Wzrost cen i pogorszenie się jakości usług to skutki nadmiernej konsolidacji na rynku usług medycznych - ostrzega w raporcie Instytut Globalizacji.
Publikacja: 10 grudnia 2008, 03:00 Aktualizacja: 10 grudnia 2008, 10:02
Według ostrożnych szacunków w 2007 roku z usług prywatnych klinik skorzystało ponad 1,5 mln pacjentów. W tym roku oblicza się, że może ich już być blisko 2 mln. Instytut Globalizacji, który opracował raport na temat rynku prywatnych usług medycznych, szacuje, że udział prywatnych szpitali w rynku, liczonym liczbą hospitalizacji, może w 2009 roku przekroczyć 10 proc. Kilka lat temu wskaźnik nie przekraczał 1 proc. To oznacza, że prywatne kliniki notują znaczny wzrost wpływów.
- Przychody wiodących firm przekraczają 100 mln rocznie - mówi Tomasz Teluk, ekspert ekonomiczny IG.
Wzrost przychodów lecznic jest związany nie tylko ze wzrostem liczby pacjentów, ale także z wyższymi cenami dla pacjentów. W 2008 roku ich wzrost sięgnął 20-30 proc. Tylko na abonamenty przeznaczyliśmy 1,1 mld zł, 25 proc. więcej niż rok wcześniej. Według szacunków Polacy wydają z własnej kieszeni na prywatne leczenie zdrowia już 5 mld zł rocznie.
Coraz częściej klientów prywatnych klinik spotyka przykra niespodzianka: dwa tygodnie czekania do ginekologa, miesiąc do dentysty. Żeby zrobić USG, trzeba się zapisać nawet dwa miesiące wcześniej. W weekend w kolejce do lekarza dyżurnego można spędzić kilka godzin. Że problem jest, przyznają, choć niechętnie, same sieci medyczne.
- Okresowo w niektórych lokalizacjach poziom dostępności usług ulega wahaniom - przyznaje dyplomatycznie Bartosz Maciejewski z Medicovera.
- Tak naprawdę wszystko jest dobrze, dopóki płacisz abonament i nie chorujesz - mówi pani Małgorzata Pawłowska z Warszawy, która wykupuje abonament w Lux Med.
- Lekarze bardzo niechętnie wypisują skierowania do specjalistów, nie mówiąc o skomplikowanych badaniach - dodaje.
- Na rynku prywatnych centrów medycznych zaczyna dominować tendencja oligopolistyczna - tłumaczy Teluk przyczyny pogorszenia jakości usług.
Oligopol ma miejsce wtedy, gdy na rynku funkcjonuje kilka podmiotów, oferujących identyczne lub mało zróżnicowane produkty.
- Mogą nie stosować konkurencji cenowej, podwyższając jedynie opłaty w ślad za konkurencją - mówi Teluk.
Jako przykład negatywnych tendencji IG podaje warszawski rynek. W stolicy karty rozdaje fundusz Mid Europa Partners, w rękach którego znajdują się już Centrum Medyczne LIM, Lux Med, Medycyna Rodzinna, Promedis. Medicover jest w trakcie przejmowania Centrum Medycznego Damiana.
- W praktyce oligopoliści mogą zachowywać się jak monopoliści, wykorzystując warunki mniejszej konkurencji. Oligopolista może ograniczać ofertę i znacznie zawyżać ceny - usłyszeliśmy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
UOKiK jednak zgadza się na przejęcia. Ostatnio pozwolił funduszowi Mid Europa Partners na przejęcie Centrum Medycznego LIM.
1: emeryt z IP: 83.23.102.* (2008-12-10 09:12)
i mama tu cala prawdę o prywatnej służbie zdrowia która chce nam zafundować PO ludzie opamiętajcie się i nie popierajcie tej chorej partii -czas wreszcie postawić na prawdziwa lewice-jak sprywatyzuje się szpitale to będziemy leczyć się chyba sami
2: wjw z IP: 77.115.127.* (2008-12-10 11:44)
A miało być tak pięknie. Lekarz domowy - szczyt marzeń. Tymczasem wiekszość to niedouczone konowały którym na dodatek nic sie nie chce. Najlepiej jakby się pacjenci w ogóle nie pokazywali. Do specjalisty nie skieruje bo na tym traci kasę którą woli sam zatrzymać. System ten się nie sprawdza. Na dodatek niedouczeni urzędnicy z NFZ nie potrafią tego bałaganu kontrolować. W ten sposób marnotrafi się olbrzymie pieniądze społeczeństwa któremu na dodatek ciągle się funduje podwyższanie składki zdrowotnej.
Pozostaje jedynie formalnie wprowadzić obowiązkową eutanazję wszystkich co osiągnęli wiek emerytalny lub są niezdolni do pracy bo system NFZ i tak rękami lekarzy domowych już od dawna eutanazję stosuje.
3: wjw z IP: 77.115.127.* (2008-12-10 12:08)
Oczywiście miało być: marnotrawi a nie marnotrafi.
4: adam29 z IP: 80.48.17.* (2008-12-10 14:44)
Jesli lekarze są płatni nie od pacjenta, a od godziny i w dodatku są naciskani, by obsłuzyć jak najwięcej pacjentów - to efekt jest taki, że traktuja konsultacje b. powierzchownie. Szkoda, bo co ma zrobic ktoś, kto nie chce czy nie może czekać miesiącami na "państwowego" lekarza, a tu za swoje pieniądze nie otrzumuje godziwej obsługi?

Wynaleźli to Finowie w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Podobno z nudów – jako że przepisy drogowe w ich kraju są wyjątkowo restrykcyjne i bezwzględnie egzekwowane, to aby nie zasnąć za kierownicą, zaczęli regularnie urządzać ekonomiczne wyścigi.
![]() |




