Tego braku zaufania nie wyeliminujemy w ciągu kilku czy kilkunastu miesięcy. Można jednak zbudować grunt pod lepszą współpracę uczciwych partnerów i wyłączać z rynku tych nierzetelnych. Wzrost zaufania pojawi się wówczas samoistnie i będzie miał trwalszy charakter. Niezbędna jest jednak ingerencja ustawodawcy.

To, że Polacy sobie nie ufają, nie jest niczym nowym. Istnienie tego zjawiska pokazywała m.in. „Diagnoza społeczna” profesora Janusza Czapińskiego. Jednak dotychczas nikt nie badał, jaki jest poziom zaufania między przedsiębiorstwami ani w jaki sposób przekłada się to na gospodarkę. Z naszego doświadczenia wynikało, że jest on niski, ale postanowiliśmy to zmierzyć. Wyniki badania „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” przekroczyły nasze oczekiwania. Niestety, w bardzo negatywnym znaczeniu.

Aż 73,5 proc. ankietowanych przedsiębiorców przyznało, że prowadząc działalność gospodarczą, muszą ciągle uważać, aby nie zostać oszukanym. 53,2 proc. utrzymuje, że „trzeba nieustannie gromadzić dowody swojej uczciwości – w przeciwnym razie partner będzie chciał udowodnić twoje zaniedbania”. 52,5 proc. z kolei jest przekonanych, że inni przedsiębiorcy wykorzystają lukę prawną w umowie, aby uzyskać dodatkowe korzyści kosztem drugiej strony.

Negatywne konsekwencje takiego podejścia są olbrzymie. 47,1 proc. przedsiębiorców deklaruje, że część transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ nie mają zaufania do potencjalnych kontrahentów. 27,1 proc. idzie o krok dalej i w ogóle ogranicza swoją działalność jedynie do współpracy ze sprawdzonymi klientami. Z drugiej strony 35,2 proc. badanych twierdzi, że wiele transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ są traktowani przez innych jako mało wiarygodni.

Jak oszacował zespół profesora Jana Fazlagicia, który na zlecenie KRD BIG i Rzetelnej Firmy przeprowadził to badanie, gdyby odnieść te wskaźniki do wszystkich działających w Polsce firm, to wartość tych niezawartych transakcji wahałaby się od 145 do 215 mld zł. Jednocześnie ankietowani zostali zapytani, czy podjęcie dodatkowych działań podnoszących ich wiarygodność wpłynęłoby na wzrost sprzedaży. Poproszono ich też o oszacowanie jej wartości. Te transakcje zostały wyliczone na 66,3 mld zł. Najbardziej pesymistyczny wariant oznacza więc, że polska gospodarka przez deficyt zaufania straciła nawet 281 mld zł.

Z drugiej strony z ubiegłorocznego badania „Audyt windykacyjny”, przeprowadzonego na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, wynika, że prawie 72 proc. przedsiębiorstw z sektora MSP ma problemy z terminowym otrzymywaniem zapłaty od kontrahentów. Potwierdzają to tegoroczne badania zrealizowane na zlecenie Rzetelnej Firmy: odsetek firm skarżących się na spóźnianie płatności wyniósł tu 71 proc.

W tym kontekście brak zaufania między przedsiębiorcami specjalnie już nie dziwi. Nie oznacza to jednak, że każdy nowy kontrahent powinien być traktowany jak oszust. Kredyt zaufania na początek to właściwy kierunek, ale tak jak bank sprawdza potencjalnego kredytobiorcę, tak też przedsiębiorca powinien zweryfikować przyszłego kontrahenta. Pomagają w tym olbrzymie bazy danych KRD BIG, w których znajdują się zarówno negatywne informacje o przeterminowanych zobowiązaniach, jak również informacje pozytywne o płatnościach w terminie.

Możliwości wsparcia przedsiębiorców przez Biura Informacji Gospodarczej i co za tym idzie, przyspieszenia procesu budowania zaufania w polskiej gospodarce, są zdecydowanie większe. Aby je odblokować, niezbędna jest jednak ingerencja ustawodawcy. W tym kontekście bardzo dobrą wiadomością dla biznesu są więc plany wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który w pakiecie ułatwień dla przedsiębiorców proponuje między innymi poszerzenie zakresu informacji gromadzonych przez BIG-i oraz zwiększenie możliwości kompleksowej oceny wiarygodności płatniczej kontrahenta.

W ramach „Pakietu wierzyciela” Ministerstwo Rozwoju proponuje, aby do biur informacji gospodarczej trafiały także dane o zaległościach publicznoprawnych, czyli na przykład niezapłaconych składkach ZUS czy podatkach należnych Skarbowi Państwa bądź gminom (dochodowy, VAT, od nieruchomości itd.). Byłoby to spełnienie postulatu podnoszonego przez wielu przedsiębiorców od lat. Ujawnienie tych informacji, teraz niedostępnych, umożliwi dokładniejsze prześwietlenie potencjalnego kontrahenta. Im większa liczba dostępnych danych, tym lepszy obraz sytuacji i mniejsze ryzyko nawiązania współpracy biznesowej z nierzetelnym płatnikiem. Oczywistym skutkiem byłaby też lepsza ściągalność długów przez jednostki publiczne.

Inna proponowana zmiana to możliwość przechowywania przez BIG-i informacji archiwalnych i wykorzystania ich do tworzenia kompleksowej oceny wiarygodności płatniczej kontrahentów. W świetle obecnie obowiązujących przepisów dłużnik znika z rejestru najpóźniej 14 dni po spłacie zadłużenia. Zatem dla potencjalnego kontrahenta, który sprawdza jego wiarygodność, 15. dnia jest on nieskazitelnie czysty. A przecież to nieprawda. Dzięki planowanemu rozwiązaniu przedsiębiorcy mogliby otrzymać uproszczone i zagregowane raporty pozwalające bez czasochłonnej analizy, w jeszcze pełniejszy sposób ocenić wiarygodność potencjalnych partnerów.

Ta zasada doskonale sprawdza się również w biznesie. Niestety, mimo ponad 25 lat wolnego rynku w Polsce wielu jego uczestników w dalszym ciągu nie darzy się zaufaniem. Z kolei bez zaufania nie ma dobrych relacji z pracownikami, sprawnie rozwijającego się biznesu, wspólnych inicjatyw czy innowacji.

Do zaufania nikogo zmusić nie można. Można natomiast zbudować grunt pod lepszą współpracę uczciwych partnerów i wyłączać z rynku tych nierzetelnych. Chwaląc tych, którzy w biznesie grają fair, i piętnując negatywnymi wpisami tych, którzy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań, wysyłamy sygnał innym uczestnikom rynku. Im więcej takich sygnałów, tym większa transparentność biznesu w Polsce. Im większa transparentność, tym mniejsze ryzyko. Im mniejsze ryzyko, tym większe zaufanie.

Aż 73,5 proc. ankietowanych przedsiębiorców przyznało, że prowadząc działalność gospodarczą muszą ciągle uważać, aby nie zostać oszukanym