Jak duże zniszczenia może poczynić kryzys finansowy, mieli okazję przekonać się również inwestorzy bardziej konserwatywni, lokujący swoje środki w obligacje krajów wschodzących. W ciągu kilku tygodni wartość ich inwestycji spadła do poziomu sprzed sześciu lat. W większości przypadków spadki nie były wywołane pogorszeniem się sytuacji w tych krajach, ale przede wszystkim koniecznością wyprzedaży obligacji przez banki i fundusze hedgingowe.

Inwestując w obligacje krajów wschodzących, mamy do wyboru dwa rodzaje instrumentów. Występują tak zwane obligacje lokalne emitowane w walucie lokalnej. Dobrym przykładem mogą tu być obligacje skarbu państwa czy też bony skarbowe, kupowane przez polskich inwestorów, polskie fundusze inwestycyjne czy też emerytalne. Oprócz tego państwa mogą emitować obligacje w euro, dolarach czy też jenach. Ich oprocentowanie jest wyliczane premią do obligacji emitowanych przez bardziej wiarygodne kraje czy emitentów.

Obligacje dolarowe straciły na wartości około 16 proc. w październiku, podczas gdy dług lokalny spadł o 14 proc. Co bardzo ważne, obligacje lokalne utraciły na wartości głównie z powodu wzrostu wartości dolara, który przyłożył się do 70 proc. tych strat. Listopad był płaski, ale na rynku panowała duża zmienność.

Mimo takich spadków obligacje lokalne krajów rozwijających się oferowały w tym roku najlepszą stopę zwrotu (to znaczy najmniejsze straty). Ponieważ na wielu z tych rynków nie ma tak wielu zagranicznych inwestorów, do pewnego stopnia (pominąwszy ruchy kursowe) są one izolowane od zawirowań na globalnych rynkach. Z punktu widzenia polskiego inwestora, który już oszczędza w walucie krajów rozwijających się, ewentualne osłabienie się koszyka walut (korona, forint, rupia, rubel itp.) wobec dolara niekoniecznie przełoży się na spadek wartości jednostki, gdyż złoty może spadać w podobnym stopniu.

Uspokojenie na światowych rynkach może mieć pozytywny wpływ na tę klasę aktywów, gdyż z jednej strony banki centralne będą mogły obniżać stopy procentowe wraz z obniżającą się inflacją, a ponadto zmniejszona podaż ze strony inwestorów zagranicznych pomoże ustabilizować ceny. Długoterminowo stopy procentowe w biedniejszych krajach zbliżają się (ulubione słowo zachodnich inwestorów - konwergencja) do poziomu w krajach rozwiniętych.