● Wrócił pan z Moskwy z informacją, że kontrakt z Gazpromem, który zastąpi brakujące dostawy gazu ziemnego, może być podpisany na początku maja. Wszyscy myśleli, że nastąpi to jednak w Moskwie.

– Też mieliśmy taką nadzieję. Stanowiska są uzgodnione. Mieliśmy ze sobą wydrukowaną wersję kontraktu, by ją ewentualnie podpisać. Nie doszło do tego, ale myślę, że ten tydzień będzie kluczowy. Trzeba podkreślić, że nikt już właściwie nie ma pytań do treści samego kontraktu. Aby go jednak parafować, konieczne jest ustalenie, jak wpisuje się on w szerszy kontekst negocjacji międzyrządowych oraz czy nasze działania nie są przedwczesne w stosunku do rozmów rządowych, które jeszcze się nie rozpoczęły. Zaznaczam, że polska strona swoją pracę wykonała, a od półtora miesiąca strona rosyjska nie odpowiada na zaproszenia. Minęły już trzy proponowane wstępnie daty spotkań, na których grupy międzyrządowe mogłyby negocjować.

● Jakie są zatem faktyczne szanse, że gaz w najbliższych dniach popłynie do Polski?

– Z punktu widzenia biznesowego nic nas nie dzieli od podpisania kontraktu. Teraz trzeba raczej ogólnego, dobrego klimatu politycznego. Obecnie nie ma zagrożenia dla Polski, bo potrzebny nam gaz otrzymujemy. Nie ma pewnej części dostaw, których nie dostarcza RosUkrEnergo (RUE). Pozostałe dostawy i własne wydobycie równoważą bieżące zapotrzebowanie naszych klientów. Z pomocą przyszła pogoda, ponieważ przy tak wysokich temperaturach notujemy bardzo duży spadek zapotrzebowania sektora ogrzewającego gazem ziemnym. Oczywiście jest problem z przygotowaniem się do zimy, ale mamy jeszcze pewien margines czasowy.

● To znaczy ile czasu?

– Nie ma sztywnego momentu, od którego nie damy już rady zgromadzić zapasów na zimę. Jeśli zaczniemy robić to we wrześniu, to oczywiście do października nie zdążymy. Zatłaczanie magazynów stałym dopływem gazu najlepiej byłoby rozpocząć w maju. W tej chwili możemy do nich przesyłać tylko te ilości gazu, które nie zostały skierowane do bieżącej konsumpcji. Trochę pomaga nam też dekoniunktura, bo widać, że przemysł odczuwa spadek popytu, w związku z tym odbiera nieco mniej gazu. Nadwyżki możemy więc magazynować. Nie ukrywam, że to jednak za mało, by w pełni przygotować się do sezonu grzewczego.

● Kryzys gazowy jest zatem bliski.

– Wciąż jesteśmy po bezpiecznej stronie. Nie wyobrażam sobie zresztą, by w kontekście planowanej w Polsce wizyty premiera Putina mogło dojść do spotkania z premierem Tuskiem w atmosferze braku dostaw ze Wschodu. Myślę, że wizerunek polityki rosyjskiej w Unii Europejskiej znacznie by ucierpiał, gdyby te dostawy się nie rozpoczęły.

● Czy PGNiG będzie domagało się odszkodowania od RUE za niezrealizowany kontrakt?

– Jesteśmy gotowi do złożenia pozwu do sądu w Berlinie. Argumenty są jednoznaczne, wszystkie po naszej stronie. Mamy kontrakt, który nigdy nie został rozwiązany ani wypowiedziany, a nie otrzymujemy gazu. Skierowanie sprawy do sądu nie rozwiąże jednak problemu. Odszkodowanie pewnie kiedyś dostaniemy, po 3–5-letnim sporze sądowym. A gazu potrzebujemy teraz. Nie pieniędzy z odszkodowań.

● Czy zatem ewentualny pozew do sądu arbitrażowego nie może być wykorzystany jako karta przetargowa w negocjacjach z Gazpromem, który jest 50-proc. udziałowcem w RUE?

– Może być to elementem negocjacji. Nie złożyliśmy jeszcze pozwu, czekamy na rozwój sytuacji. Chcemy podjąć próbę ugodowego rozwiązania tej sprawy. Mam nadzieję, że porozumienie stron jest realne.

● Podobno PGNiG dostało ofertę na dostawy brakujących ilości gazu od węgierskiego Emfeszu?

– Wpłynęła bardzo enigmatyczna oferta, która zawiera niewiele informacji. Oczywiście spotkamy się z oferentem. Zaskakuje jednak forma prowadzenia negocjacji. Informacja w mediach pojawiła się wcześniej niż stosowne pismo wpłynęło do PGNiG.

● Kiedy przez Urząd Regulacji Energetyki zatwierdzone zostaną taryfy gazowe?

– Trochę jestem zdziwiony postawą prezesa URE, bo już co najmniej dwukrotnie zgodziliśmy się z żądaniami zawartymi w wezwaniu. Czekamy na kolejne wezwanie, które podobno ma wpłynąć w tym tygodniu, choć zrobiliśmy dokładnie to, co chciał prezes URE w poprzednim wezwaniu. Nie bardzo rozumiem, o co w tej chwili toczy się dyskusja.

● Jakich obniżek ostatecznie możemy się spodziewać?

– Prezes URE zaproponował, że na całym rachunku, tj. przesył, dystrybucja, obrót, ma być co najmniej 3 proc. mniej. Zaproponowaliśmy więc w ostatnim wniosku 3,1 proc. mniej. To oznaczało, że dla klientów indywidualnych taryfa malała o 8,4 proc., a dla klientów biznesowych o 9 proc. Na samym obrocie dawało to średnio 8,6- procentową obniżkę ceny.

● Kiedy taryfy mogłyby zacząć obowiązywać?

– Od zatwierdzenia taryfy mamy maksymalnie 45 dni. Musimy wydrukować taryfy, przeprowadzić ich kolportaż, poinformować klientów o wejściu ich w życie, zmienić system billingowania. To skomplikowany proces. Wydaje mi się, że realnie mogłyby one zacząć obowiązywać od czerwca.

● MICHAŁ SZUBSKI

prezes PGNiG od marca 2008 r. Wcześniej był szefem m.in. Mazowieckiej Spółki Gazownictwa. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim