Trzeba mieć jednak dużo odwagi, żeby powiedzieć o czyichś szacunkach makro, zwłaszcza w dzisiejszej sytuacji, że to pomyłka. Weźmy choćby prognozy samego MF. Szacowany w grudniu wzrost gospodarczy w tym roku miał wynosić 3,4 proc. Minęły dwa miesiące i mowa była już o 1,7-proc. wzroście. Dziś szef resortu mówi, że według niego PKB zyska na pewno ponad 1 proc. Czy to oznacza, że wcześniej był w błędzie, czy też nowe dane pozwoliły mu na zmianę swoich szacunków? To samo dotyczy zresztą przewidywań analityków. Gdy w styczniu pytaliśmy ich o prognozy PKB, najwięksi pesymiści mówili o 1,3-proc. wzroście. Mylili się? Prognozowanie dziś, w warunkach kryzysu, jakichkolwiek procesów w gospodarce to nie lada sztuka. To, czy ktoś ją opanował na dobrym poziomie, zweryfikuje czas.