● Gdy zaczynał pan w branży reklamowej, na polskim rynku działała tylko jedna telewizja, niewiele stacji radiowych i kilka gazet. Dziś różnych sposobów dotarcia do potencjalnych klientów jest wielokrotnie więcej. To pomaga czy utrudnia życie markom i komunikowanie się z klientami?

– Rzeczywiście, ilość kanałów dotarcia do ludzi z przekazem marketingowym zwiększyła się wielokrotnie i zmienił się sposób, w jaki Polacy korzystają z mediów. To znacząco skomplikowało planowanie kampanii reklamowych, ale jeśli dobrze rozumie się grupę, do której adresujemy przekaz, można bardzo precyzyjnie i skutecznie do niej trafić, używając odpowiednich kanałów.

● Jak zmiany na rynku zmieniły waszą branżę?

– Analizy demograficzne przestały mieć znaczenia. Trzeba głębiej poznawać motywację i zachowania ludzi, zrozumieć zmiany społeczne, które zachodzą w niesamowitym tempie, i dokonywać analiz psychograficznych. Jednak najważniejsza jest kreatywność – pomysł na trafienie do serc i umysłów. To się nie zmieniło i nigdy się nie zmieni.

● W jakim stopniu skomplikował waszą pracę rozwój internetu?

– Internet i telefonia komórkowa totalnie zmieniły reguły gry i zapoczątkowały czasy nowoczesnego marketingu. Kiedyś to dyrektorzy marketingu tworzyli nowe produkty i usługi. Dzisiaj to ludzie za pośrednictwem internetu wymuszają na marketerach to, czego naprawdę chcą. Ludzie dziś kształtują rynek i budują marki, ludzie decydują o tym, które marki przetrwają, a które nie.

● Pytanie, jak to zmienia waszą branżę i reklamodawców, którzy zawsze chcieli przecież mieć jednak wpływ na konsumentów i panować nad tym, co sądzą oni o marce?

– W latach 70. myśleliśmy o budowaniu marek. Potem, w latach 80. i 90., mieliśmy obsesję na punkcie wielkich idei, które miały fascynować ludzi i budować reklamowane w telewizji marki. Dziś musimy znowu skupić się na człowieku, a marki nie mogą prowadzić monologu skierowanego do nas z ekranów telewizora, lecz muszą wejść z nami w szczery dialog poprzez nowe media.

● Nie denerwuje was to? Tracicie przecież wpływ na to, co ludzie mają myśleć.

– Nie ma się co denerwować, z tym się trzeba pogodzić. Kiedy klienci przychodzą z problemem i ilustrują go liczbami, my musimy zrozumieć, jakie ludzkie zachowania kryją się za tymi cyframi. Od tego zaczynamy pracę.