Rząd ogłosił projekt zmiany, a właściwie już decyzję głęboko naruszającą bezpieczeństwo systemu emerytalnego. Niestety, aby uzyskać poparcie dla swojej koncepcji, przedstawiciele tego rządu posługują się argumentacją wprowadzającą opinię publiczną w błąd. Rażącym tego przykładem jest żonglowanie wyliczeniami opartymi na dowolnie przyjętych założeniach. Na dodatek symulacje nie uwzględniają oczywistego ryzyka dotyczącego wpływu proponowanej zmiany na gospodarkę, giełdę, prywatyzację i na wiarygodność wewnętrzną i zewnętrzną Polski. Grozi ono zmniejszeniem tempa wzrostu, co przełoży się na wysokość świadczeń.

Rząd uzasadnia reformę systemu bieżącą sytuacją budżetu. Ten argument ma jednak swoje poważne konsekwencje. Nie można jednocześnie niczego ludziom nie zabierać i ratować finanse publiczne. Co gorsza, w tym konkretnym przypadku demontaż systemu emerytalnego odbywa się po to, aby zamieść problem długu i deficytu pod dywan. Pozornie nastąpi poprawa, ale jedynie w statystykach. Do tego nie na długo, bo faktycznych problemów wypychających w górę deficyt i dług w ten sposób się przecież nie rozwiąże.

Niektórym się wydaje, że istotą reformy emerytalnej było wprowadzenie funduszy emerytalnych. To była tylko ważna część metody zastosowanej, by osiągnąć istotne społecznie cele. Po pierwsze przejście na zasadę zdefiniowanej składki, czyli ograniczenie obciążenia pracujących kosztami finansowania systemu emerytalnego (przestała rosnąć składka emerytalna, a wcześniej rosła w galopującym tempie). Po drugie zwiększenie bezpieczeństwa dzięki dywersyfikacji ryzyka (OFE i ZUS się uzupełniają – ostatnie 11 lat, podczas których mieliśmy także do czynienia z globalnym kryzysem na rynkach finansowych, pokazało bardzo wyraźnie korzyści płynące z tego rozwiązania). Po trzecie zwiększenie przejrzystości finansów publicznych (znamy skalę długu powstającego w ramach systemu emerytalnego – jest nim suma kont w obu częściach systemu). Proponowana zmiana niweczy (w różnym stopniu) te trzy zasadnicze efekty, które przyniosła reforma z 1999 r. Poważnie narusza ona również zaufanie pracujących Polaków do uczestników systemu emerytalnego, który ma ich obsługiwać przez dziesiątki lat.

Nie mając argumentów, rząd sięga po pseudoargumenty. Obrzydzenie systemu emerytalnego w obecnej postaci i poddanie w wątpliwość skuteczności jego działania jest narzędziem ułatwiającym przejęcie nad nim kontroli. Próbuje się przedstawiać OFE jako instytucje finansowe, które żerują na ludziach, podczas gdy OFE to suma stanowiących naszą własność indywidualnych kont emerytalnych, przez które przepływają składki płacone przez pracujących Polaków. To powszechne towarzystwa emerytalne są instytucjami zarządzającymi tymi środkami i wobec nich warto formułować postulaty dotyczące kosztów obsługi (obniżonych już zresztą w 2010 r.). Obrona OFE nie jest obroną PTE! W zespole ministra Boniego zostały przygotowane konkretne rozwiązania obniżające te koszty i podnoszące efektywność OFE, tylko że nie te rozwiązania rząd ogłosił pod koniec grudnia.

Argumentem za zmianą ma być także niska jakoby efektywność OFE. Niezależnie od faktów przedstawionych powyżej nikt jakoś nie wskazuje na koszty i efektywność po stronie ZUS. W wyliczeniach porównawczych nie dostrzega się, że dług ukryty tworzony w części systemu zarządzanej przez ZUS także musi być obsługiwany. Publikacje Komisji Europejskiej czy OECD pokazują ten koszt, który – choć niewidoczny w zapisach budżetowych – obciąża pracujące społeczeństwo tak samo jak obsługa długu jawnego. Zapomina się też, że ZUS jest instytucją drogą, tyle że ponoszony przez nas koszt jest również ukryty.

Nie znaczy to, że część systemu zarządzana przez ZUS jest zła. Ona też została gruntownie zreformowana, też opiera się wyłącznie na indywidualnych kontach emerytalnych. Ta część ma swoją rolę do spełnienia i może spełniać ją dobrze. Tyle że powinna pozostawać w rozsądnej proporcji do części wykorzystującej rynki finansowe, czyli OFE. Jednak przeciwstawianie sobie tych części nie ma merytorycznego uzasadnienia. A to właśnie robi obecnie rząd.

Rząd chce zdemontować strukturę systemu emerytalnego, aby problemy finansów publicznych zamieść pod dywan. Przełożenie środków z otwartych funduszy emerytalnych do ZUS zmienia statystki jawnego długu publicznego, ale nie zmniejsza całkowitych faktycznych zobowiązań publicznych. Taka operacja nie poprawi sytuacji obywateli, a jedynie być może ich samopoczucie, bo prawdę poznają trochę później.