Presja rynków na takie działania jest ogromna. Przypomnijmy, inwestorzy prawie przestali kupować obligacje, nie tylko krajów południa Europy, lecz także centrum, łącznie z Niemcami. Bankowe szczury coraz szybciej uciekają z tonących okrętów na południu Europy. Każdy, który już ucieknie, z dumą ogłasza, że właśnie sprzedał kolejne miliardy włoskich obligacji. Nastąpiła seria obniżek ratingów, kolejne zostały zapowiedziane, pojawiły się raporty MFW i OECD wskazujące na wysokie ryzyko megakryzysu i depresji. Światowe media wzywają codziennie, ustami finansistów (takich jak George Soros lub Bill Gross) i piórami znanych publicystów (jak Martin Wolf z „Financial Timesa”), do działania. Zgodnie z tymi wezwaniami EBC ma zacząć drukować pieniądze na wielką skalę, a liderzy strefy euro podjąć decyzję o emisji wspólnych obligacji, co sprowadza się do tego, że Niemcy zagwarantują swoimi wpływami podatkowymi długi Włochów. Jeżeli 8 i 9 grudnia EBC i liderzy strefy euro nie zrobią tego, czego od nich oczekują rynki finansowe, czeka nas Eurogedon, czyli katastrofa, która zdemoluje istniejący finansowy porządek kontynentu.

Jednocześnie w szybkim tempie łamane są dotychczasowe demokratyczne mechanizmy zarządzania w Europie. W Grecji i we Włoszech wybrane przez społeczeństwo rządy zostały zastąpione rządami technokratów, a premierami zostali byli współpracownicy banku Goldman Sachs, którzy razem z trzecim byłym współpracownikiem tego banku – Mario Draghim, obecnym prezesem EBC – mają wypracować korzystne rozwiązanie. No właśnie, korzystne dla kogo? Dla Grecji i Włoch, dla podatników unijnych czy dla światowej finansjery?

Co się stanie, jeżeli 8 grudnia EBC obniży jedynie stopy procentowe o 25 – 50 punktów bazowych i nie ogłosi operacji „Bazooka-panzerfaust”, a 9 grudnia liderzy euro strefy tylko potwierdzą jakieś mgliste i odległe plany zaostrzenia reguł fiskalnych? Wówczas oprocentowanie włoskich i hiszpańskich obligacji natychmiast przekroczy 10 procent i oba kraje wkrótce poproszą MFW o pomoc finansową, której ten nie będzie w stanie udzielić. Włochy i Hiszpania ogłoszą więc bankructwo w 2012 roku. To spowoduje olbrzymie straty w większości dużych banków strefy euro, w szczególności dojdzie do skurczenia systemu bankowego na południu Europy. O jedno kliknięcie myszy później to samo stanie się we Francji, dwa kliknięcia później fala finansowego tsunami dotrze do Holandii, Austrii i Niemiec. Aby przeciwdziałać panice i masowemu wycofywaniu pieniędzy z bankrutujących banków, rządy będą zmuszone do ich nacjonalizacji, wymiany wszystkich zarządów na zarządy komisaryczne. Rządy będą musiały też znaleźć ponad bilion euro na podniesienie kapitałów banków, a te, które same będą bankrutować, otrzymają odpowiednią pomoc z EBC, czyli nowy kredyt stabilizacji finansowej, który państwo może wykorzystać wyłącznie do podniesienia kapitałów nacjonalizowanych banków. W Europie na kilka lat zagości recesja. Niektóre kraje wyrwą się z niej, opuszczając strefę euro i dewaluując narodowy pieniądz, będzie to z pewnością Grecja, być może również pozostałe trzy kraje południa Europy. Inne kraje przeprowadzą potrzebne reformy i po kilku latach również powrócą na ścieżkę wzrostu. Sektor finansowy zostanie szokowo odchudzony, a obecne elity świata finansów Zachodu przejdą do historii jako jej czarna karta.

Jeśli szef EBC zdecyduje się na druk pieniędzy, a liderzy Unii na emisję wspólnych obligacji, zapanuje euforia. Niestety, na krótko

A co się stanie, jeżeli 8 grudnia Super Mario odpali bazookę z pieniędzmi, a Niemcy zgodzą się gwarantować długi Włoch na szczycie dzień później? Wtedy na rynkach na krótko zapanuje euforia. Oczywiście banki nie wykorzystają setek miliardów wydrukowanych euro do udzielenia nowych kredytów, bo będą musiały ograniczać swoje bilanse, ale zajmą się spekulacją na giełdach, żeby podpompować wyniki finansowe w krótkim okresie i wypłacić sobie kolejne wysokie bonusy. Pół roku później, na skutek trwającej recesji i rosnącej relacji długu do PKB, we wszystkich krajach południa Europy zaufanie rynków zniknie i zacznie się realizować scenariusz Eurogedonu. Z jedną różnicą. Jak będą bankrutować banki na południu Europy, to EBC już nie będzie mógł rządom tych krajów udzielić pomocy finansowej na wzmocnienie kapitałowe banków, bo jego bilans już będzie wypchany do granic wytrzymałości śmieciowymi obligacjami tych krajów.

Dlatego EBC nie powinien teraz odpalać bazooki i ratować bankrutujących rządów. Już niedługo będzie miał znacznie ważniejszą rolę do odegrania.