Pierwsza tura zmian przeprowadzona była po presją narastającego długu publicznego. Przesunięcie obligacji znajdujących się na kontach w OFE do ZUS, przez co zniknęły one ze statystyk jawnego długu, umożliwiło zaciągnięcie nowych zobowiązań. Dług rośnie szybciej niż cała gospodarka – zobowiązania finansów publicznych to równowartość 52 proc. PKB. Wskaźnik ma najwyższą wartość od dwóch l at. To oznacza rosnące obciążenie dochodów przyszłych pokoleń kosztami obsługi długu, czyli mniejszą pulę pieniędzy na wypłatę emerytur. Polityk, któremu zależy na wysokości naszych przyszłych świadczeń na starość, w pierwszej kolejności zatrzymałby narastanie długu publicznego.

Po zmianach przeprowadzonych przez poprzednią ekipę rządzącą sens funkcjonowania OFE został w znacznym stopniu zanegowany – ograniczenie płynącej do funduszy składki z  7,3 proc. do 2,92 proc., wdrożenie mechanizmu suwaka zakładającego stopniowe przenoszenie zgromadzonego w funduszach kapitału do ZUS na 10 lat przed przejściem ubezpieczonego na emeryturę i wprowadzenie dobrowolności oszczędzania w OFE spowodowało, że fundusze zaczęły tracić aktywa. Jednocześnie stały się podmiotami inwestującymi niemal wyłączenie w akcje, co jest strategią jak na tego typu jednostki ryzykowną i niespotykaną na świecie. Z jednej strony ich wkład w wysokość przyszłych świadczeń ubezpieczonego został mocno ograniczony, z drugiej przestały napędzać rozwój rynku kapitałowego.

Tę sytuację gospodarczą ekipa PiS dobrze zdiagnozowała i postanowiła naprawić – przenosząc OFE do trzeciego, całkowicie dobrowolnego filaru emerytalnego i znosząc jednocześnie mechanizm suwaka. Do funduszy nie będą już płynęły żadne obowiązkowe składki, nie będzie też żadnych obowiązkowych wypłat przed naszym przejściem na emeryturę.

Ale jaki z punktu widzenia wysokości przyszłych emerytur jest sens przekształcenia zarządzających OFE w fundusze akcyjne, którymi w istocie są już teraz, a powszechnych towarzystw emerytalnych w towarzystwa funduszy inwestycyjnych? W jaki sposób zmiana szyldu poprawi wysokość świadczeń? Dlaczego ten model funkcjonowania jest dobry, ale dopiero po odcięciu 3 5 m ld zł zainwestowanych w akcje na rynkach zagranicznych i korporacyjne obligacje? Te pieniądze trafią w przedwyborczym 201 8 r . do ZUS i mają być zarządzane przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR). Nie ma wątpliwości, że kapitał ten zostanie przeznaczony na pokrycie niedoborów w budżecie państwa, coraz mocniej dociążonym nowymi wydatkami. W 201 8 r ., obok ponad 2 0 m ld zł, które pochłonie „Rodzina 500 plus”, dojdzie 1 0 m ld zł dodatkowych wydatków związanych z planowanym obniżeniem wieku emerytalnego. Paweł Borys, szef PFR, przyznaje, że „część tych środków może być wypłacona krótkoterminowo”.

Warto zauważyć, że zagraniczne akcje to ten element portfela otwartych funduszy emerytalnych, który z punktu widzenia wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych ma największy sens. Na GPW fundusze mają bardzo ograniczony wybór firm i sektorów, w które mogą inwestować. Wyniki inwestycyjne są i będą silnie skorelowane z tempem wzrostu krajowej gospodarki, które – głównie ze względu na demografię – będzie spadać. Wyjście na rynki zagraniczne daje szansę na ograniczenie ryzyka związanego z kondycją krajowej gospodarki. Jak wyliczyli analitycy McKinsey Global Institute, średnie roczne zyski z inwestycji w akcje notowane na giełdach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych wyniosły w ostatnich 3 0 l atach w obydwu przypadkach 7,9 pkt proc. ponad inflację. Na GPW stopę zwrotu z ostatnich 2 0 l at można oszacować na 5–6 proc. Na rynkach zagranicznych notowane są firmy efektywniej zarządzane od krajowych spółek, działające w skali globalnej, oderwane od ryzyka pojedynczej gospodarki. Obcięcie zagranicznej części OFE jest z dużym prawdopodobieństwem działaniem ograniczającym wysokość przyszłych emerytur. Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała operacja jest zaplanowana tylko po to, żeby wciągnąć 3 5 m ld zł do budżetu – jest swoistą prowizją, którą rząd pobiera od ubezpieczonych i PTE, w zamian oferując tym pierwszym zmianę publicznego statusu pozostałych środków z OFE na prywatny, a tym drugim zapewniając dalsze funkcjonowanie.

Według władz z punktu widzenia wysokości przyszłych świadczeń nic się nie stanie, bo pieniądze, które 2, 5 m ln ubezpieczonych w dalszym ciągu chciało przelewać na konta w  OFE, teraz trafiać będą na subkonto w ZUS. Łącznie chodzi o  3 m ld zł rocznie, które nie będą powiększały bieżącego deficytu, ale staną się niewidocznymi dla statystyk przyszłymi zobowiązaniami systemu emerytalnego. Tam ich wartość jest indeksowana zgodnie z tempem wzrostu PKB, czyli mniej więcej w takim, w jakim powinny się kształtować długoterminowe stopy zwrotu z inwestycji OFE. Pytanie tylko, czy tempo tego wzrostu będzie wyższe, jeśli większa pula środków będzie zostawała w sektorze publicznym, czy też gdyby była inwestowana według zasad rynkowych? Jest niemal pewne, że tort, który podzielimy w przyszłości, będzie mniejszy, skoro inwestycje prywatnych podmiotów przekonwertujemy na projekty publiczne i  wydatki socjalne.

W założeniu korzystnie na wysokość przyszłych świadczeń emerytalnych ma zadziałać zwiększenie znaczenia III filaru emerytalnego, do którego na starcie zapisani zostaną wszyscy zatrudnieni. Pytanie tylko, dlaczego płynącymi do niego środkami ma przez pierwsze dwa lata funkcjonowania programu zarządzać PFR. Na rynku jest dość prywatnych podmiotów specjalizujących się w tego rodzaju usługach. Tworzenie nowej, państwowej struktury, a później przeniesienie zarządzanych przez nią środków do sektora prywatnego to mnożenie bytów – i kosztów. Przy tej konstrukcji dobrowolne składki na emeryturę początkowo będą w istocie dodatkowym podatkiem, z którego politycy dostaną do dyspozycji kilkanaście miliardów złotych rocznie. Założenie, że dobrze te pieniądze zainwestują w innowacyjne, rozwojowe przedsięwzięcia z korzyścią dla gospodarki, jest bardzo ryzykowne. Państwo jako innowator przepaliło publiczne pieniądze na projektach samolotu szkoleniowego Iryda czy korwety Gawron. Jak zarządza gospodarką, mogliśmy się przekonać na przykładzie przemysłu stoczniowego czy teraz górnictwa. Jakim jest organizatorem warunków inwestycyjnych, udowodniło, wyganiając z Polski zagraniczne firmy poszukujące gazu łupkowego. Czy nagle w  sektorze publicznym wszystko się zmieni?

Jednym z udanych projektów zbudowanych przez państwo jest nowy system emerytalny i OFE. Z punktu widzenia kosztów ponoszonych przez uczestnika fundusze są najefektywniej funkcjonującą formą zbiorowego inwestowania na rynku. Przez lata zgromadziły dość aktywów, żeby pobierać roczną opłatę za zarządzanie na poziomie 0,5 proc. zgromadzonych środków, niższą niż jakikolwiek inny rodzaj funduszy działających w ramach towarzystw funduszy inwestycyjnych. Jeśli w ostatnich dwóch latach ich wyniki inwestycyjne były rozczarowujące, to dlatego, że ich wielkość zmusza je do inwestowania w największe notowane spółki na GPW. A więc także w energetykę czy banki, których wycena rynkowa spadła także ze względu na działania polityków.

Gdyby działania władz miały zmierzać w kierunku zwiększenia przyszłych emerytur, to zmiany w systemie OFE powinny ograniczyć się do usunięcia mechanizmu suwaka. Żeby uchronić ubezpieczonych przed wahaniami ich kapitału tuż przed przejściem na emeryturę, należałoby wprowadzić różne rodzaje jednostek uczestnictwa funduszy, co znajdowało się w założeniach reformy z 1999 r. powołującej do życia OFE. Jednocześnie fundusze powinny uzyskać możliwość inwestowania w te wszystkie klasy aktywów, na których rozwoju zależy rządowi – fundusze nieruchomości typu REIT, obligacje infrastrukturalne czy fundusze typu venture capital. W ten sposób pomysły te poddane zostałyby ocenie rynkowej, co zapewniłoby efektywniejszą alokację środków niż w przypadku, kiedy inwestycje będzie wybierał PFR. Czyli politycy.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała operacja jest zaplanowana tylko po to, żeby wciągnąć 35 mld zł do budżetu