statystyki

Wujek samo dobro czyli Google na Pradze

autor: Joanna Pasztelańska05.08.2016, 07:02; Aktualizacja: 05.08.2016, 07:41
Jak afrodyzjak na „zielonych” startupowców działają te, które odniosły jakikolwiek sukces. Co z tego, że trafiają się jak jeden na milion i do ich stworzenia trzeba wiedzy, studiów i żyłki biznesowej?

Jak afrodyzjak na „zielonych” startupowców działają te, które odniosły jakikolwiek sukces. Co z tego, że trafiają się jak jeden na milion i do ich stworzenia trzeba wiedzy, studiów i żyłki biznesowej?źródło: ShutterStock

Globalnie. Unikamy słowa „lokalnie”. Z naciskiem na monetyzację, jak najwyższy ROI i timing. Więcej, mocniej, szybciej. CEO, CMO czy CTO wiedzą przecież, jak podbić Zachód i zdobyć miliony. Społeczność w dawnej wytwórni wódek, dziś zatopiona już tylko w sieci, dzień w dzień wytrwale szuka więc swojej szansy na sukces

Reklama


Jest 8.54. Karolina skręca w boczną alejkę na terenie dawnego praskiego Konesera. Po przyłożeniu karty do czytnika wchodzi przez ukryte w starych murach drzwi. Ruch zacznie się dopiero około 10.30. Na Ząbkowskiej pojawi się wtedy tłum młodych ludzi z laptopami i tabletami pod pachą. Stali bywalcy od razu zajmą miejscówki w ogólnodostępnej kawiarni. Tutaj krzesła rozchodzą się jak miejsca w kolejce do państwowej przychodni zdrowia. A wbrew temu, co mówiono jesienią, kawa czy kanapki wcale nie są za darmo.

Zresztą legend, plotek i opowieści nie z tej ziemi wokół Ząbkowskiej 27/31 jest mnóstwo. Że „sekta”, „wylęgarnia następców Page’a i Brina”, „szkoła milionerów”, „prywatna uczelnia informatyczna” czy w końcu „akademik dla obcojęzycznych studentów”. I że w środku wszystko jest za darmo albo wręcz przeciwnie – za wszystko trzeba płacić. Te opowieści różnej treści, od miesięcy krążące po Polsce, ktoś jednego dnia potraktował chyba na tyle dosłownie, że obsługa kawiarni na paprociach ozdobnych wywiesiła w końcu kartonik: „Prosimy nie jeść roślinek”. Pozostałych zasad obowiązujących na terenie kampusu rozpisywać nie trzeba. Ekscesy praktycznie się nie zdarzają. Najpoważniejszym wybrykiem jest potrącenie kubka z kawą albo podniesienie głosu podczas ożywionej dyskusji przez internetowy komunikator. Nie ma brandingu ani na ścianach, ani na T-shirtach kampusowiczów. Tablice z kolorowymi zegarami odliczają czas w start-upach od Londynu aż po Sao Paulo. Za to łazienka przy recepcji, która stanowi bramę do kampusowego świata, wygląda serio jak w akademiku. Dla każdego coś dobrego. Od dezodorantu po środki higieniczne. Niektórzy żartują na forach, że do pełni kampusowego szczęścia brak tylko szlafroków i aparatu z prezerwatywami. Ale z tymi żartami na terenie kampusu lepiej ostrożnie. Za ten „kampus” dostanę zresztą bana, jak nie sprostowanie. Trzeba bowiem wiedzieć, że kampus to tajna nazwa. Pracownicy mają obowiązek używania wyłącznie nazwy oficjalnej, która brzmi Campus Warsaw. Zarówno w mowie, jak i piśmie. Samego wujka Google’a lepiej nie wymieniać. A już „kampus Google’a” to zło w najczystszej postaci, chociaż zarówno na forach, jak i wśród samych startupowców funkcjonują wszystkie możliwe skróty i zdrobnienia. W kawiarni jednak nazwy własne, podobnie jak oceny, lepiej zachować dla siebie. Tak samo jak głośniejsze dyskusje czy spotkania towarzyskie z gośćmi z zewnątrz. Lekko podniesiony głos to nie jest to, co startupowcy lubią najbardziej. Jeśli burza mózgów, to co najwyżej na evencie albo wieczorku zapoznawczym. Tak, są i takie. Organizowane cykliczne ułatwiają zapoznanie nowych członków społeczności. Poza tym wszechobecne keep calm. Keep calm and clean the bathroom! „Proszę trochę ciszej! Mam conference call” – syka na nas siedząca kilka metrów dalej dziewczyna. I co z tego, że już 11, a za chwilę w tej samej sali zaczną się zajęcia z jogi. Startupowcy nie odpuszczają aplikacjom nawet na pięć minut przed wejściem na matę. Joga to absolutna nowość na kampusie i hit ostatnich tygodni. Jedni schodzą z pięter na kawę, inni między jednym a drugim spotkaniem i szukaniem złotego środka na sukces postanawiają pomyśleć w pozycji siedzącego psa. Ktoś westchnie z zazdrością, ktoś inny wzruszy ramionami i burknie, że typowo amerykańskie korpo. Startupowiec za to utnie dyskusję, zapewniając, że i keep calm, i joga działają.

Tylu limuzyn Ząbkowska nie widziała


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (2)

  • startup -owiec(2016-09-10 23:04) Zgłoś naruszenie 00

    Super miejsce, wreszcie coś na światowym poziomie z super ekspertami

    Odpowiedz
  • kominiarz(2016-09-18 16:18) Zgłoś naruszenie 00

    Ja powiem tak. Czekaliśmy na takie inwestycje w Polsce długo i wreszcie udało się nam przyciągnąć takiego Giganta jak Google więc śmiało możemy się cieszyć i uważać to za sukces! Taka marka mogła wybrać każde miejsce na świecie i powitali by ich tam z uśmiechem a zdecydowali się na rewitalizowany budynek z historią i to nie byle jaką bo Koneser był kiedyś wizytówką naszego miasta. Ja osobiście bije im brawo!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama