statystyki

Państwo jest dobroczyńcą jedynie na czyjś koszt. Nie jest magikiem

autor: Sebastian Stodolak14.08.2016, 20:00
Gospodarka

Polityka neoliberalna znalazła się w ogniu krytyki po wybuchu kryzysu w 2008 r.źródło: ShutterStock

Współcześni liberałowie to dobrze zakamuflowani etatyści. Owszem, z klasycznym liberalizmem łączy ich opozycja wobec regulacji, ale tylko tych nadmiernych, czy generalny sprzeciw wobec wysokich podatków, ale tylko tych za wysokich. Są po prostu niekonsekwentni.

Reklama


Jest pan neoliberałem?

W żadnym wypadku.

Ale jest pan zwolennikiem wolnego rynku.

Czyli dlatego mam być neoliberałem? To jakieś wielkie nieporozumienie. Ja jestem klasycznym liberałem.

To neoliberalizm nie jest nową wersją klasycznego liberalizmu?

W żadnym razie. To dwa różne pojęcia. W ogóle nie podoba mi się, że neoliberalizm utożsamia się z wolnym rynkiem. Przedrostek „neo” ma dziś sporo negatywnych konotacji. Mnie kojarzy się z neonazizmem. Nie chcę, żeby wolny rynek budził takie skojarzenia.

Na czym więc polega różnica?

Neoliberalizm to XX-wieczny nurt myślenia w ekonomii, który próbuje znaleźć „trzecią drogę” pomiędzy leseferyzmem, czyli właśnie klasycznym liberalizmem, a socjalizmem. Robi to wprowadzając umiarkowany interwencjonizm, a leseferyzm jednoznacznie odrzucając. Szkoła chicagowska Miltona Friedmana czy niemieccy ordoliberałowie, tacy jak Walter Eucken i Ludwig Erhard – oni wszyscy prezentują neoliberalne myślenie. Ja jestem zwolennikiem szkoły austriackiej, której wybitnym przedstawicielem był Ludwig von Mises.

Ten „wolnorynkowy beton”, który Miltona Friedmana i jego kolegów nazywał socjalistami.

Tak. Jest nawet wideo na YT, na którym Friedman opowiada tę anegdotę. Dotyczyło to zjazdu Stowarzyszenia Mont Pelerin, do którego obaj należeli, a które promowało wolnościowe idee. Należą do niego niesocjaliści, nie tylko sami wolnorynkowcy. Misesowi nie spodobała się obecna w tym stowarzyszeniu neoliberalna skłonność do akceptowania państwowej interwencji w gospodarkę. Dokładnie to, co i mi się nie podoba.

Neoliberalizm kojarzy się przecież głównie z deregulacją, prywatyzacją i niskimi podatkami.

Tak przedstawiają to przedstawiciele ekonomicznej lewicy. A prawda jest taka, że neoliberalizm nie uważa, że interwencja jest zła per se, a przeciwnie – uznaje za konieczne, by państwo ingerowało np. w proces rynkowej konkurencji, krusząc zmowy cenowe i monopole.

To źle?

To gra pozorów. Państwo znane jest z tworzenia monopoli, a nie ich rozbijania. Neoliberałowie uważają także, że państwo powinno tworzyć ramy konieczne dla funkcjonowania rynku, a nawet, że bez tych ram rynek sobie nie poradzi.

Rozumiem, że sobie poradzi?

Na pewno lepiej niż rząd. Naprawdę nie spotkałem przekonującego argumentu, który uzasadniałby neoliberalną ideę. Najgorsze w tej ideologii jest jednak przyznanie centralnej instytucji prawa do tworzenia pieniądza z niczego i zarządzania cenami oraz kredytem. Stąd wynika też niezwykle silna w świecie pieniądza pozycja Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Ekonomiści MFW sami zaczęli ostatnio psioczyć na neoliberalizm...

Tak, ale oni psioczą, bo chcą więcej państwa, więcej redystrybucji, więcej regulacji i sektora publicznego. Zresztą tamci „antyneoliberałowie” posługują się tą samą metodologią co neoliberałowie i różnice między nimi są w gruncie rzeczy ilościowe, a nie jakościowe. W pewnym sensie kosmetyczne. Prawdziwy spadkobiercy klasycznego liberalizmu odrzucają współczesną metodologię ekonomiczną opartą na matematyce – tymczasem keynesiści, monetaryści czy etatystyści jak jeden mąż ją akceptują. Oczywiście nie uważają jej za doskonałą, lecz wierzą, że można ją doskonalić. Szkoła austriacka uważa zaś, że nie ma sensu używać matematyki tam, gdzie można posłużyć się zwykłym językiem do wyjaśnienia zjawisk gospodarczych. Nie każde zjawisko da się także opisać matematycznie. Generalnie główny zarzut Austriaków wobec modeli ekonometrycznych bazuje na tym, że choćby były one najbardziej wyrafinowane, to zawsze będą zakładały na jakimś poziomie statyczność świata. A on jest dynamiczny, w dużej mierze nieuchwytny. Nie da się, jakby to chcieli macherzy z instytucji międzynarodowych, określić na bazie historycznych danych statystycznych jakichś twardych zależności i opracować matematycznej recepty na dobrobyt.

MFW jest niepotrzebny?


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane

Reklama