To zaś oznacza, że puszczenie oka do tych, którzy domagają się reform, i przekonywanie, że będą one możliwe w 2012 r., staje się bezzasadne. PO tak czy owak będzie skazana na jakiegoś koalicjanta. Nie ma sensu marnować czasu, żeby się o tym przekonać.

Trudno nie zgodzić się jednak z rządem, że zapowiedzi cięć przynieść mogą jedynie przegraną w wyborach. Sondaże wyraźnie pokazują, że społeczeństwo nie chce oszczędności, a grupy interesów broniących status quo są potężne. Trudno też nie przyznać racji ekonomistom ostrzegającym, że dłużej balansować na linie nie sposób, a brak determinacji w ograniczaniu deficytu grozi katastrofą. Wyborów nie wygrywa się jednak strachem, a ludzie nie zamierzają zaciskać pasa za PKB. Licznik szybko rosnącego długu może ich do rządu zniechęcać, ale do wyrzeczeń raczej nie nakłoni. W końcu na razie nic się nie wali. Klincz? Niekoniecznie.

Liderzy dobrze zarządzanych korporacji wiedzą, że aby ludzi porwać do działania, trzeba im przedstawić wizję. Ważny, także dla nich, cel, który będą chcieli osiągnąć. Ta wizja staje się najważniejsza, a wyrzeczenia, których wymaga jej realizacja, schodzą na dalszy plan. Nie wykrzesze się z Polaków entuzjazmu do reform, strasząc przekroczeniem konstytucyjnej granicy zadłużenia. Większość nie do końca rozumie, o co chodzi i co to ewentualnie mogłoby oznaczać dla ich rodzin. Lider partii rządzącej musi zaprezentować taką wizję, która jest atrakcyjna dla każdego, bez względu na świadomość i wykształcenie. A ludzie naprawdę będą chcieli, żeby się ziściła, bo ich życie albo życie ich najbliższych zmieni się na lepsze.

Dla większości ludzi najważniejsze są ich dzieci. Co do tego PO może się łatwo dogadać nie tylko z PSL, lecz także z SLD. Mogłaby powstać potężna koalicja – zapewne przystąpiłby do niej także klub Joanny Kluzik-Rostkowskiej – która byłaby w stanie dokonać zmian już teraz. Tylko najpierw trzeba mieć wizję. Nie mieli jej posłowie uchwalający podwójne becikowe ani złe ulgi na dzieci. Ci, którzy chcą je teraz odbierać, także jej nie mają.

PSL, utwierdzone wynikami wyborów, będzie zapewne jeszcze bardziej kategorycznie broniło rolników przed pozbawieniem ich przywilejów. A co ta partia zrobiła dla wiejskich dzieci? Może warto część tych przywilejów zamienić na stypendia dla nich? Mają przecież taki sam pęd do wiedzy jak dzieci inteligencji, ale dostęp do niej utrudniony. To one kończą płatne uczelnie z niewiele wartymi licencjatami, po których nie znajdują pracy.

Czy SLD, broniąc konstytucyjnego przywileju darmowych studiów, także nie dostrzega, że korzystają z niego głównie dzieci z zamożnych domów? Te biedniejsze najczęściej nie dostają się na renomowane publiczne uczelnie. Płacą za studia prywatne. Ta ślepota na rzeczywistość niewiele ma wspólnego z lewicową wrażliwością. Brakuje wizji, jak to zmienić.

Ekonomiści żądają, a rząd broni się przed podnoszeniem wieku emerytalnego. Obie strony nie dostrzegają, że dzieje się coś, co powoduje skrócenie aktywności zawodowej. Tak jakbyśmy uchwalili, że pracujemy pół roku krócej, bo właśnie tyle wynosi średni okres poszukiwania pierwszej pracy przez absolwentów! Zmarnowane pół roku młodego życia. Rząd nie ma żadnej oferty, by to zmienić.

Ciepła woda w kranie i spokój społeczny to bardzo dużo. Nie zawsze to doceniamy. Ale niestabilne czasy wymagają od przywódców o wiele więcej. Bez wielkich wizji nawet ciepłej wody wkrótce może zabraknąć.