statystyki

Zróbmy sobie innowację

autor: Barbara Sowa27.05.2016, 07:35; Aktualizacja: 27.05.2016, 08:42
wynalazek, pomysł, patent, przedsiębiorca, innowacje

Innowacja stała się magicznym słowem, które niczym klucz otwiera drzwi do unijnego skarbcaźródło: ShutterStock

Innowacja stała się magicznym słowem, które niczym klucz otwiera drzwi do unijnego skarbca. Dziś każde wystąpienie musi zawierać ten termin. Bez niego się nie liczy. Wrzucam słowo „innowacja” do wyszukiwarki w swojej skrzynce pocztowej. Dostaję codziennie dziesiątki e-maili z różnych stron – od firm, PR-owców, czytelników etc. Na 8 tys. wiadomości, jakie do mnie spłynęły od początku 2015 roku, ponad 2 tys. zawiera słowo „innowacja”, odmieniane przez wszystkie przypadki. Sporo.

Reklama


I bynajmniej nie są to jedynie informacje o sukcesach polskich start-upów, przełomowych patentach czy konferencjach na temat konkurencyjności polskiej gospodarki albo liderach eksportu. Te stanowią niecałą połowę. Większa część korespondencji to notki na temat firm, produktów i usług, których innowacyjnymi nazwać bym nigdy nie śmiała. Przykładowo, czy wielki browar, który chwali się radlerem o smaku jabłko-gruszka, nie przesadza, gdy pisze o „innowacyjnym dla tego segmentu opakowaniu typu PET”, co – jak twierdzi koncern – „zapewni konsumentom wygodę konsumpcji przy różnych okazjach”? Czy producent karmy dla psów, który hasłem „innowacje żywieniowe” reklamuje swój produkt, zna znaczenie tego terminu? Gdy czytam, jak przekonuje ze śmiertelną powagą, że owe „innowacje” mają pupilom pomóc „wykorzystać w pełni ich potencjał genetyczny i osiągnąć wyjątkową długowieczność”, nabieram wątpliwości. Jest jeszcze e-mail o innowacjach w medycynie estetycznej – „efekt botoksu bez zastosowania botoksu” – reklamuje nadawca. Wszystkie te przykłady to dowód na marketingową siłę terminu „innowacja”. Jeszcze parę lat temu takie określenie stosowano w odniesieniu do przełomowych produktów lub usług. Innowacja oznaczała duży krok naprzód, ważną zmianę. Nie nadużywano tego terminu w obawie przed jego wypaczeniem i dewaluacją. Innowacją były na przykład mysz komputerowa, drukarka 3D czy aparat cyfrowy.

Dziś innowacyjne może być niemal wszystko. Drobna zmiana parametrów, a nawet zmiana koloru urządzenia uprawnia do korzystania ze splendorów „innowacyjności”. To słowo stało się jednym z najważniejszych i najczęściej nadużywanych haseł współczesności.

„Ja tego nie rozumiem, ale nauczyłem się używać odpowiednich słów kluczowych w odpowiednich polach wniosków o dofinansowanie tak, żeby recenzenci oceniali wysoko...” – pisze bez ogródek jeden z ekspertów od wypełniania wniosków o dofinansowanie unijne na temat innowacji. Cytuje definicję innowacyjności, jaką lansuje PARP w instrukcji wypełniania wniosku w ramach jednego z działań programu Innowacyjna Gospodarka. PARP tłumaczy tam, że chodzi o nowe towary, usługi albo ich ulepszenie. „Ulepszenie może dotyczyć charakterystyk technicznych, komponentów, materiałów, wbudowanego oprogramowania, bardziej przyjaznej obsługi przez użytkownika oraz innych cech funkcjonalnych” – cytuje wspominany ekspert pismo agencji. PARP przekonuje w nim też, że „innowacyjność nie ma charakteru obiektywnego, lecz relatywny, w odniesieniu do konkretnego przedsiębiorstwa”. A to oznacza, że pod innowację podciągnąć dziś można w praktyce niemal wszystko. Wystarczy się trochę nagimnastykować.

– Nie możesz starać się o środki, przedstawiając dobre, kreatywne rozwiązanie, tylko na siłę musisz udowadniać, że jest ono innowacyjne. To bez sensu, bo miarą sukcesu danego projektu powinna być nie jego innowacyjność, ale skuteczność – przyznaje Bartosz Mioduszewski, prezes Polskiej Fundacji Komunikacji. Bez wątpienia to właśnie unijne pieniądze sztucznie napędziły karierę słowa „innowacja”.

Od 2004 roku jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać u nas inicjatywy, firmy i przedsięwzięcia, które z innowacją na ustach szły walczyć po pieniądze z Brukseli. Z sukcesem. Tak przynajmniej wynika z liczby zer na kontach „innowacyjnych” instytucji oraz przedsiębiorców. W latach 2007–2013 w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka Polska otrzymała 10,2 mld euro, czyli ponad 40 mld zł na wsparcie innowacyjności. Szkoda tylko, że wiele z tych przełomowych firm – beneficjentów wspomnianych środków – padło chwilę po tym, jak ustał dopływ unijnych pieniędzy. O sukcesie na skalę międzynarodową nie mogło być mowy. Nie tylko w kontekście pojedynczych przypadków – choć pamiętam szumne zapowiedzi, że czekamy na polskiego Google’a – ale też pozycji naszego kraju na innowacyjnej scenie międzynarodowej. Choć Polska plasuje się w czołówce państw, które otrzymują najwięcej pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej, to pod względem innowacyjności nadal jest w europejskim ogonie.


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama