Na świecie są budowane obecnie 34 elektrownie atomowe. Kolejne inwestycje w tej branży są przygotowywane. Dlaczego menedżerowie energetyki tak dużo uwagi poświęcają energetyce jądrowej?

- Firmy energetyczne inwestują lub zamierzają inwestować w energetykę jądrową praktycznie na wszystkich kontynentach. Najbliższe nam przykłady to Słowacja, Litwa Bułgaria, Ukraina, a o nowych inwestycjach w tej technologii mówi się też w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Na Dalekim Wschodzie i w Rosji obserwuje się przygotowania inwestycji w energetykę jądrową na skalę niespotykaną od 30 lat. Dzieje się tak, bo wyczerpują się i drożeją ropa naftowa, węgiel i gaz ziemny, czyli podstawowe surowce energetyczne, w produkcji coraz większą rolę zaczynają odgrywać koszty ochrony środowiska i energetyka jądrowa jako czysta jest coraz bardziej konkurencyjna.

Jako menedżer ma pan przekonanie, że emisja dwutlenku węgla wpływa niekorzystnie na zmiany klimatu, co politycznie jest wykorzystywane do preferowania produkcji energii z surowców o niskiej emisji CO2?

- Niezależnie od tego, czy wierzymy w efekt cieplarniany czy nie, decyzje polityczne w Unii Europejskiej nie pozostawiają złudzeń co do tego, że preferowana będzie produkcja energii charakteryzująca się niską emisją gazów cieplarnianych, w tym CO2. To oznacza, że regulacje w zakresie ograniczania emisji będą wiążące dla inwestorów i będziemy zobligowani do tego, aby działać w myśl tych regulacji. Te regulacje, jak wiadomo, są dla nas bardzo wymagające, bo Unia chce zredukować do 2020 roku emisję gazów cieplarnianych o 20 proc., a my produkujemy ponad 90 proc. energii elektrycznej z węgla, co oznacza wysoką emisję CO2. Ale na tym nie koniec, bo w pakiecie klimatyczno-energetycznym wybiega się także poza 2020 rok i mówi się o redukcji gazów cieplarnianych nawet o 60-80 proc. do 2050 roku. Dla krajów o tak wysokiej emisyjności jak Polska byłoby to wyzwanie wręcz niewyobrażalne.

Jakie wnioski biznesowe z tego wyciągacie? Jeśli polska energetyka nie przestawi się na unijne tory, to co się stanie?

- Najwyższy czas myśleć o zmianie struktury źródeł produkcji energii w Polsce. Dzisiaj każde 1000 MW mocy w technologii bezemisyjnej, a taką jest m.in. energetyka jądrowa, sprawi, że w 2013 roku jej właściciel będzie mógł zaoszczędzić około 1 mld zł rocznie. Tylko dlatego, że nie będzie musiał kupować uprawnień do emisji CO2, co chcąc produkować będą musieli robić na przykład producenci energii z węgla. Rachunek jest prosty, bo 1000 MW mocy przy około 6000 godzin pracy elektrowni węglowej oznacza emisję około 6 mln ton CO2 (przy prognozowanej cenie 40 euro za uprawnienie do emisji 1 tony CO2 daje dodatkowy koszt 240 mln euro). W praktyce oznaczałoby to oczywiście wzrost cen energii dla odbiorców, a także obniżenie konkurencyjności i wartości polskich firm energetycznych.

Co się stanie, jeśli Unia nie zweryfikuje polityki klimatycznej, a my nie zmienimy istotnie struktury wytwarzania energii?

- Jeśli nie zmienimy struktury wytwarzania energii, a powstanie wspólny, jednolity unijny rynek energii elektrycznej, to generalnie produkcja energii w elektrowniach węglowych może być tak naprawdę sprowadzona tylko do produkcji w szczytach zapotrzebowania, a Polska stanie się importerem tańszej, bo czystszej energii. Dla elektrowni to oczywiście nie jest dobra wiadomość, bo praca w szczytach to praca krótkotrwała i za niespecjalnie atrakcyjne pieniądze. W takich warunkach, jeśli nie będziemy mieć czystych technologii, zyski będą się odkładały u wytwórców, którzy będą pracowali w tzw. podstawie (u tych, którzy będą głównymi, a nie szczytowymi źródłami mocy). Nie mam wątpliwości, że to będą ci, którzy nie będą musieli kupować uprawnień do emisji CO2 lub będą potrzebowali ich niewiele.

Komisja Europejska w energetyce coraz wyraźniej traktuje Unię jak jeden kraj: ważniejsze stają się ogólne cele niż interesy państw członkowskich. Jak pogodzić taką politykę z zagrożeniem deficytem energii w Polsce?

- Nie jestem pesymistą, nie całkiem podzielam opinię, że energii zabraknie, ale jasne jest, że w Polsce trzeba rozpocząć budowę nowych elektrowni i rozbudowę istniejących. Pytanie, jakie sobie stawiamy, jako zarządy odpowiedzialne za inwestycje, za wartość, konkurencyjność firm, to w jakich technologiach budować. I tu wracamy znowu do energetyki jądrowej. Według mnie wielkim błędem byłoby odrzucenie którejkolwiek z czystych technologii, bo działamy w niepewnych warunkach. Nie wiemy, jaka technologia będzie najbardziej efektywna za 15-20 lat, a o takim horyzoncie trzeba myśleć dzisiaj, przygotowując inwestycje. Dlatego zakładając, że w Polsce węgiel pozostanie dominującym surowcem do produkcji energii, że zostaną rozwinięte węglowe technologie bezemisyjne, widzimy także konieczność budowy elektrowni atomowej i jesteśmy gotowi podjąć się tego wyzwania inwestycyjnego.

Co zrobiliście do tej pory? Kiedy realnie taka elektrownia mogłaby powstać i czy to interes dla firmy, czy dla kraju?

- Na razie budujemy kompetencje i prowadzimy prace analityczne m.in. związane z przeglądem dostępnych technologii atomowych pod kątem możliwości ich realizacji w Polsce. Sądzę, że realnie elektrownia atomowa może powstać w Polsce po 2020 roku lub nawet później. To nie jest problem finansowy. Takiego projektu bez współpracy rządu nie da się zrealizować. To musi być bardzo ścisła, skoordynowana współpraca inwestora i rządu rozpisana na lata. Uważam, że budowa elektrowni atomowej jest zarówno w interesie PGE, jak i całego społeczeństwa, bo oznaczałaby stabilizację firmy i pewne źródło energii. Projekt budowy elektrowni atomowej powinien jak najszybciej przyjąć formę konkretnego programu rządowego. Decyzja rządowa jest niezbędna i mam nadzieję, że nastąpi wraz z przyjęciem polityki energetycznej Polski do 2030 roku.

PAWEŁ URBAŃSKI

absolwent Politechniki Warszawskiej, w latach 2001-2006 partner w firmie doradczej Central Europe Trust, od lipca 2006 r. wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, od lipca 2007 r. prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

OPINIE

IVO KOUKLIK

dyrektor Sekcji Energetyki Jądrowej Grupy CEZ

Badania przeprowadzone na świecie (???) pokazują istnienie zasobów uranu na ponad 100 lat. Ocena wielkości złóż uranu pokazuje, że są one z roku na rok większe, wraz z postępem i możliwością dokładniejszych badań w zakresie wiedzy geologicznej. A kiedy skończą się zasoby uranu wydobywanego z aktualnych złóż i wykorzystywanego przez obecne technologie, istnieją innowacyjne technologie, które wystarczą na kolejne setki lat (np. szybkie reaktory) oraz szczepione materiały, na przykład jako uboczny produkt wydobycia fosfatów.

Paliwo jądrowe można kupić z długim wyprzedzeniem. Zazwyczaj dla długiego cyklu pracy reaktorów składuje się relatywnie małą ilość paliwa. Złoża uranu są obecne na całym świecie, producenci paliwa są zastępowalni, nie ma więc ryzyka, aby powstało uzależnienie od kilku państw, na terenie których są złoża uranu, jak to jest np. w przypadku gazu. Tak więc, mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym i dążeniu do minimalnej zależności od dostawców paliwa, energia jądrowa jest najlepszym, najbezpieczniejszym i najmniej ryzykownym rozwiązaniem. Cena energii jest uzależniona od jej podaży i popytu. W momencie, kiedy popyt będzie większy niż podaż, cena będzie rosła. Aby ustabilizować cenę energii czy też spowodować przeciwny trend, należy wzmocnić stronę podaży, a to oznacza jedno: budować nowe elektrownie.

Awarie (w energetyce jądrowej - red.) są do uniknięcia. Za przeważającą większością awarii, do których doszło, stał błąd ludzki. Od znanych awarii (Three Mile Island, Czarnobyl), minęło dużo czasu, który bardzo efektywnie wykorzystano do udoskonalania systemów i procesów. Dzisiaj mamy do dyspozycji ponad 5000 reaktorolat pomyślnej eksploatacji. Na podstawie bogatych doświadczeń skonstruowano elektrownie jądrowe najnowszej generacji, w których możliwość awarii jest praktycznie wykluczona. Patrząc z perspektywy energetycznej, nie można jednak polegać na jednym rozwiązaniu. Pomyślna przyszłość musi spoczywać na kompleksowym podejściu: rozsądnej, ekonomicznie efektywnej motywacji do oszczędności w zużyciu energii oraz dywersyfikacji podstawowych źródeł, w tym źródeł odnawialnych.

MAGDALENA OWSIK

koordynatorka kampanii klimatyczno-energetycznej Greenpeace w Polsce

Energetyka jądrowa jest fałszywą drogą, która odciąga uwagę od metod prawdziwego rozwiązania problemów energetycznych, jakimi są efektywność energetyczna i odnawialne źródła energii. Polska gospodarka jest ponad dwa razy bardziej energochłonna niż wynosi średnia dla Unii Europejskiej. Mamy ogromny potencjał oszczędności energii, który sięga nawet połowy naszego zapotrzebowania na energię. Niezbędna jest przy tym decentralizacja produkcji, ponieważ na przesyle traci się nawet kilkanaście procent energii. W połączeniu z odnawialnymi źródłami energii, daje to ogromne możliwości, bo Polska ma taki potencjał źródeł odnawialnych, że mogłyby one zapewnić blisko połowę zapotrzebowania na energię pierwotną. Przy tym pieniądze wydawane na energetykę jądrową to środki, które nie zostały zainwestowane w energię odnawialną, a przemysł jądrowy przez ponad 50 lat swojego istnienia nie spełnił obietnic. Nadal nie rozwiązał podstawowych problemów, jak składowanie odpadów, czy obniżanie kosztów. Nadal tylko około 7 proc. energii w skali świata pochodzi z energii jądrowej mimo wieloletnich inwestycji w tę gałąź energetyki i kolosalnych dotacji publicznych. Ponadto uran nie jest paliwem odnawialnym, a Polska go nie posiada, a więc w dobie coraz większej konkurencji o paliwa nie zapewni to Polsce bezpieczeństwa energetycznego. W tej sytuacji Polska powinna cały swój wysiłek skoncentrować na oszczędności energii oraz odnawialnych źródłach energii i decentralizacji jej produkcji. To sprawy zupełnie podstawowe, bo wbrew ostrzeżeniom kraje zachodnie nadal zwiększają konsumpcję, w tym również energii, a kraje rozwijające się próbują im dorównać. Sprostanie takiemu niczym nieograniczonemu zwiększaniu poziomu spożycia energii jest nierealne przy ograniczonych zasobach naszej planety. „5 telewizorów i dwa samochody na rodzinę” - to polityka, która prowadzi do katastrofy planetarnej.