości, którą warto pokonać szukając zbytu. Praktycznie ten zasięg kończy się w odległości około 300 km od śląskich kopalń, a więc gdzieś w rejonie Warszawy. Natomiast kopalnia „Bogdanka” ma szanse zaspokoić popyt na wschodzie Polski. Śląskie kopalnie mają w zasięgu zaopatrzeniowym zachodnie, południowe i centralne rejony kraju. Na północy importerzy mają szanse umacniać swoją pozycję.

W polskiej energetyce, a także w hutnictwie znaczącą rolę zaczynają odgrywać międzynarodowe koncerny. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości będzie im bardziej się kalkulowało sprowadzać węgiel ze swoich krajów lub kopalń, jeśli takie mają, względnie będą mieć, niż kupić go w Jastrzębskiej Spółce Węglowej czy w Kompanii Węglowej. Polskie górnictwo weszło w układ gospodarki globalnej. Należy także zaznaczyć, że restrukturyzacja tej branży, która niestety wiązała się z inwestycyjnym zastojem, przyczyniła się do znaczącego ograniczenia wydobycia. W ostatnich latach produkcja węgla w Polsce malała o 4–5 mln ton rocznie. Dziś wielkością wydobycia zbliżyliśmy się do poziomu z lat 50. ubiegłego wieku. Firma Węglozbyt, która zajmowała się eksportem węgla, teraz zabiega o koncesję na import tego surowca do Polski.

● Czy Polska ma szanse wrócić do światowej pierwszej ligi węglowej?

– Etap węglowej ekstraklasy mamy już bezpowrotnie za sobą. Pod względem wielkości wydobycia jesteśmy już poza pierwszą dziesiątką. W światowej produkcji tego surowca – 5,6 mld ton w 2007 roku – polski wkład to zaledwie 1,5 procent. Liderem o 45-procentowym udziale w światowym wydobyciu węgla są Chiny. W USA fedrują rocznie około 1 mld ton i mogą znacznie zwiększyć tę produkcję. Wyprzedzają nas wielkością wydobycia takie państwa, jak: RPA, Australia, Indie, Rosja, Indonezja, Kazachstan. Można powiedzieć, że aby wrócić to pierwszej ligi światowych producentów węgla, wystarczy zwiększyć wydobycie z obecnych 84 mln ton. Wtedy także polskie górnictwo będzie bardziej opłacalne, bo obniżą się koszty produkcji. Aby tak było, musi być odpowiedni potencjał produkcyjny oraz niezbędne są rynki zbytu. Nie ma dzisiaj potencjału produkcyjnego w polskich kopalniach węgla kamiennego, aby wyraźnie zwiększyć poziom wydobycia węgla. W ubiegłym roku polskie spółki węglowe rezygnowały z kontraktów zagranicznych, ponieważ nie mogły sprostać krajowemu zapotrzebowaniu. Taka jest bowiem filozofia, że najpierw należy zaspokoić krajowe zapotrzebowanie, a nadwyżki eksportować. Teraz w okresie rozwijającego się kryzysu gospodarczego, pomimo spadającej produkcji węgla rosną jego zwały na składach, ponieważ gospodarka zwalnia i popyt na energię maleje. Polskie górnictwo musi inwestować, aby aktualną produkcję utrzymać w przyszłości.

Chcę jednak podkreślić, że pozycji polskiego górnictwa na arenie międzynarodowej nie należy mierzyć jedynie tonami wydobycia węgla. Liczy się jego potencjał intelektualny, naukowy i techniczny i pod tym względem z pewnością jesteśmy w czołówce światowej. Do niej należy przykładowo polska szkoła bezpieczeństwa górniczego. Także nasi producenci maszyn i urządzeń dla górnictwa, Kopex, Famur i inni – mogą być w niedalekiej przyszłości numerem jeden w tym segmencie światowego rynku producentów. Polskie górnictwo węgla kamiennego pod względem warunków wydobycia jest przemysłem wyjątkowo trudnym. To właśnie jest specyficznym atutem dla producentów maszyn i urządzeń górniczych, którzy mogą testować ich sprawność w skrajnie niekorzystnych sytuacjach. Podobną drogą szły kiedyś Niemcy i ich przemysł maszynowy w tej branży.

● Czy zatem rząd ma rację zakładając, że polska energetyka będzie się opierała na węglu?

– Rola węgla w elektroenergetyce i ciepłownictwie będzie w dużym stopniu zależeć od unijnej polityki w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla i innych gazów poprzez realizację tzw. pakietu energetyczno-klimatycznego. Kluczowe znaczenie będzie posiadała dyrektywa o nazwie CCS, dotycząca wychwytywania i składowania dwutlenku węgla. Jeżeli pilotowe instalacje doświadczalne w tym zakresie wykażą, że jest to technicznie wykonalne i równocześnie racjonalne pod względem ekonomicznym, może to być jedną z dróg do obniżania przedmiotowej emisji. Jednak wówczas należy się spodziewać wzrostu cen energii opartej na paliwie węglowym. Szacunki w tym zakresie są różne, od 30 do nawet 100 procent wzrostu, co z pewnością będzie obniżało konkurencyjność takich gospodarek, które będą korzystać z wyraźnie droższej energii. Dzisiaj nie jest jednak w pełni przesądzone, że świat i Unia Europejska bezkrytycznie pójdą tą drogą.

● JOZEF DUBIŃSKI

prof. dr hab. inż., drugą kadencję przewodniczy Światowemu Kongresowi Górniczemu – organizacji międzynarodowej skupiającej 38 górniczych państw świata