Na tym tle Polska jawiła się jako oaza spokoju ze wzrostem gospodarczym na poziomie 4,2 proc. Stało się tak m.in. dzięki sile niemieckiego eksportu, z którym ściśle powiązany jest nasz eksport. Polska jest bowiem obecnie wielkim zapleczem produkcyjnym dla niemieckich eksporterów, a tym samym silnie uzależniona od wahań popytu na towary produkowane przez naszych zachodnich sąsiadów.

Dodatnia dwucyfrowa dynamika polskiego eksportu wspierała również polski przemysł, który wzrósł w zeszłym roku o ponad 6 proc. Dodatkowo wzrost gospodarczy wspierały inwestycje publiczne i, co najważniejsze, przyrost inwestycji prywatnych. Wszystkie te elementy były nadal obecne we wzroście na początku tego roku, ale z mniejszą siłą. W sumie ten pierwszy kwartał 2012 roku nie był jeszcze najgorszy, ale dane opublikowane w zeszły czwartek wskazują wyraźnie na objawy spowolnienia. Zadajemy sobie pytanie, co takiego się stało, że zwalniamy.

Wielu ekonomistów przestrzegało przed wolniejszym tempem rozwoju gospodarczego w tym roku. O ile statystyki za pierwszy kwartał pokazują dopiero pierwsze oznaki gorszej koniunktury, o tyle publikacje w kolejnych kwartałach będą znacznie słabsze niż to, co zaobserwowaliśmy na początku roku. Wpłynie na to kilka czynników. Zacznijmy od świata zewnętrznego: poważna recesja na południu Europy, lekka recesja w całej strefie euro, niewielki (ale i tak niezły, jak na otoczenie) wzrost gospodarczy w Niemczech.

Niemcy wysyłają do strefy euro 40 proc. swego eksportu, więc spowolnienie w Europie przełożyło się już na wyhamowanie tego eksportu, a co za tym idzie również polskiego. Najbliższą przyszłość widać w danych dotyczących zamówień eksportowych, które w Niemczech osiągają już lekko ujemną dynamikę. Zwalniający eksport ograniczył wzrost polskiej produkcji przemysłowej. Dlatego m.in. przyrost jej wartości dodanej zmalał z poziomu 6,6 proc. w ostatnim kwartale 2011 roku do 3,4 proc. w pierwszym kwartale tego roku.

My eksportujemy do Niemiec, oni do strefy euro. A tam jest recesja. Eksport więc spada. Inwestorzy stają się ostrożni, a to oni napędzają gospodarkę

Kolejnym, zresztą najważniejszym, elementem jest niska dynamika konsumpcji prywatnej, która i tak pozostanie w najbliższych kwartałach głównym motorem wzrostu. Wystarczy tylko zauważyć, że konsumpcja wniosła do wzrostu w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku w przybliżeniu tyle samo co inwestycje i eksport netto razem wzięte. A więc wiele, ale znacznie mniej niż w pierwszych trzech kwartałach zeszłego roku. Wtedy co kwartał kontrybucja spożycia indywidualnego wahała się w okolicach 2 pkt proc., podczas gdy ostatnio było to tylko 1,4 pkt proc.

Nie ma się jednak co dziwić, płace rosną prawie w tempie inflacji, pieniądz jest droższy (głównie w wyniku wzrostu marż na rynku bankowym, a nie podwyżce stóp przez RPP), a zatrudnienie nie przyrasta. Jak na razie podtrzymują nas inwestycje publiczne, a uwzględniając ostatnie szaleństwa z budową A2, można spodziewać się, że w drugim kwartale ich wpływ na wzrost gospodarczy pozostanie nie mniejszy niż dotychczas. A po Euro 2012 to już tylko w dół.

Najbardziej jednak rozczarowały inwestycje prywatne. Po tym, jak w zeszłym roku z kwartału na kwartał poprawiała się ich dynamika, osiągając w ostatnim kwartale poziom 9,7 proc., dane za kwartał pierwszy tego roku na poziomie 6,7 proc. mocno rozczarowały. Przeciętna polska firma jest nadpłynna, ma dość wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, wydawać się więc mogło, że jedyne, co można w takich warunkach robić, to zwiększać inwestycje, po tym jak przez ponad 1,5 roku w latach 2009 – 2010 notowały one negatywną dynamikę.

Niestety, często powtarzający się wątek niepewności, szczególnie wynikającej z niestabilności w strefie euro, jest głównym czynnikiem zwiększającym konserwatyzm i ostrożność inwestorów. A inwestycje prywatne są kluczowe dla wzrostu gospodarczego w dłuższym okresie. To one zwiększają produktywność gospodarki, to one tworzą miejsca pracy, to tam właśnie pojawia się innowacyjność. Dziś kluczowym czynnikiem niepewności są turbulencje w strefie euro, czego pochodną jest wysoka zmienność na rynku walutowym i surowcowym.

Nie bez znaczenia jest też nieumiejętność wykorzystania przez władze publiczne instrumentu, jakim jest partnerstwo publiczno-prywatne. Na naszym małym podwórku w tym okresie zawirowań powinniśmy zwiększać stabilność polskiej gospodarki. Czyli obniżać dług, zwiększać jej konkurencyjność poprzez prywatyzację i deregulację oraz minimalizować niepotrzebną zmienność i nieprzewidywalność. Byłaby wtedy szansa, aby trochę zachęcić naszych przedsiębiorców do inwestowania. Bo bez tego gospodarka zwolni bardziej niż w pesymistycznych wariantach rządowych prognoz.