Najważniejszym wydarzeniem poniedziałkowych notowań w Europie okazało się nie pogłębienie dołków intra-day przez zachodnie indeksy, ale ich postawa w drugiej części sesji, kiedy z sukcesem odrabiały część strat, nawet mimo słabych danych o nieoczekiwanym spadku zamówień fabrycznych w USA.

Same indeksy amerykańskie także obroniły się przed przeceną mniej więcej w podobnym stylu, co europejskie (spadek na otwarciu i mozolne odrabianie strat w dalszych godzinach). Takie zachowanie rynku, zwłaszcza brak dominującej presji podaży w końcówce sesji, co w ostatnich dniach było niemal regułą, może przekonać inwestorów, że rynki są zbyt wyprzedane, by nadal podążać na południe. Że gospodarka nie osiągnęła jeszcze stanu, w którym wszystko się wali, lecz po prostu wzrost gospodarczy się kurczy, a wyniki spółek mogą się pogorszyć, lecz nie oznacza to ich bankructwa. Oczywiście sytuacja jest rozwojowa, ale chyba niewielu ludzi na świecie ma precyzyjne scenariusze działań na najbliższe miesiące. 

W każdym razie samo powstrzymanie spadków w Europie i w USA okazało się wystarczającą zachętą dla azjatyckich inwestorów do kupowania akcji. Nikkei zyskał dziś rano 1 proc., podobnie jak Kospi, a więc indeksy odrobiły mniej więcej połowę wczorajszych strat. Indeks giełdy w Szanghaju rósł o 0,3 proc. na godzinę przed końcem notowań, po informacji o wzroście PMI dla sektora usług do poziomu najwyższego od 19 miesięcy (54,7 z 54,1 w kwietniu). Sektor usług odpowiada za ok. 43 proc. chińskiej gospodarki. Giełda w Australii nagrodziła decyzję o obniżce stóp procentowych o 25 pb wzrostem indeksu o 1,3 proc. 

Europa, która jest epicentrum kryzysu może liczyć raczej na ospałe zwyżki. Inwestorom może brakować odwagi do zakupów, bo zagrożeń - teraz wiszących nad półwyspem iberyjskim - jest dość, by przynajmniej u części decydentów i pracowników sektora bankowego wywołać bezsenność. Odczyty indeksów PMI dla sektora usług na pewno nie przyniosą wielomiesięcznych maksimów jak w Chinach, w najlepszym razie będzie to zahamowanie tendencji spadkowej. Ale też można zakładać, że przed posiedzeniem ECB w czwartek, zacznie w inwestorach kiełkować nadzieja na podjęcie nowych kroków zaradczych. Wszak Mario Draghi od początku swojego urzędowania dał się poznać jako człowiek zdolny do nieszablonowego działania.

WIG20 - razem z innymi indeksami regionu - demonstruje w ostatnich dniach swoją niezależność od rynków zachodnich. Być może jest to sygnał, że najbardziej spekulacyjnie nastawieni inwestorzy zagraniczni zamknęli już swoje pozycje w Warszawie, ograniczając się do inwestycjach na rynku walutowym. Relatywna siła WIG20 jest jednak zwodnicza - pamiętajmy, że indeks broni dołków z września ub.r., pod którymi jest już przepaść i poziomy najniższe od 2009 r. Europa Zachodnia broni zaś dołków z grudnia i stycznia i jest po prostu na innym etapie.

Emil Szweda