Niezależnie od tego, jak bardzo zabetonowana jest białoruska polityka, jesień w Mińsku będzie interesująca. W związku z pogarszającą się sytuacją gospodarczą państwa Aleksander Łukaszenka jest zmuszony urynkowić rubla, pozbawiając wielu Białorusinów oszczędności. Nie ma nic bardziej skutecznego w ożywianiu ducha obywatelskiego niż wyczyszczenie portfeli rodaków. Co prawda dyktator zapewnia, że pozwoli Białorusinom na kupowanie dewiz na wolnym rynku, ale takie rozwiązanie jest tylko półśrodkiem łagodzącym ból. Zresztą przy okazji ogłaszania decyzji Łukaszenka nie zapomniał zadrwić sobie ze współobywateli. Jak to ujął: „Ludność, zwłaszcza w Mińsku, jęczy za dewizami”. Wydaje się, że takich okazji do szyderstwa będzie miał coraz mniej. Czas Łukaszenki wyraźnie się kończy.

Świadczą o tym deklaracje samego prezydenta. W tym tygodniu zaproponował opozycji, Unii Europejskiej i Rosji rozmowy przy okrągłym stole. Kilka miesięcy wcześniej pozamykał demokratycznych działaczy, by teraz po „trudnych pertraktacjach” w „geście dobrej woli” wymienić ich na kredyt z MFW. Dzień po deklaracji o okrągłym stole oznajmił, że jest skłonny użyć wspólnych sił poradzieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym ODKB, by zapobiec przewrotom państwowym. Komunikat Łukaszenki jest prosty: bankrutujemy, ale o rewolucjach nawet nie marzcie, bo wyślę na place Mińska czołgi.

O ile o rewolcie na Białorusi nie ma co myśleć (opozycja jest na to za słaba), okrągły stół jest sensownym rozwiązaniem. Przy tym zwolnienie wszystkich więźniów politycznych, czego żądają konkurenci Łukaszenki, powinno być jedynie warunkiem rozpoczęcia tych rozmów. Kolejnym punktem negocjacji i warunkiem wypłacenia Białorusi pieniędzy z MFW powinno być przedstawienie przez Łukasznkę scenariusza podzielenia się władzą z opozycją, nowego rozrysowania stref wpływów w nomenklaturze i kalendarza przechodzenia prezydenta na polityczną emeryturę.

Scenariusz odejścia Łukaszenki jeszcze do niedawna wydawał się nierealny. Dziś jednak prezydent jest słaby jak nigdy. Nie ufa mu Moskwa, izoluje go Zachód, a państwo boryka się z poważnymi problemami gospodarczymi. Do tego upadł mit o Białorusi jako bramie do Europy dla Chin czy europejskiego sojusznika dla państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Dla Chin Mińsk to żaden partner. Reżimy bliskowschodnie same walczą o przetrwanie. Jeśli Łukaszenka ma upaść lub zostać gubernatorem 84. jednostki administracyjnej Federacji Rosyjskiej, stanie się to już niebawem. Białoruski cud się skończył. Pomysłów na nowy brak.