1,6 proc. – tyle według ostatnich danych NBP wynosiło średnie oprocentowanie depozytów dla gospodarstw domowych w bankach. Na tym tle zdecydowanie lepiej wygląda rentowność obligacji korporacyjnych. A firmy coraz chętniej wykorzystują je jako źródło finansowania.

Instytucje kupują mniej

W końcu kwietnia wartość długoterminowych papierów dłużnych wyemitowanych przez przedsiębiorstwa wyniosła 64,6 mld zł, a wyemitowanych przez banki 53,1 mld zł. Od początku roku do kwietnia firmy wyemitowały obligacje długoterminowe, o zapadalności powyżej roku, za niemal 5,1 mld zł.

– To rekord. Obligacjom sprzyjają m.in. historycznie niskie stopy procentowe, a co za tym idzie – niskie koszty finansowania. Do tego dochodzą niskie oczekiwania co do marż za ryzyko ze strony inwestorów, których na rynku obligacji przybywa. To skutek poszukiwania aktywów przynoszących wyższe zyski i nadpłynności na rynku – wskazuje Mirosław Dudziński z agencji ratingowej Fitch Polska monitorującej rynek nieskarbowych papierów dłużnych. Nie wyklucza, że na rynku widać już też efekt podatku bankowego i rosnących kosztów kredytów, co skłania przedsiębiorstwa do poszukiwania innych, bardziej elastycznych niż kredyt źródeł finansowania.

Emitenci coraz częściej decydują się przy tym na emisje publiczne, czyli skierowane do szerokiego grona inwestorów, przede wszystkim indywidualnych. – W tym roku w emisjach publicznych sprzedano już obligacje warte 855 mln zł. Przed rokiem było to niecałe 500 mln zł – wskazuje Emil Szweda z serwisu Obligacje.pl.

Rynku długu rozwój z przeszkodami

Rynku długu rozwój z przeszkodami

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Od końca ubiegłego roku widać zdecydowanie większe zainteresowanie publicznymi emisjami obligacji korporacyjnych. Jedną z ważnych przyczyn mogą być mniejsze niż wcześniej możliwości plasowania papierów wśród instytucji. Z jednej strony słabną napływy do funduszy obligacji korporacyjnych, inwestycji w obligacje nie powiększają też OFE – potwierdza Piotr Miliński, analityk w DM NWAI. Dodaje, że instytucje mają też zwykle większe wymagania, jeśli chodzi o oferowane przez sprzedających dług marże. Dlatego emitenci coraz chętniej zwracają się do inwestorów indywidualnych, którym zależy po prostu na zyskach większych niż na lokatach bankowych.

Ten trend potwierdzają także informacje z Komisji Nadzoru Finansowego. Od początku 2016 r. zatwierdziła ona sześć prospektów związanych z publicznymi emisjami obligacji o łącznej wartości do maksymalnie 2,83 mld zł. Podobna liczba prospektów była zatwierdzona w całym ubiegłym roku. Maksymalna wartość programów wynosiła 1,47 mld zł.

Przybywa emisji publicznych

Na emisje publiczne w tym roku zdecydowały się m.in. Alior Bank i Bank Pocztowy.

– W pierwszej serii obligacji emitowanych w ramach programu publicznych emisji obligacji zaoferowaliśmy inwestorom papiery o wartości do 50 mln zł. Uplasowaliśmy wszystkie obligacje, a stopa redukcji w transzy nieobjętej gwarantowanymi zapisami wyniosła 10,7 proc. Zapisy złożyło ponad 700 inwestorów indywidualnych, zatem emisja zakończyła się sukcesem. W tym roku zamierzamy przeprowadzić przynajmniej jedną emisję obligacji senioralnych – informuje Magdalena Ossowska-Krasoń, rzeczniczka Banku Pocztowego.

Bank sprzedawał obligacje dziesięcioletnie o stałym oprocentowaniu w pierwszym okresie odsetkowym równym 4,5 proc. w skali roku. W kolejnych oprocentowanie będzie ustalane w oparciu o stawkę WIBOR 6M plus 2,8 pkt proc. marży. Bank zdecydował się przy tym na nowatorskie w Polsce rozwiązanie. Zapisy na obligacje przyjmował nie tylko organizator emisji Ipopema Securities, który do tej pory skupiał się na obsłudze instytucji, ale też 41 oddziałów pośrednika finansowego Expander.

– Chcieliśmy dotrzeć do inwestorów, którzy nie byli do tej pory obecni na rynku obligacji, a wręcz nie posiadali rachunków maklerskich – tłumaczy przedstawicielka Banku Pocztowego.

Piotr Nowak, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych i ubezpieczeniowych w Expander Advisors, deklaruje, że był to pierwszy krok firmy do szerszej dystrybucji obligacji korporacyjnych czy bankowych. – Rynek jest bardzo perspektywiczny i będzie dynamicznie się rozwijał w najbliższych latach. W chwili obecnej prowadzimy rozmowy z kilkoma potencjalnymi emitentami – dodaje.

Na publiczny program emisji obligacji o wartości do 180 mln zł zgodę KNF w marcu dostał też MW Trade z grupy Getin Holding. Firma specjalizuje się w usługach finansowych dla podmiotów z rynku medycznego i jednostek samorządu terytorialnego. MW Trade nie ujawnia, kiedy wystartuje z pierwszą emisją. Prospekt umożliwiający sprzedaż papierów jest ważny przez rok od zatwierdzenia przez nadzór.

Rating mało popularny

Na popularność obligacji wpływ ma m.in. to, że wielu kupujących kojarzy je z bezpieczeństwem, takim jak przy zakupie papierów dłużnych emitowanych przez państwo. Jednak obligacje korporacyjne nie są pozbawione ryzyka. Według serwisu Obligacje.pl na Catalyście, rynku stworzonym przez warszawską giełdę do handlu obligacjami, w segmencie papierów korporacyjnych w I kw. 2016 r. jedna spółka nie wykupiła obligacji wartych 3 mln zł, a w okresie ostatnich 12 miesięcy suma niewykupionych papierów sięgnęła 102,6 mln zł. To 3,1 proc. wygasającego w tym okresie długu. Ostatnio głośno było o dwóch seriach obligacji niewykupionych w terminie przez dewelopera Włodarzewska, o wartości 12,93 mln zł i 4,6 mln zł. Firma poinformowała DGP, że główna przyczyna przesunięcia terminu wykupu to zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla jednej z jej nieruchomości w Warszawie.

– Spowodowało to, że do skutku nie doszła realizacja zaplanowanej inwestycji mieszkaniowej o powierzchni użytkowej mieszkań wynoszącej ponad 7000 mkw. Dodatkowo spółka otrzymała z opóźnieniem w stosunku do założeń pozwolenie na budowę dla jednej z obecnie realizowanych inwestycji mieszkaniowych, co przeniosło się na konieczność zmiany planowanych wpływów, ich okresu oraz wielkości. Spółka przekazała informację do KDPW, iż papiery zostaną wykupione w ciągu 30 dni roboczych liczonych od 16 maja, to jest do 28 czerwca – przekazała Włodarzewska w odpowiedzi na pytania DGP.

Zdaniem obserwatorów rynku bezpieczeństwo inwestowania w obligacje korporacyjne mogłaby poprawić większa chęć spółek do starania się o ratingi. Na razie występują o nie nieliczni, a przepisy wymagają ich jedynie w przypadku emisji kierowanych na rynki zagraniczne.

– Na rynkach rozwiniętych ponad 90 proc. emitentów obligacji posiada rating kredytowy nadany przez co najmniej jedną agencję ratingową. Duże spółki zamawiają często ratingi w dwóch lub trzech różnych agencjach. Na polskim rynku obligacji korporacyjnych ponad 90 proc. emitentów nie posiada żadnego. Dotyczy to niestety także podmiotów przeprowadzających publiczne oferty obligacji, wśród których dotychczas jedynie pojedyncze spółki wystąpiły o uzyskanie ratingu – wskazuje Mirosław Bajda, prezes agencji ratingowej EuroRating.

Jan Mazurek, ekspert domu maklerskiego Michael Stroem, zwraca uwagę, że jedną z przeszkód w pozyskiwaniu ratingów jest często ich koszt. Według nieoficjalnych informacji DGP koszty ratingów w jednej z największych światowych agencji Fitch są zawsze negocjowane indywidualnie, ale średnio jest to ok. 200 tys. zł rocznie za wydanie ratingu, aktualizację i jego monitoring. Do tego dochodzi jednorazowa opłata w wysokości około 0,06 proc. wartości emisji obligacji. W Moody’s i S&P mogą być to kwoty rzędu 50–60 tys. euro. Zdaniem ekspertów staranie się o rating ma ekonomiczne uzasadnienie przy emisjach o wartości od 100 mln zł w górę. – Dobrze byłoby pomyśleć o formule pozwalającej obniżyć koszty ratingu. Powinien on wymuszać większą transparentność, jakość raportowania firm, co jest korzystne dla uczestników rynku. Z drugiej strony nie powinno się dążyć do systemowego nakazywania sporządzania ratingów – ocenia Mazurek.

– Do głównych przyczyn niskiego zainteresowania uzyskaniem oceny ratingowej należy zaliczyć przede wszystkim brak na polskim rynku kultury ratingowej. Krajowi inwestorzy rzadko wymagają od emitentów obligacji takiej oceny – tłumaczy Mirosław Bajda. W jego firmie koszt uzyskania ratingu i jego późniejszego rocznego monitoringu wynosi 15–30 tys. zł.

Mirosław Dudziński z Fitch Polska ocenia, że podejście spółek i inwestorów do ratingów będzie się zmieniać w miarę rozwoju rynku obligacji. – Zapotrzebowanie na ocenę wiarygodności kredytowej z pewnością będzie rosło, co pokazuje historia rozwoju rynków obligacji nieskarbowych w innych krajach. Powinno się to przełożyć na zwiększenie bezpieczeństwa inwestycji w takie papiery dłużne. Trzeba jednak pamiętać, że rating jest jednym z kilku ważnych narzędzi wpływających na decyzje inwestycyjne, ale nie jedynym – dodaje.

Zacząć można od 100 zł

Emil Szweda zwraca uwagę, że obecnie problemy z wykupami na Catalyście są mniejsze niż w bardzo trudnym pod tym względem 2014 r. – Wydaje się, że rynek zaczął się oczyszczać z najgorszej jakości emitentów – ocenia ekspert.

Obecnie najwięcej obligacji sprzedawanych jest w emisjach prywatnych. To oferty kierowane do mniej niż 150 inwestorów. Aby wziąć w nich udział, należy figurować w bazach inwestorów domów maklerskich, które je przeprowadzają. – Przy emisjach prywatnych to klient musi wykazać zainteresowanie inwestycją. Wówczas pracownik weryfikuje adekwatność inwestycji dla danego inwestora i dopiero wtedy może przekazać mu imienną ofertę – wskazuje Justyna Olejnik, dyrektor departamentu obrotu papierami dłużnymi w Noble Securities.

W ofertach prywatnych minimalny poziom inwestycji to z reguły 25–100 tys. zł, w zależności od wartości emisji. W emisjach publicznych najniższe kwoty inwestycji zaczynają się już nawet od 100 zł.

Specjaliści z Noble Securities wskazują, że w zależności od podmiotu przyjmującego zapisy na obligacje do ceny emisyjnej może być doliczana prowizja maklerska, choć nie jest to częsta praktyka. – Wysokość takiej prowizji nie powinna przekroczyć 0,5 proc. wartości subskrybowanych obligacji – mówi Wojciech Gąsowski z NS. Prowizję trzeba było zapłacić np. w ofercie Banku Pocztowego przy zapisach przez Expandera.

Obligacje można kupować również na rynku wtórnym. Tu dużą wygodę daje Catalyst, ale aby zawrzeć transakcję, trzeba mieć otwarty rachunek inwestycyjny w domu maklerskim. Prowizje brokerów działających na tym rynku wynoszą z reguły 0,15–0,39 proc. wartości transakcji.