"Podobnie jak KE uważamy, że będzie to dla nas korzystniejsze w obecnej sytuacji gospodarczej Europy i świata" - powiedziała minister w czwartek w Kielcach.

Jak wyjaśniła, 67 mld euro, które mamy do rozdysponowania, to pieniądze "dotacyjne i inwestycyjne", które w całości idą na pobudzanie gospodarki.

Teraz - jak mówiła - chodzi o "szybsze wpuszczenie tych pieniędzy w gospodarkę" oraz w inwestycje publiczne, bo to jest także "napędzanie koniunktury" m.in. na rynku budowlanym.

Bieńkowska powiedziała, że resort przeznaczył w środę dodatkowo 300 mln euro na wcześniejsze sfinansowanie projektów w ramach programu "Innowacyjna Gospodarka". Przewidziane w harmonogramie 400 mln euro pozwoliłoby finansować zaledwie niewielką część projektów, które uzyskały bardzo dobre oceny za wysokie wskaźniki innowacyjności - tłumaczyła minister.

Bieńkowska ujawniła, że planuje się "szerzej" wypłacać przedsiębiorcom zaliczki.

"Byłoby sytuacją absurdalną, gdyby Polska dostała sporo pieniędzy z zaliczek i te pieniądze - w takiej sytuacji jaka jest w Europie - leżały na kontach w NBP" - mówiła.

Wszystkie propozycje ministerstwa rozwoju oraz innych resortów zostaną wkrótce przedstawione "w pakiecie" - dodała.

Zaznaczyła, że ministerstwo będzie się starać o "niwelowanie wszelkich absurdalnych rzeczy, które zdarzają się w programach i wnioskach".

Bieńkowska uczestniczyła w Kielcach w podpisaniu pierwszej w regionie umowy w ramach programu "Rozwój Polski Wschodniej", na realizację projektu modernizacji i rozbudowy infrastruktury edukacyjno-badawczej Politechniki Świętokrzyskiej oraz w podpisaniu 28 preumów dotyczących dofinansowania edukacyjno- kulturalnych przedsięwzięć samorządowych.