statystyki

Kupowanie lojalności. "Trzeba widzieć w pracowniku człowieka"

autor: Katarzyna Karpa-Świderek06.03.2016, 12:00
praca pracownik

"Na pewno trzeba widzieć w pracowniku człowieka, tak jak widzieli go tamci – najlepsi, o których piszę"źródło: ShutterStock

Społeczna odpowiedzialność biznesu to nie jest coś, co pojawiło się wczoraj, choć określenie CSR brzmi jak wyjęte ze współczesnej korpomowy. O CSR z Marią Barbasiewicz, historykiem, autorką książki „Ludzie interesu w przedwojennej Polsce” o rodzimych tradycjach odpowiedzialnego biznesu rozmawia Katarzyna Karpa-Świderek.

Reklama


Reklama


 „Witaj nam doktorze/ W tym pięknym ogrodzie,/ Który nam oddałeś/ Ku naszej wygodzie/ Oj dana, oj dana/ Fabryko kochana...”

Właśnie taką piosenką witali Wedla pracownicy, kiedy zbierali pierwsze plony w ogródkach działkowych, które fabrykant przekazał im w użytkowanie.

Te ogrody działkowe przy dzisiejszym parku Skaryszewskim w Warszawie (wtedy Paderewskiego) to było jedno z wielu socjalnych udogodnień oferowanych pracownikom, oprócz żłobka, przedszkola, kolonii dla dzieci, wczasów sobotnio-niedzielnych w zakładowym ośrodku w Świdrze.

U Jana Wedla, w jego fabryce czekolady na warszawskiej Pradze, w latach 30. XX w. zapewniono pracownikom także opiekę medyczną, możliwość uprawiania sportu i zajęcia kulturalne. Wszystko było na wysokim poziomie. Dokumentują to zdjęcia, na których widać wzorcową przedszkolną salę czy ładną stołówkę – nie tylko czystą i obszerną, lecz także ozdobioną rysunkami zaczerpniętymi z ludowego wzornictwa. Ten światły przemysłowiec szanował pracowników, doceniał ich lojalność i po ojcowsku czuł się za nich odpowiedzialny. U Wedla pracowały niekiedy całe rodziny. Gdy szef dostrzegał u któregoś z młodych pracowników zapał i talent, to fundował stypendium i robotnik miał szansę zdobyć wykształcenie, nawet wyższe. Ludzie szanowali Wedla jako pracodawcę i człowieka. Nie chcę tworzyć mitów, ale o sympatii i lojalności pracowników względem właściciela fabryki świadczyła ich postawa, także po wojnie. W pierwszych miesiącach po przejściu frontu dawni pracownicy przepędzali z fabryki szabrowników i czekali na Wedla, który – jak tysiące mieszkańców stolicy po Powstaniu Warszawskim – trafił do niemieckiego obozu w Pruszkowie.

Czy taka lojalność pracowników była wówczas rzadkością?

Nie, pozytywne, emocjonalne związki pracowników z zakładem pracy i szacunek do kierującego nimi właściciela nie były przed wojną takie rzadkie. Wspomnijmy chociażby Ludwika Kemblińskiego, właściciela odlewni żelaza i fabryki maszyn w Drawskim Młynie nad Notecią, którego pracownicy cenili jako uczciwego człowieka, sprawiedliwego pracodawcę, a ponadto świetnego fachowca. W latach kryzysu gospodarczego, mimo że przedsiębiorca nie miał pieniędzy na wypłacenie wynagrodzeń i robotnicy dostawali tylko zaliczki należnych wypłat, to, widząc determinację szefa, aby utrzymać produkcję, trwali przy stanowiskach pracy. Zgodzili się czekać na należne pieniądze, bo wierzyli Kemblińskiemu. Gdy kondycja firmy się poprawiła – właściciel wszystkie zaległości uregulował.


Pozostało jeszcze 77% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

  • XXYYZZ(2016-03-07 11:26) Odpowiedz 10

    Dzisiejsi "pracodawcy" [ używam cudzysłów świadomie ] nie uświadamiają sobie,że KAŻDY pracownik jest wartością firmy. Zasłyszane przeze mnie historie o traktowaniu pracowników są dowodami, że istnieje wyrafinowana forma współczesnego niewolnictwa! Pensje nieproporcjonalne do zakresu obowiązków i wymagań oraz niepewność jutra. Taka sytuacja - po czasie - będzie przeciwko firmie i szefom, a o produktywności, wydajności i lojalności niech zapomną. I taka postawa pracodawców już dzisiaj przynosi konsekwencje, niestety, niekorzystne dla obu stron. Zapomina się o etyce pracy, o etyce biznesu i prostych prawidłowościach ekonomicznych i psychologicznych. Bo w tej sytuacji potrzebna jest wiedza, jaka przyczyna taki skutek, a inwestycja w pracownika jest opłacalna zawsze! Wedel i Kembliński dbali o pracowników nie z altruizmu, ale z prostego rachunku ekonomicznego: doceniony pracownik=efekty jego pracy=zysk firmy. Ale dla dzisiejszych "biznesmenów" w Polsce to zbyt skomplikowane....

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama