Z najważniejszego źródła kasa państwa zyskała w poprzednim miesiącu ok. 6,5 mld zł, podczas gdy w lutym ubiegłego roku było to niemal 7,2 mld zł. Tak niskich lutowych wpływów nie było od 2013 r., kiedy to dochody z VAT zupełnie się załamały i trzeba było nowelizować budżet.

Ministerstwo Finansów nie widzi problemu. Twierdzi, że po dwóch miesiącach wpływy z VAT są wyższe niż rok temu o blisko 2 mld zł. Słusznie, ale to zasługa głównie bardzo dobrego wykonania w styczniu, kiedy VAT był o 2,7 mld zł wyższy niż rok wcześniej. Ministerstwo przyznaje przy tym, że styczniowy wzrost wpływów z VAT to zasługa dużego przyspieszenia sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w grudniu 2015 r. – sprzedaż wzrosła wówczas o 4,9 proc. rok do roku, a produkcja o 5,9 proc. Takiego wzrostu nie udało się jednak powtórzyć w styczniu (wzrosty o odpowiednio 0,9 proc. i 0,2 proc.), co miało wpływ na wykonanie dochodów z VAT w lutym.

Resort finansów zwraca uwagę, że prognozowana w ustawie budżetowej na 2016 r. całoroczna kwota dochodów z VAT wynosi 128,7 mld zł, a więc ma być o 5,6 mld zł wyższa niż w ubiegłym roku. Skoro dochody, jakie udało się zgromadzić z VAT po pierwszych dwóch miesiącach, są o 2 mld zł wyższe od tych zrealizowanych w tym samym okresie ubiegłego roku, to można powiedzieć, że zrealizowano 36 proc. zakładanego na 2016 r. rocznego wzrostu dochodów z tego podatku.

Jednak nawet przyjmując metodologię MF – czyli licząc wpływy narastająco za dwa miesiące – widać, że wykonanie budżetu względem planu nie wygląda najlepiej. O ile jeszcze w styczniu dane były zbieżne, o tyle po lutym wyraźnie się rozjechały, zwłaszcza w przypadku dochodów. Wyniosły one niecałe 56,2 mld zł – a plan zakładał uzyskanie 58,5 mld zł. Nie pomogło niższe od planu wykonanie wydatków (59,3 mld zł wobec zakładanych 60,7 mld zł) – deficyt wyniósł prawie 3,1 mld zł i był o 900 mln zł większy niż w oficjalnym harmonogramie.

Po lutym rozbieżności między wykonaniem budżetu a planem byłyby jeszcze większe, gdyby nie pokaźny zastrzyk w dochodach niepodatkowych. W samym lutym budżet dostał 8,6 mld zł. To prawdopodobnie wpływy z aukcji częstotliwości LTE przeniesione z 2015 r.

Marcin Luziński, ekonomista banku BZ WBK, zwraca uwagę, że wyniki mogą być zaburzone przesunięciami z ubiegłego roku. I tak jak w styczniu zaliczyliśmy z tego powodu duży, ponad 18-proc. wzrost wpływów z VAT, tak z tego samego względu w lutym mógł nastąpić spadek. – Nie powinniśmy mieć wygórowanych oczekiwań co do wpływów z VAT w tym roku. Nie ma jeszcze z czego robić tragedii, ale powodów do nadmiernego optymizmu też nie mamy – mówi Luziński.

Jest za wcześnie, by z góry przekreślać tegoroczny budżet. Szacując jego wykonanie w dalszej części roku, trzeba jednak wziąć pod uwagę choćby utrzymującą się deflację. Plan dochodów wyliczono na podstawie prognozy 1,7-proc. inflacji średniorocznej. Tymczasem bardziej prawdopodobna jest deflacja rzędu 0,3–0,4 proc. To stwarza ryzyko dla wpływów z VAT. Nie wiadomo też, co z podatkiem od sklepów i zapisanymi z niego 2 mld zł oraz jak będą wyglądały dochody z podatku bankowego, który w tym roku ma przynieść 5,5 mld zł.

Z drugiej strony można wskazać kilka czynników, które powinny wspierać państwową kasę. Piotr Kalisz z Citi Handlowego mówi, że z wykonaniem budżetu będzie tak jak z koniunkturą w gospodarce: pierwsza połowa roku raczej umiarkowana, wyraźna poprawa w drugim półroczu. – Dochody mogą przyspieszyć ze względu na program Rodzina 500 plus, w ślad za wzrostem popytu krajowego i ogólnym przyspieszeniem gospodarczym. Tym bardziej że sytuacja na rynku pracy – i tak już niezła – powinna się nadal poprawiać – ocenia Kalisz.

Przyjmowanie wniosków o dodatki ruszy w kwietniu. W tym roku rodzinom zostanie przekazane 17 mld zł, co przełoży się na wzrost konsumpcji prywatnej. Według ekonomistów efekty będą widoczne w drugim półroczu: wzrost konsumpcji może przyspieszyć do 5 proc., obecnie wynosi ok. 3 proc. To przełoży się na wyższe wpływy z VAT.

Kolejnym mocnym wsparciem dla budżetu będzie zysk Narodowego Banku Polskiego. Do państwowej kasy wpłynie ponad 8 mld zł, a nie 3,2 mld zł, jak zapisano w ustawie budżetowej. To oznacza dużą ulgę w finansowaniu potrzeb pożyczkowych, bo zysk NBP w całości przeznaczany jest na pokrycie deficytu w budżecie. Bank centralny wypłaci go w połowie roku.

Dodatkowa nadzieja to poprawa ściągalności podatków. Co prawda oficjalnie nie powinna przynieść ona jakichś ekstrawpływów już w tym roku (w ustawie budżetowej ich nie uwzględniono), ale pierwsze skutki działań Ministerstwa Finansów powinny być już widoczne. Przyspieszają prace nad systemem, który ma tę ściągalność wyraźnie poprawić. Już w II kwartale ma zacząć działać specjalna spółka, której zadaniem będzie zakup oprogramowania i sprzętu informatycznego służącego do analitycznej obróbki danych podatkowych. Spółka będzie mogła – używając tego systemu – przetwarzać dane pozyskane od fiskusa, a głównym celem tego ma być wychwytywanie anomalii w rozliczeniach. Co ma pomóc w skutecznym typowaniu podatników do kontroli.

I dlatego mimo budżetowej zadyszki w lutym ekonomiści na razie radzą podchodzić do tego ze spokojem. Ich zdaniem nadal są szanse, by deficyt w całym roku okazał się niższy od zaplanowanych w ustawie budżetowej 54,7 mld zł.

– W ostateczności jak co roku rząd będzie mógł też liczyć na tzw. naturalne oszczędności. W żadnym budżecie plan wydatków nie jest realizowany w stu procentach – mówi Marcin Luziński.