Szkoda, że taki scenariusz się nie ziścił, gdyż jego konsekwencją byłoby, zamiast bezsensownej wojny z Eureko, co do której nikt nie poczuwa się oczywiście do winy, wykreowanie pierwszej polskiej instytucji finansowej o zasięgu międzynarodowym. PZU miało wszelkie predyspozycje, by stać się okrętem flagowym naszej gospodarki, firmą rozpoznawalną nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Karuzela kadrowa

Spóźniony o dobre 10 lat debiut PZU to dobra okazja, by się właśnie zastanowić, dlaczego się nie udało. Oczywiście jedną z najważniejszych słabości PZU było nadmierne zainteresowanie nim polityków i traktowanie jako sreber rodowych. Chodziło o to, by tak je sprzedać, by jednocześnie zachować. To szybko doprowadziło do konfliktu z Eureko. Jeśli firma w Polsce jest ważna, dotyka ją zjawisko określane jako karuzela kadrowa. Co więc nie zepsuła wojna z Eureko, zrobili zmieniający się jak w kalejdoskopie prezesi. Średnia „długość życia” prezesa PZU wynosiła ledwie 13 miesięcy.

W takiej sytuacji PZU nie był w stanie obniżyć kosztów działalności, przeprowadzając restrukturyzację, a także wypracować długofalowej strategii. Trudno spodziewać się od takich czasowych zarządów, by odważyły się podjąć niepopularne decyzje, np. wbrew związkom.

Firma nie mogła więc rozpocząć ekspansji na rynkach zagranicznych. A ta jest niezbędna, by się rozwijać w sytuacji, gdy traci się udziały w kraju. Obecnie w rynku polis majątkowych i OC udział ten wynosi 37 proc., a w ubezpieczeniach życiowych – 32,8 proc. W efekcie wyraźnie spadają zyski – w I kwartale tego roku spółka zarobiła na czysto 807 mln zł. Podczas gdy przed rokiem było to 1,14 mld zł. Już 5, 6 lat temu PZU nie wykorzystał możliwości przejęcia prywatyzowanych firm ubezpieczeniowych na Węgrzech czy w Czechach. Jeszcze przed rokiem, półtora, w czasie najcięższej fazy kryzysu nasz ubezpieczyciel mógł łatwo wskoczyć do finansowej ekstraklasy na świecie. Wtedy akcje zagranicznych potentatów bankowych, ubezpieczeniowych, jak np. AIG czy funduszy inwestycyjnych, były warte niewiele więcej niż papier, na którym je wydrukowano. Choć PZU miało w kasie kilkanaście miliardów złotych gotówki, ostatecznie nie wydało nawet złotówki.