Już wiadomo, że 2008 rok będzie pierwszym od pięciu lat, w którym poziom zatrudnienia w sektorze motoryzacyjnym spadnie. Jeszcze w I połowie dane GUS pokazywały ponad 10-proc. wzrost zatrudnienia w firmach zajmujących się produkcją aut, części i akcesoriów do ponad 136 tys. osób. Do tego trzeba dodać około 59 tys. zatrudnionych w firmach produkujących na rzecz sektora motoryzacyjnego, np. wyroby z gumy, fotele czy elementy elektryczne.

- Redukcje dotykają przede wszystkim pracowników tymczasowych, ale grupa etatowców też jest nieco mniej liczna - mówi Rafał Orłowski, z Automotivesuppliers.pl.

Dodaje, że trudno w tej chwili oszacować skalę zwolnień, bo sytuacja na rynku europejskich stale ulega zmianie, co ma wpływ na skalę redukcji zatrudnienia.

W Polsce jeszcze nieźle

W Czechach jeszcze w połowie października stowarzyszenie producentów motoryzacyjnych podało, że do końca roku redukcje obejmą około 3,5 tys. osób. Ostatnie doniesienia mówią nawet o 10 tys. osób. Październikowe dane pokazują, że z linii produkcyjnych zjechało 66,4 tys. aut, czyli prawie o 24 proc. mniej niż przed rokiem, a 18,4 proc. mniej niż we wrześniu. Dla Polski dane za listopad też nie nastrajają optymistycznie. Produkcja pojazdów wyniosła 65,64 tys. sztuk, o 17 proc. mniej niż w październiku i 27,2 proc. mniej niż rok wcześniej. W 2008 roku będzie ona o około 17 proc. wyższa (poziom produkcji ma szansę osiągnąć 1 mln aut, wobec 870 tys. rok wcześniej), z czego 97 proc. trafi na eksport. Szacuje się, że wartość produkcji całego sektora motoryzacyjnego (wliczając też m.in. producentów części) sięgnie w 2008 roku nawet 19,5 mld euro. Dlatego niepokojące informacje z rynków naszych głównych odbiorców są istotne.

W Niemczech w listopadzie liczba rejestracji aut spadła o 17 proc. w stosunku do roku ubiegłego, w tym dla Opla spadek wyniósł 36 proc., BMW - 21 proc., a Volskwagena 18,6 proc. Efekt jest taki, że fabryka BMW w Monachium została już zamknięta do 9 stycznia, a kolejne dwie rozpoczną przerwę świąteczną 19 i 20 grudnia.

- Szczególnie niepokojące są dane dotyczące BMW, i to nie tylko dla tej firmy - mówi Tomasz Starus z Euler Hermes.

Wyjaśnia, że do tej pory segment samochodów luksusowych opierał się kryzysom, bo zawsze znajdowała się grupa klientów, których stać było na podkreślanie swojego prestiżu dobrym autem.

- Mniejsze zainteresowanie autami ze strony właścicieli przedsiębiorstw to sygnał, że są bardzo niepewni perspektyw rozwoju gospodarki i swoich firm, więc wstrzymują się z zakupami. Szczególnie że na rynku nie ma żadnych rozsądnych źródeł finansowania - mówi Tomasz Starus.

Stabilnie tylko w autobusach

Efekty mniejszego popytu za granicą będą widoczne niemal we wszystkich obszarach produkcji branży.

- W zasadzie jedynym segmentem, który w przyszłym roku może nie odczuć spowolnienia, jest produkcja autobusów, bo tu nie widać mniejszego popytu, a poza tym firmy mają długoterminowe umowy - mówi Rafał Orłowski.

Ratują małe auta

Stabilna sytuacja może być też w segmencie produkcji silników benzynowych czy pojazdach specjalnych. Na razie do końca roku trwa pewien stan zawieszenia i ogłaszane są przestoje. Do końca roku łączna liczba dni bez produkcji w Oplu sięgnie 29 dni, a np. w Volkswagenie pracownicy ostatni raz pojawią się 19 grudnia, a do pracy wrócą prawdopodobnie 5 stycznia 2009 r.

Jedyna fabryka, która nie ma podobnych planów, należy do Fiata, głównie dlatego że małe samochody (tam powstają m.in. Fiat Panda i Ford Ka) wciąż cieszą się popularnością. Około 300 kooperantów FSO (z tej grupy 59 to dostawcy krajowi części samochodowych) i pracowników obserwuje sytuację na Ukrainie i w zachodniej Europie. Około 90 proc. produkcji Aveo trafia na rynki europejskie.

W przyszłym roku mają być też znowu dostarczane zestawy montażowe Lanosa na Ukrainę, a tymczasem ukraińska spółka ZAZ, do której należy FSO, wyprodukowała w listopadzie ponad 76 proc. mniej aut niż przed rokiem. Już teraz dostawcy badani przez Automotivesuppliers.pl oceniali, że na koniec roku osiągną przychody o 8-15 proc. mniejsze, niż zakładali. Prognozy na 2009 rok są jeszcze bardziej pesymistyczne i przewidują spadki od 10 do 25 proc. Przy czym aż 33-proc. spadki prognozują dostawcy do marek luksusowych, a produkujący części do ciężarówek - nawet 30-50 proc. Na szczęście to jeszcze stosunkowo niewielki rynek, bo np. fabryki MAN w Polsce to głównie montownie, które dostają części z Niemiec, więc liczba polskich poddostawców to 13 spółek.

SZERSZA PERSPEKTYWA - UE

Z raportu ACEA, europejskiej organizacji przemysłu motoryzacyjnego, wynika, że na 2,3 mln osób zatrudnionych w skali UE bezpośrednio w przemyśle motoryzacyjnym przypada 10,3 mln zatrudnionych w szeroko pojętych usługach dla tej branży.