Komisja Europejska nakazała stoczniom ze Szczecina i Gdyni zwrot pomocy publicznej. Decyzja wejdzie w życie w czerwcu przyszłego roku i praktycznie nikt nie ma wątpliwości, że konieczność oddania pieniędzy oznacza bankructwo zakładów. Według wyliczeń UOKiK Szczecin powinien oddać 500 mln zł. W przypadku Gdyni nie jest to jasne (według UOKiK, Gdańsk i Gdynia dostały 1 mld zł pomocy i spierają się o to, jakie kwoty której stoczni przypadły).

Najwięksi dostawcy zakładów nie przejęli się złą sytuacją swoich kontrahentów.

- Stocznie nie zalegają z płatnościami dla nas, a umowy są realizowane - mówi Bolesław Januszkiewicz, rzecznik firmy H. Cegielski, która produkuje silniki okrętowe.

Także zakłady energetyczne, sprzedające prąd stoczniom, twierdzą, że wszystkie płatności są realizowane na bieżąco.

Nie wiadomo jednak, czy w takiej sytuacji są pozostałe firmy kooperujące z zakładami ze Szczecina i Gdyni.

Dostawców Stoczni Gdynia jest około 500 i są to firmy zarówno z kraju, jak i zagranicy. Przy budowie statków kooperowało z nią 28 przedsiębiorstw. Z kolei Szczecin w ubiegłym roku kupował materiały i wyposażenie statków od około 720 firm. W tym roku na liście jej dostawców znalazło się 450 firm, a usługi świadczyło stoczni ok. 70 firm. Łącznie wszystkie te firmy zatrudniają kilka razy więcej osób niż same stocznie.

Nie wiadomo, ile pieniędzy zakłady ze Szczecina i Gdańska są winne swoim dostawcom. W październiku tego roku szacowano, że łączne zadłużenie Stoczni Gdynia wynosi 1,2 mld zł, a Stoczni Szczecińskiej - ok. 0,4 mld zł. W tych kwotach zawierają się jednak również długi wobec ZUS i innych instytucji państwowych.

Ratunkiem dla wierzycieli ma być wyprzedaż majątku stoczni. Trafi on w ręce nowych właścicieli, co pozwoli zachować miejsca pracy, zaś wpływy z wyprzedaży zostaną przeznaczone na spłatę długów.

- To, w jakiej części wierzytelności zostaną spłacone, zależeć będzie od wpływów ze sprzedaży majątku - mówi Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu.

- Teraz trwa szacowanie konkretnych części majątku stoczni. Jeśli dla wszystkich nie starczy, to trudno - dodaje.

Maciej Wewiór powiedział, że kolejność spłaty długów będzie inna, niż wynika z prawa upadłościowego. Nie chciał jednak powiedzieć, jaka będzie to kolejność.