statystyki

Bugaj: Podatek bankom nie zaszkodzi. Ryzyko niesie ustawa "frankowa"

21.02.2016, 09:10; Aktualizacja: 23.02.2016, 10:54
Ryszard Bugaj

Ryszard Bugajźródło: PAP

- Jeśli chodzi o podatek bankowy, to oczywiście była jedna okoliczność, która ułatwiła jego wprowadzenie. Mianowicie jest społeczne przyzwolenie na obciążenie banków. Banki sobie zszargały opinię niemiłosiernie w Polsce w ostatnich latach i naprawdę sobie na to zasłużyły. Druga okoliczność jest inna - stwierdził Ryszard Bugaj.

reklama


reklama


- To jest podatek z natury rzeczy technicznie trudny i bardzo łatwo jest popełnić różne błędy. Jeszcze w 1992, 1993 roku byłem przewodniczącym komisji, która pracowała nad podatkami, które do dziś obowiązują, tzn. nad VAT czy podatkiem akcyzowym. I mimo, że pracowaliśmy dość starannie, to potem i tak z tego wychodziły różne rzeczy. Dlatego myślę, że i tutaj różne niespodzianki wyjdą. Podatnik szuka luk i zawsze coś znajduje. Nieraz szeroką lukę, nieraz wąską" - mówił.

"Co do wysokości obciążenia, to nie sądzę, żeby sam podatek w sektorze bankowym poczynił spustoszenie. Czy on będzie przerzucany na klientów? Z pewnością trochę tak, tylko że trudno powiedzieć, w jakim zakresie i na jakich konkretnie klientów. Banki mają wysokie zyski, działają jednak w warunkach konkurencji i podejmując decyzję o ewentualnym podniesieniu opłat, muszą brać pod uwagę groźbę utraty klientów. Często jest taka narracja, ze strony szczególnie liberalnych polityków i ekonomistów, którzy twierdzą: przecież i tak zapłacą klienci. Ale, jak mówię, nie wiadomo, którzy konkretnie zapłacą. Jest całkiem prawdopodobne, że często będą to klienci należący raczej do grup zamożnych. Bo oni są klientami banku, którzy korzystają z największej liczby produktów bankowych" - skomentował Bugaj.

Ale, jak zastrzegł, "gdyby ten podatek bankowy zbiegł się z jakimiś bardzo dużymi ciężarami dla banków z tytułu ustawy dotyczącej kredytów hipotecznych denominowanych w walutach obcych, to wtedy może być problem". Projekt w tej sprawie przygotował prezydent Andrzej Duda. Został przedstawiony w połowie stycznia. Projekt ustawy o sposobach przywrócenia równości stron, przewiduje wyliczenie "kursu sprawiedliwego" dla każdego kredytobiorcy z osobna. Na przykład w przypadku spreadów, kredytodawca będzie zobowiązany do dokonania wyliczeń różnic między stosowanym przez niego kursem, a kursem NBP. Przy wyliczaniu "sprawiedliwego kursu" za pomocą specjalnego algorytmu będzie też brane pod uwagę, jakie zyski i jakie straty poniósł klient, biorąc kredyt denominowany w walucie obcej - np. stracił po latach na ryzyku kursowym, ale zyskał na niższym oprocentowaniu, niż gdyby wziął kredyt w złotych polskich. Jak podała Kancelaria Prezydenta, projekt zawiera zapisy o trzech rodzajach restrukturyzacji kredytów. Będzie to restrukturyzacja dobrowolna, przymusowa, a także przeniesienie własności nieruchomości w zamian za zwolnienie z długu.

"Trzeba być nadzwyczaj ostrożnym. Nawet jeśli tylko dwa, trzy banki z powodu tych rozwiązań popadną w duże tarapaty, to i tak nie można wykluczyć nawet najgorszych scenariuszy. Na przykład paniki bankowej. Trzeba też zdać sobie sprawę z tego, że po świecie finansów rozejdzie się stereotypowy pogląd: duszą, nie dotrzymują umów, łamią wolność umów. Owszem, często te umowy kredytowe oparte na frankach szwajcarskich (czy innych walutach obcych) są słusznie krytykowane, bo banki miały ogromną przewagę informacyjną. Ale zawsze ich zwolennicy mają argument, że te umowy były dobrowolne" - ostrzegł prof. Bugaj. "Projekt prezydencki zakłada spłatę po "sprawiedliwym kursie". Ale tak naprawdę chodzi o jedno: ile to będzie banki kosztować? Kto będzie beneficjentem, a kto na tym ucierpi najbardziej? Prezydent Duda pochopnie obiecał tego rodzaju pomoc kredytobiorcom i musi się do tego jakoś odnieść.

"W projekcie podobają mi się natomiast postanowienia dotyczące spreadów. To może banki by jeszcze udźwignęły. Jest jednak nierozstrzygnięty problem +selekcji+ kredytobiorców pod różnymi względami. Na przykład, w jakim celu było kupione mieszkanie, na które wzięto kredyt. Czy na własny użytek, czy na wynajem, czy w celach spekulacyjnych? I czy w każdym przypadku należy się pomoc?" - dodał ekonomista.

"Dlatego, teraz czekamy na szacunki, ile by kosztowało wprowadzenie takiego prawa. Prezydent zwrócił się o opinię Komisji Nadzoru Finansowego, ale pewnie trochę to potrwa. To nie jest łatwo dokonać takich rzetelnych szacunków. W mediach pojawiają się różne wyliczenia, nawet 40-45 mld zł. To szacunki wątpliwe, moim zdaniem. Biorą pod uwagę szacunki dochodów banków w długim okresie" - stwierdził Bugaj. "Jest też spór o to, czy gdyby taka ustawa weszła w życie, to czy banki musiałyby jednorazowo dokonać przewalutowań, czy mogą wpisywać to w straty. Banki mówią, że musiałyby jednorazowo. Gdyby tak było, to rzeczywiście nastąpiłyby zaraz bankructwa banków. Ale chyba to niekoniecznie tak jest, ale nie czuję się na siłach, żeby to rozstrzygnąć" - kontynuował.

"W projekcie jest też zapis, że jeżeli ktoś nie może spłacać kredytu, to gdy odda bankowi nieruchomość, jest zwolniony ze zobowiązań. Sympatyzuję z tym rozwiązaniem, ale wiem, że dla banków to też musiałoby być bardzo kosztowne. Tu mamy na szali różne racje. Na rynku, na którym i tak jest duża podaż, pojawiłyby się kolejne mieszkania na sprzedaż. To doprowadziłoby do dalszego spadku cen. Dla banków albo kredytobiorców już posiadających mieszkanie obciążone hipoteką, byłoby to niekorzystne. A dla innych obywateli czy gospodarki państwa? Musimy się nad tym poważnie zastanowić i odpowiedzieć sobie również na to pytanie" - powiedział Ryszard Bugaj. (PAP)

reklama


Źródło:PAP

Polecane

  • cała prawda o (2016-02-21 11:52) Odpowiedz 148

    "Frankowicze" mogli już dawno temu przewalutować swoje kredyty, jak tylko frank minimalnie poszedł w górę i nieliczni tak zrobili. Większość zaś nadal chciała zarabiać, bo przecież tych, którzy spłacali swoje mieszkania w PLN uważali za durniów. Niestety, z czasem to już oni, a nie "złotówkowicze " mieli większe raty, bo zachłanność nieraz przeszkadza myśleć racjonalnie. Teraz żądają pomocy, tyle że , większość tych nieruchomości, to są domy i duże apartamenty na Wilanowie, czasem jedna osoba ma ich kilka. Więc kto im ma dać pieniądze, czy te rodziny, mieszkające w blokach na 60m, czy może "złotówkowicze", które wg. nich są nierozgarnięci, bo przez wiele lat płacili większe raty. Każdy powinien sam odpowiadać za swoje zobowiązania, mało to rodzin wylądowało na bruku i nikt za nich nie spłacał długów, więc skąd u frankowiczów takie przekonanie, że za nich muszą zapłacić inni

  • kredyty frankowe(2016-02-21 12:17) Odpowiedz 105

    Kredyty frankowe tak jak każde zobowiązanie mają swoich właścicieli, bo w tych nieruchomościach nie mieszkają Polacy X tylko konkretni ludzie. Poza tym większość tych domów i mieszkań jest w wynajmie dlatego mówić, że wszystkich frankowiczów nie stać na spłatę kredytu to zwykłe oszustwo. Ci ludzie często mają po kilka mieszkań ponieważ z założenia kupowali je na wynajem i przez wiele lat zarabiali na tym dobre pieniądze bo raz. że tania rata frankowa, dwa że pieniędzy z wynajmu starczało na wszystko. Wiele tych "mieszkań" to są tak naprawdę apartamenty powyżej 100 m2 z tarasami po 200m2. Czy ludzie zarabiający 1500-200 zł powinni się dokładać do luxusu innych? A może wszyscy powinniśmy nabrać kredytów i żądać spłacenia przez resztę obywateli tego kraju?

  • Raf(2016-02-21 13:45) Odpowiedz 96

    Trolle bankowe, trolle.. to wy w weekendy też pracujecie...? Tak was wyciskają?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • cała prawda (2016-02-21 12:01) Odpowiedz 89

    "Frankowicze" mogli już dawno temu przewalutować swoje kredyty, jak tylko frank minimalnie poszedł w górę i nieliczni tak zrobili. Większość zaś nadal chciała zarabiać, bo przecież tych, którzy spłacali swoje mieszkania w PLN uważali za durniów. Niestety, z czasem to już oni, a nie "złotówkowicze " mieli większe raty, bo zachłanność nieraz przeszkadza myśleć racjonalnie. Teraz żądają pomocy, tyle że , większość tych nieruchomości, to są domy i duże apartamenty ponad 100 m2 czasem z ogromnymi tarasami po 150 -200 m2 na Wilanowie, czasem jedna osoba ma ich kilka, bo kupowane były na wynajem lub odsprzedanie po droższej cenie. Więc kto im ma dać pieniądze na ten luksus, czy te rodziny, mieszkające w blokach na 60m, czy może "złotówkowicze", które wg. nich są nierozgarnięci, bo przez wiele lat płacili większe raty. Każdy powinien sam odpowiadać za swoje zobowiązania, mało to rodzin wylądowało na bruku i nikt za nich nie spłacał długów, więc skąd u frankowiczów takie przekonanie, że za nich muszą zapłacić inni? NIE MOŻE PAŃSTWO SPŁACAĆ DŁUGÓW ZAMOŻNYCH LUDZI KOSZTEM RESZTY SPOŁECZEŃSTWA LUB INSTYTUCJI Z KTÓRYCH KORZYSTA RESZTA OBYWATELU, BO POWSTAJE ( I SŁUSZNIE) DOMNIEMANIE ZE DŁUGI ZA TE LUXUSY OSTATECZNIE SPŁACI PRZECIĘTNY NIEZAMOŻNY KOWALSKI, KTÓRY MIESZKA W STARYM SZARYM BLOKU NA 50 M2.

  • albina(2016-02-25 22:53) Odpowiedz 00

    Panie Bugaj, ryzyko , które się spełniło stworzył Pan z innymi doradcami ,,S" W 1989 ROKU.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

REKLAMA

Polecane

reklama