To naturalna ewolucja, w Niemczech po raz pierwszy rządzi pokolenie, które zna wojnę z drugiej ręki. Po zjednoczeniu Niemiec kraj, który jeszcze dwie dekady temu miał kłopoty z tożsamością, bo był podzielony na dwie części i nie był do końca niepodległy, teraz skupił się na budowaniu silnej gospodarki i silnej tożsamości. Niemcy uznały, że już spłaciły długi za zbrodnie, których dopuściły się podczas drugiej wojny światowej. Przeszliśmy od modelu, w którym Francja wymyśla politykę unijną, a Niemcy za nią płacą, do modelu, gdy Niemcy zaczęły wykorzystywać Unię do realizowania swoich narodowych celów gospodarczych i politycznych. Teraz polityka unijna polega na tym, że kanclerz Merkel ją wymyśla, a prezydent Sarkozy, a teraz Fransolą (jak mówią Francuzi) ogłasza ją na konferencji prasowej. W Komisji Europejskiej podobno krąży taki żart, że jak pojawia się jakakolwiek propozycja działania, to najpierw zadaje się pytanie, jakie jest stanowisko Niemiec w tej sprawie.

W poprzednich stuleciach kraje zdobywały dominację nad innymi za pomocą armii. W czasach gdy broń nuklearna jest w arsenałach kilku krajów, taka polityka stała się zbyt niebezpieczna, bo wojna nuklearna może doprowadzić do zagłady wszystkich. Więc w coraz większym stopniu działania militarne zostały zastąpione przez działania gospodarcze, poprzez które jedne kraje podporządkowują sobie inne. W tym modelu Niemcy budują fabryki, a Grecy, Hiszpanie czy Polacy mają w nich pracować. To oczywiście różni się od obozów pracy z okresu drugiej wojny światowej, bo warunki pracy są lepsze i jest swoboda przemieszczania się, ale to są różnice pozorne. Aby utrzymać przyzwoity standard życia, trzeba się zadłużać, a potem pracować do sędziwego wieku, żeby pospłacać te długi. To nowoczesna forma pracy niewolniczej.

Dla Niemców stabilność jest ważniejsza niż istnienie strefy euro. Zobaczymy, czy w nadchodzących wyborach poprą polityków, którzy wybrali to drugie

Do tej pory niemieccy przemysłowcy silnie wspierali koncepcję budowy zjednoczonej Europy i strefy euro, ponieważ zarabiali na tym potężne pieniądze. Ale klasą, która zarobiła na tym najwięcej, są banksterzy, którzy w minionych dekadach zdobyli olbrzymie wpływy w kluczowych unijnych instytucjach, symbolem tego jest mianowanie na kluczowe stanowiska osób, które były związane kiedyś z bankiem Goldman Sachs, jak Mario Draghi, szef EBC. Banksterzy promują działania, które mają zachować strefę euro, za wszelką cenę zapłaconą przez podatników, bo to gwarantuje, że będą dalej zarabiali olbrzymie pieniądze. Jednak niemieccy przedsiębiorcy, którzy w międzyczasie silnie zwiększyli obroty z krajami spoza Europy, uważają, że cena, jaką zaczynają płacić, jest zbyt duża w zestawieniu z korzyściami, które mają ze strefy euro. Kiedyś, gdy handlowali głównie z Europą, każda konkurencyjna dewaluacja w innym kraju europejskim natychmiast ich uderzała po kieszeni. Teraz, gdy handlują globalnie, to już nie ma takiego wielkiego znaczenia. Stąd coraz liczniejsze głosy niemieckich fabrykantów o potrzebie wyrzucenia Grecji ze strefy euro lub o konieczności stworzenia północnej unii walutowej.

Kluczowym obszarem starcia banksterów, którzy stworzyli alians z rządem Francji, i niemieckich fabrykantów jest Europejski Bank Centralny. Fabrykanci potrzebują stabilności, która jest ważniejsza dla nich niż utrzymanie euro, a stabilność gwarantuje niezależny bank centralny, tak jak kiedyś gwarantował Bundesbank. Banksterzy wolą, aby EBC był manipulowalny politycznie, co przez dekady było także celem pokoleń francuskich polityków. Na razie banksterzy mają przewagę w tym starciu, bo doprowadzili do silnego zaangażowania EBC w pośrednie finansowanie krajów i banków południa Europy. To odbywa się kosztem stabilności, co pokazuje skala zobowiązań, jaką wobec systemu Target 2 mają kraje Południa. Czyli system jest w takiej samej skali, liczonej już w setkach miliardów euro, finansowany przez niemiecki Bundesbank. Ponadto zwiększenie skali działania EBC rodzi uzasadnione obawy, że z tej drogi już nie ma odwrotu i przez lata lub dekady EBC będzie musiał finansować rządy i banki Hiszpanii i Włoch, a z czasem być może i Francji. W ten sposób niezależność EBC już jest historią i stabilność finansowa Europy, gwarantowana kiedyś przez Bundesbank i potem EBC, jest zagrożona.

We wrześniu i październiku 2013 roku odbędą się wybory w Niemczech, które określą układ sił w tym kraju na kolejne, kluczowe dla przyszłości Unii Europejskiej, cztery lata. Zobaczymy, czy Niemcy, którzy coraz lepiej rozumieją, że stabilność jest dla nich ważniejsza niż istnienie strefy euro, poprą tych polityków, którzy doprowadzili do podporządkowania EBC interesom banksterów.