Przy zerowym wzroście PKB wystarczy jeden rok deficytu sektora finansów publicznych większego niż 4 proc. PKB i wyskoczymy poza limit konstytucyjny, a deficyt w 2013 r. z pewnością przekroczy tę wartość. W kraju, w którym konstytucję traktuje się poważnie, już dawno podjęłoby się działania zapewniające, że dług publiczny nie przekroczy limitu 60 proc.

Jednak w Polsce minister Sami Wiecie Który ma inne podejście do kwestii poszanowania konstytucji. Najpierw zaproponował dwie zmiany w definicji długu publicznego, które spowodowały, że jest on o 3 pkt proc. niższy niż według powszechnie przyjętej metodologii. Od długu odliczono pożyczki zaciągnięte przez Krajowy Fundusz Drogowy i lokaty budżetu. Liczony metodą podwójnego netto wynosi poniżej 53 proc. PKB, tym samym nie przekroczył bariery 55 proc. PKB. A to jest bardzo ważne, ponieważ po przekroczeniu tego limitu w kolejnym roku, zgodnie z ustawą o finansach publicznych, trzeba by zrównoważyć budżet, czyli podnieść podatki i obniżyć wydatki na kwotę ponad 50 mld zł. Wtedy Polska spadłaby z klifu fiskalnego w otchłań recesji i to akurat w 2015 r., w którym są wybory do Sejmu. Skutki dla partii rządzącej byłyby opłakane, więc oczywiście minister Sami Wiecie Który do tego nie dopuści. W związku z tym w czerwcu jednocześnie uruchomiono dwa działania, które wzajemnie się uzupełniają: demontaż OFE i nowelizację ustawy o finansach publicznych, która zastępuje obecne reguły ostrożnościowe nową regułą wydatkową.

Jak ten pakiet ma zadziałać? Dzięki odebraniu OFE części aktywów i przesunięciu ich do ZUS-u, dług i deficyt budżetowy zostaną sztucznie obniżone. Nie wiemy o ile, bo jeszcze nie wiadomo, jakie aktywa zabiorą OFE i czy składka zostanie zawieszona. Ale jeżeli będą to głównie obligacje, to po przesunięciu ich z OFE do ZUS-u będą liczone jako wewnętrzne zobowiązania sektora (dług rządu wobec państwowego ZUS-u) i będzie je można odliczyć od długu. Wtedy jednorazowo dług spadnie z poziomu 53 proc. PKB (według kreatywnej definicji ministra Sami Wiecie Którego) do na przykład 45 proc. Jeżeli deficyt sektora wyniesie 5 proc., a nominalny PKB urośnie niewiele, to na koniec 2013 r. dług publiczny po tych zmianach wyniesie około 50 proc. PKB.

I tutaj pojawia się drugi element pakietu zmian, czyli reguła wydatkowa. W skrócie ta reguła ustala limit wzrostu wydatków sektora finansów publicznych na poziomie średniego tempa wzrostu nominalnego PKB w minionych ośmiu latach, z korektą w dół, jeżeli dług przekracza 55 proc. PKB lub deficyt przekracza 3 proc. PKB. Z kolei zlikwidowane zostaną obecne mechanizmy ostrożnościowe, które włączają się po przekroczeniu progu 50 proc. i 55 proc. Na czym będzie polegała różnica? Według poprzednich reguł w budżecie na 2015 r. rząd musiałby zaproponować drastyczne ograniczenie wydatków i podniesienie podatków, żeby zatrzymać narastanie długu publicznego. Ale po skoku na OFE i wprowadzeniu reguły wydatkowej rząd w 2015 r. będzie mógł założyć wzrost wydatków publicznych o około 4 proc. Czyli będzie mógł dalej prowadzić politykę wysokich deficytów. Sprytne, prawda?

Jak widać, krótkoterminowe cele polityczne zawsze wypierają długoterminowe działania sprzyjające gospodarce. Przy czym sama reguła wydatkowa jest rozsądnym podejściem do kwestii stabilizowania finansów publicznych, ale moment jej wprowadzenia i połączenie tego ze skokiem na OFE zamiast ustabilizować finanse, może doprowadzić do katastrofy, bo znacznie szybciej będzie rósł ukryty dług publiczny w ZUS.

Gdy minister Sami Wiecie Który obejmował urząd, dług publiczny wynosił nieco ponad 500 mld zł zebranych podczas 15 lat transformacji. W ciągu pięciu lat urzędowania dług wzrósł do prawie 900 mld zł i oparł się o barierę konstytucyjną. W tym czasie ów minister zaczął go liczyć kreatywnie, dwukrotnie sztucznie obniżając, i wykonał jeden skok na OFE. Ale to nic. Na koniec urzędowania planuje takie zmiany regulacyjne, które całkowicie destabilizują finanse publiczne w długim okresie poprzez schowanie długu do ZUS-u. A jednocześnie reguła wydatkowa pozwoli jego rządowi dalej się zadłużać w szybkim tempie, zaś społeczne i polityczne koszty dostosowania fiskalnego przerzuci na przyszłe rządy. To prawdziwy polityczny majstersztyk. Fiskalny Machiavelli XXI wieku.

Dzięki nowym pomysłom rządu zmniejszymy dług publiczny. Pozornie. Potem finanse runą