Podobnie euroobligacje, których powołanie wymaga zmian w prawie europejskim i niemieckiej ustawie zasadniczej. Rozwiązania, które wydają się najskuteczniejsze, są najtrudniejsze.

Politycy zarówno w Europie, jak i w USA doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dlatego w ich działaniach jest więcej markowania ruchów niż konkretnych decyzji. Zarówno Angela Merkel, Nicolas Sarkozy, jak i coraz bardziej zaniepokojony Europą Barack Obama wiedzą, że unii walutowej nie da się przebudować i dostosować do kryzysu w pięć minut. Pozostają komunikaty takie jak te z G7 w Marsylii, że „uzgodniono zakres działań” i grupa jest gotowa do bliżej niesprecyzowanych „mocnych i skoordynowanych reakcji w celu odpowiedzi na wyzwania”. Pozostaje też wizyta ad hoc w Europie amerykańskiego ministra finansów Timothy’ego Geithnera. Wszystko po to, by docenić powagę sytuacji.

Umoczonym w greckie obligację francuskim bankom to jednak nie pomoże. Nie pomoże również Włochom, które szukają kupców swoich obligacji w Chinach. Nie nawróci też greckich urzędów skarbowych, które – jak pisze w najnowszym wydaniu „Der Spiegel” – dalej zapewniają obywatelom wolność od płacenia podatków, czym powiększają grecki dług.

W tej odsłonie kryzysu nie ma prostych rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Najtrafniej obecną sytuację opisał w najnowszym wydaniu magazyn „The Economist”: nie bardzo wiemy, czego chcemy, ale jesteśmy szczęśliwi, że możemy o tym dyskutować.