statystyki

TTIP: Mistrzowie ekonomicznej ekspansji. Należy się wystrzegać USA

autor: Andrzej Krajewski13.05.2016, 07:21; Aktualizacja: 14.05.2016, 09:20
TTIP umowa

Układ NAFTA nie doprowadził do wolnego handlu, gdyż Ameryka raz po raz stara się zastosować inne formy ograniczeń po to, by nie dopuścić na swój rynek niektórych dóbr – wylicza Joseph E. Stiglitz.źródło: ShutterStock

Niczego nie należy tak się wystrzegać, jak Amerykanów niosących w darze wyjątkowo korzystny traktat ekonomiczny.

Reklama


Już czas, żeby utworzyć strefę wolnego handlu, a Stany Zjednoczone są gotowe na każdy wysiłek, aby jeszcze w tym roku osiągnąć ambitne, pełne i dające wysokie standardy porozumienie” – ogłosił Barack Obama, gdy wraz z Angelą Merkel otwierał Międzynarodowe Targi Przemysłowe w Hanowerze. Zapowiedź prezydenta USA, z entuzjazmem wsparta przez kanclerz Niemiec, wywołała spore poruszenie w zachodniej Europie. Negocjowany przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską traktat o wolnym handlu TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) budzi wątpliwości. Już sam fakt, że rozmowy prowadzone są w ścisłej tajemnicy i prawie nikt, poza negocjatorami, nie ma wglądu do treści umowy, daje do myślenia. Organizacje konsumenckie i broniące praw obywatelskich mówią wprost, że urzędnicy z Brukseli w kluczowych kwestiach idą całkowicie na rękę lobbystom wynajętym przez amerykańskie koncerny. Ponieważ to one mają się stać głównymi beneficjentami TTIP. Wymuszając na europejskich rządach zgodę, by obniżyły prawne standardy określające jakość produktów. Niepokój budzi też podważanie prawa pracowników, a także przyzwolenie na rozstrzyganie wszelkich kwestii spornych z koncernami poza sądami krajowymi, w prywatnych sądach arbitrażowych. Co jeszcze mocniej redukuje prerogatywy państw narodowych. W dłuższym okresie ustalenia TTIP mogą mieć znaczący wpływ na codzienne życie każdego mieszkańca Starego Kontynentu. Przedsmak możliwych zmian dało 248 stron umowy zdobyte przez holenderskich działaczy Greenpeace i opublikowane w internecie na początku maja. Ekspert ekologicznej organizacji zajmujący się sprawami międzynarodowego handlu Juergen Knirsch dopatrzył się w dokumencie m.in. dążenia do rezygnacji z obowiązującej w UE „zasady ostrożności”. Nie pozwala ona wprowadzać do sprzedaży nowych produktów mogących przynosić szkodliwe skutki. Za jej sprawą Unia zamknęła swój rynek na żywność genetycznie zmodyfikowaną (GMO). Wnioskom tym natychmiast zaprzeczyli przedstawiciele strony amerykańskiej. Mimo to rząd Francji otwarcie zaczął rozważać zablokowanie negocjacji, jeśli nie zostaną uwzględnione interesy francuskich rolników. Ma jednak przeciwko sobie Komisję Europejską i kanclerz Merkel. Jako kluczowy argument Bruksela przytacza 119 mld euro dochodu rocznie, które ma przynieść uwolnienie od krępujących reguł wymiany handlowej między Unią a Stanami Zjednoczonymi. Liczba imponująca, ale w ostatnich stu latach niejedno państwo zawierało traktaty z Waszyngtonem skuszone bajecznym zyskiem. Żeby potem boleśnie się przekonać, jak skutecznie Amerykanie potrafią dbać o własny interes ekonomiczny. Zazwyczaj kosztem drugiej strony.

Korzyści z zarazy

„Polityka naszego kraju polega na posiadaniu kanału pod kontrolą rządu amerykańskiego. Stany Zjednoczone nie mogą sobie pozwolić na scedowanie tej wyłączności jakiemukolwiek mocarstwu europejskiemu” – ogłosił w orędziu 8 marca 1880 r. prezydent USA Rutherford Hayes. Słuchający go senatorowie jednomyślnie poparli głowę państwa. W tym czasie rząd Kolumbii zgodził się sprzedać koncesję na przekopanie drogi wodnej łączącej Atlantyk z Oceanem Spokojnym francuskiemu Towarzystwu Kanału Międzyoceanicznego. Na początku 1881 r. do kolumbijskiej prowincji Panama przybyli inżynierowie oraz robotnicy, by rozpocząć inwestycję pod kierunkiem genialnego wizjonera Ferdynanda de Lessepsa. Jednakże ojciec Kanału Sueskiego nie przewidział jednej przeszkody. Były nią komary roznoszące żółtą febrę. Wkrótce zaczęła się epidemia i średnio co miesiąc umierało 200 robotników. Ich akurat udawało się zastąpić. Gorzej rzecz się miała z ginącymi równie szybko francuskimi inżynierami. Z powodu plagi komarów budowa posuwała się bardzo powoli. Po ośmiu latach we Francji zaczął się giełdowy krach i Towarzystwo Kanału Międzyoceanicznego straciło swój kapitał. Oskarżanego o malwersacje Lessepsa sąd skazał na pięć lat więzienia. Waszyngton bardzo uważnie śledził postępy inwestycji, z satysfakcją odnotowując klęski Francuzów. Nikt nie miał jednak pomysłu, jak sobie poradzić z żółtą febrą, dlatego Amerykanie długo nie odważyli się na przejęcie panamskiej koncesji. Sytuacja zmieniła się w roku 1898, podczas wojny z Hiszpanią o Kubę. Wezwany w rejon walk krążownik „Oregon” potrzebował aż 67 dni, by dopłynąć z San Francisco w okolice Florydy. Uczestnik kampanii Teodor Roosevelt zrozumiał wówczas, że mocarstwowa pozycja USA może zależeć od czasu, w jakim flota Pacyfiku dotrze na Atlantyk. Kiedy wygrał wybory prezydenckie, postanowił natychmiast zadbać o przekopanie Panamy. Zaczął od komarów. Opierając się na ustaleniach Komisji do Walki z Żółtą Febrą kierowanej przez Waltera Reeda, uznał, iż kluczem do sukcesu jest wytępienie insektów. Na polecenie prezydenta główny inspektor sanitarny Hawany generał William Gorgas osuszył zbiorniki wodne w okolicach miasta i używając środków owadobójczych, wytępił komary. W roku 1902 po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie odnotowano w Hawanie ani jednego przypadku żółtej febry. Po tym sukcesie Roosevelt zajął się... Kolumbią. Wprawdzie powołana wcześniej komisja ekspertów rekomendowała budowę kanału w Nikaragui, jednak to należąca do Kolumbii Panama stanowiła bardziej perspektywiczne miejsce. Buntowali się tam zwolennicy secesji, po cichu wspierani przez amerykańską dyrekcję kolei Panama Railroad. Nie bez znaczenia pozostawało to, iż posiadająca prawo do koncesji francuska kompania godziła się odsprzedać ją za skromne 40 mln dol. Przystępując do działania, Roosevelt zaczął od rozmów z Wielką Brytanią. Proponując wytyczenie korzystniejszej granicy między Kanadą a Alaską w zamian za niesprzeciwianie się przekopaniu drogi wodnej przez Amerykę Środkową. Londyn wyraził zgodę na transakcję wiązaną. Wtedy zaproszenie na rozmowy o wspólnym i świetnym interesie otrzymał kolumbijski ambasador w Waszyngtonie.

Państwo do kanału


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (1)

  • tu już naród nie jest suwerenem?(2016-05-15 22:31) Zgłoś naruszenie 00

    UE jest policzkiem wymierzonym demokracji. Mam nadzieję, że ktoś rozpisze referendum za wystąpieniem Polskie z UE.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama