Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL) jest gotowe do przekształcenia w spółkę kapitałową. Zarząd przygotował nawet projekt ustawy, która pozwoli skomercjalizować firmę. Najszybciej jak to będzie możliwe, sprawa trafi do Ministerstwa transportu.

- Najkrótszy czas, jaki jest potrzebny na przekształcenie, to rok, do półtora. W tym czasie będziemy się już przygotowywać do następnego posunięcia - zapowiada Paweł Łatacz, naczelny dyrektor PPL.

Lotniska na giełdzie

Zaraz po przekształceniu w spółkę PPL chce zadebiutować na warszawskiej giełdzie.

- Na giełdę mogłoby trafić około 30 proc. akcji spółki. Jeszcze w czasie przekształcenia pracownikom przypadnie do 20 proc. akcji. Pakiet kontrolny pozostawałby w rękach Skarbu Państwa - mówi Paweł Łatacz.

PPL chce na giełdzie szukać kapitału na rozwój lotnisk, których jest współwłaścicielem lub którymi zarządza. Najpóźniej w marcu 2008 r. musi zostać uruchomiony nowy terminal odlotów na Okęciu (dwa tygodnie temu PPL wypowiedział kontrakt konsorcjum budowlanemu). To ostateczny termin, w którym Polska musi się dostosować do procedur układu z Schengen. Wtedy również PPL rozpocznie rozbudowę sąsiedniego terminalu Etiuda (dla linii niskokosztowych).

Remontować i budować

Polska już potrzebuje większego lotniska, a rozwój Okęcia jest mocno ograniczony. Rozbudowa portu jest uzależniona między innymi od ostatecznej decyzji, czy, a jeśli tak, to gdzie i kiedy może powstać nowe centralne lotnisko dla Polski.

- Uwzględniając koncepcję budowy na Okęciu drugiej drogi startowej moglibyśmy obsłużyć do 25 mln pasażerów, czyli wystarczy nam mocy przerobowych mniej więcej do 2025 roku. Jak najszybciej musi powstać plan, jakie rozwiązania do tego czasu należy przygotować - nowe lotnisko, duoport Okęcie - Modlin, inne porty regionalne? Trzeba też wiedzieć, jakie role zostaną przypisane każdemu z nich. Na świecie przygotowania do otwarcia nowego portu zaczyna się 20-30 lat wcześniej - podkreśla Paweł Łatacz.

Firma będzie się angażować w tworzenie nowych portów lotniczych. Zdaniem szefa PPL w porównaniu z Niemcami czy Francją polska mapa lotnisk to biała plama, którą trzeba zagospodarować.

- PPL zmieni charakter swojego zaangażowania. Nie musimy być udziałowcem w porcie, żeby być jego operatorem. Będziemy stopniowo rozdzielać funkcje właścicielskie od zarządczych. PPL sprawdzi się również jako doradca, inwestor zastępczy, a czasem tylko jako partner, który w zamian za udziały wnosi kapitał. Mamy ludzi, doświadczenie, wiedzę. To nasza największa wartość, którą możemy sprzedawać na nowo powstających lotniskach - mówi dyrektor Łatacz.

Obice też mają szansę

PPL już bierze udział w przygotowaniach do budowy lotniska w Świdniku pod Lublinem. Doradza pomysłodawcom uruchomienia portu w Zegrzu Pomorskim pod Koszalinem, w Babich Dołach koło Gdyni i Kamieniu Śląskim koło Opola.

- W naszej opinii szansę ma także lotnisko w Obicach pod Kielcami, ale według innej strategii niż to do tej pory planował marszałek. Powinno powstać w ramach rozwiązań systemowych na południu Polski. Lotnisko pod Kielcami może być swojego rodzaju satelitą dla portu w Krakowie, co zwiększyłoby zasięg Krakowa niemal na Mazowsze, zwiększając konkurencyjność Krakowa. Kielce mogą być portem lokalnym i sądzę, że taki projekt zgodziłaby się dofinansować także Unia - mówi Paweł Łatacz.

Uważa, że samorządy zainteresowane uruchamianiem lotnisk nie muszą angażować w swoje projekty zagranicznych inwestorów.

- Chętnych do przejmowania całych spółek lotniskowych jest wielu, ale łatwo w ten sposób stracić biznes, który dziś ma niską wartość, za to świetne trendy wzrostowe i duże perspektywy. Warto sięgnąć do źródeł, które chętnie wspierają takie projekty: Unia, pożyczki z EBORU, ewentualnie inwestorzy finansowi - podkreśla szef PPL.

KATARZYNA KOZIŃSKA-MOKRZYCKA

katarzyna.kozinska@infor.pl

OPINIA

JAROSŁAW ROSZKOWSKI

dyrektor generalny firmy doradczej Crowley Infrastructure Development Group

Wkrótce rozwiązania komunikacyjne w Polsce będą się opierać na lokalnych niskokosztowych strumieniach ruchu lotniczego. Potrzeba znacznie więcej lotnisk, dlatego już teraz należy myśleć o rozbudowie siatki lokalnych portów i finansowaniu tych inwestycji. Brak lotnisk będzie prowadził do hamowania rozwoju regionów. Lokalnych lotnisk, które dostarczają pasażerów, potrzebują również wielkie porty międzynarodowe. Taki system funkcjonuje w wielu państwach. Wokół lotniska w Monachium działa aż 12 lokalnych. Polska, przeżywając ogromny boom lotniczy, nie ma pomysłów na zagospodarowanie posiadanej infrastruktury. Z 55 istniejących lotnisk tylko 12 działa komercyjnie. Jeśli port współdziała z lokalnymi biznesami, takimi jak turystyka, centra logistyczne czy specjalne strefy ekonomiczne, to na pewno może być dochodowe.