Nie przejmiemy zagranicznych banków, nie kupimy zachodnich firm ubezpieczeniowych. Z wielkim biznesem nie ubijemy spektakularnych interesów. Jedyne, co możemy zrobić, to patrzeć mu na ręce.

Teraz mamy okazję, by wejść do instytucji nadzorujących rynek finansowy. W Europie trwa wielkie sprzątanie po kryzysie, tworzy się nowy układ w bankach, funduszach i na giełdach. Bruksela ma zamiar pilnować porządku, by rynek finansowy znowu nie wpadł w tarapaty.

Czy Polska znajdzie się w organach, które w tej sprawie mają coś do powiedzenia? Na razie pewniakami są Marek Belka, szef NBP, i Stanisław Kluza, przewodniczący KNF. Znajdą się w nowych strukturach, dlatego że takie miejsce po prostu nam się należy, tak jak Bułgarom czy Rumunom.

Czy nasi przedstawiciele pójdą wyżej, czy znajdzie się dla nich miejsce w elitach nadzoru mających realny wpływ na decyzje podejmowane przez unijnych kontrolerów? To nie jest jeszcze przesądzone. Wiele zależy od naszej dyplomacji, aktywności europosłów, umiejętności negocjacyjnych przedstawicieli NBP i KNF lobbujących za naszymi interesami w Brukseli.

To nie jest gra o pietruszkę, ale o nasze realne interesy w Unii Europejskiej. Warto o to walczyć, bo większość kluczowych dla polskiego sektora finansowego decyzji podejmowanych jest za granicą. Centrale naszych banków i firm ubezpieczeniowych znajdują się w Mediolanie, Berlinie czy Paryżu, a nie w Warszawie. Z siedziby KNF czy NBP trudno dostrzec, co oni tam robią.

Na pewno warto wiedzieć zawczasu, czy nie szykują Europie kolejnego pasztetu, za który będą musieli zapłacić wszyscy. Tak jak podczas ostatniego kryzysu. Kiedy wielkie korporacje finansowe przykręcały kredyty w swoich bankach, Warszawa nic nie mogła w tej sprawie zrobić. Za cięcia i oszczędności zagranicznych central, wywołane kłopotami na rynku finansowym, pośrednio musiała zapłacić także polska gospodarka. Poważniejszych skutków kryzysu udało się nam uniknąć, ale nie mamy żadnej gwarancji, że następnym razem będzie tak samo.

Mocna pozycja w europejskim nadzorze to nasza jedyna szansa, by trzymać rękę na pulsie. Nie mamy innego wyjścia, zwłaszcza że po przegranej batalii PKO BP o BZ WBK widać, że przejęcie banków przez polski kapitał graniczy z cudem.