Książki? Nie, już żadnych nie ma. Rok temu wszystko, co było, zostało zutylizowane. Już tylko budynek został i strona internetowa, bo opłacona była z góry, i ja – ostatni pracownik – wzdycha w rozmowie z nami administrator nieruchomości dawnego wydawnictwa Żak. Firma, który ogłosiła upadłość rok temu, po 25 latach działalności, był największą ofiarą wejścia w życie reformy podręcznikowej. Dzięki niej uczniowie klas 1–3 szkół podstawowych otrzymali bezpłatny, rządowy podręcznik, a na zakup książek dla klas czwartej podstawówki i pierwszej gimnazjum szkoły otrzymały dotacje, z tym że niepokrywające kosztu zakupu książek po dotychczasowych cenach.

– Było do przewidzenia, że to musi się odbić na rynku książki, szczególnie na kondycji wydawców podręczników. I tak się stało – mówi Piotr Dobrołęcki, redaktor naczelny „Magazynu Literackiego Książki”. – Pytanie tylko było, jak mocno się na nim odbije. Teraz już widzimy, że znacząco. Właściwie żadna inna część tego rynku, choć ogólnie nie jest najlepiej, nie notuje aż tak złych wyników jak wydawcy podręczników – dodaje Dobrołęcki.

Rzeczywiście według najnowszych wyliczeń przedstawionych przez Bibliotekę Analiz zbierającą i opracowującą dane o rynku książki jego stan jest nie najlepszy. W 2014 r. w stosunku do 2013 r. zmniejszył się o 8 proc. (z 2,68 mld zł do 2,48 mld), a z pierwszych szacunków za 2015 r. wynika, że zakończył się kolejnym spadkiem w granicach 6,5 proc., do 2,32 mld zł. – Za te spadki, największe w historii naszego rynku książki, odpowiada właśnie podręcznikowa reforma – potwierdza Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki.

W pierwszym roku (2014) jej działania rynek podręczników, według wyliczeń Biblioteki Analiz, skurczył się o ponad 10 proc., z 845 do 755 mln. Pełnych danych za 2015 r. jeszcze nie ma, ale najwięksi wydawcy, z którymi rozmawialiśmy, oceniają, że będzie to spadek w granicach 6–8 proc. Jeden z wydawców mówi nam o spadku obrotów w ostatnim roku na poziomie 7 proc., u innego różnica to aż 12 proc. Widać to choćby po malejącej liczbie wydawanych tytułów podręczników. W 2013 r. było ich łącznie na rynku dostępnych ponad 4,9 tys., a w 2015 r. już zaledwie 4,1 tys.

Seweryn Kubicki, prezes wydawnictwa Grupa MAC SA, jednego z największych graczy na tym rynku, przyznaje, że w ciągu tych dwóch lat przychody jego firmy w segmencie edukacji wczesnoszkolnej spadły o jedną trzecią. – Lata 2014–2015 to był bardzo trudny etap, odważę się powiedzieć, że jeden z najtrudniejszych chyba okresów w ponad 25-letniej historii wydawnictwa, nie tylko naszego, ale całego rynku wydawniczego. Kilka firm zniknęło z rynku, a właściciel WSiP-u, amerykański fundusz inwestycyjny, chce sprzedać to wydawnictwo i wycofać się z Polski, już szuka kupca – opowiada Kubicki i dodaje: – W sezonie 2013––2014 musieliśmy przekazać na makulaturę podręczniki o wartości ok. 10 mln zł. Rząd znienacka zmienił zasady wyboru podręczników, de facto zmuszając nas i innych wydawców do spisania na straty setek tysięcy gotowych już podręczników zgromadzonych w magazynach – wzdycha prezes MAC.

Wydawcy podręczników jednak w ogromnej części nie poddają się, stawiają na przeczekanie i szukają źródeł zarobku w innych segmentach. Inwestują w gry edukacyjne, aplikacje do nauki i powtarzania zadanego materiału, pomoce dydaktyczne. Część liczy też na to, że szkoły po wypróbowaniu bezpłatnej, rządowej oferty jednak zdecydują się wrócić do książek płatnych. – Początkowo wydawało się, że nowy rząd może podejść do kwestii podręczników tak, by rynek jednak mniej ucierpiał. Jednak ostatnio okazało się, że w konsultacji nad reformą szkolnictwa wydawcy zostali wykluczeni, więc nadzieje rynku osłabły. Wciąż jednak liczymy na to, że może choć z rynkiem książek naukowych i specjalistycznych dostaniemy wsparcie rządowe. Bo tu sytuacja jest równie trudna – podkreśla prezes Albin. I rzeczywiście od trzech lat są problemy ze zdobyciem rządowych dotacji. A w ubiegłym roku pod koniec rządów PO zapadła decyzja resortu nauki o zlikwidowaniu dotacji na książki i czasopisma naukowe. Od 2016 r. w efekcie zmian w ustawie o zasadach finansowania nauki, z której wykreślono zapis pozwalający dotować „tworzenie informacji naukowych”, zostawiając jedynie dotowanie digitalizacji, udostępnienia wersji online, umiędzynarodowienia czasopism i ochrony antyplagiatowej wydawcy podręczników akademickich, wydawnictwa uniwersyteckie i naukowe utraciły szanse na dofinansowanie.

Ze względu na niż demograficzny na uczelniach sytuacja w tym segmencie jest też ciężka. Malutki rynek książki naukowej skurczył się o niemal 20 proc. – Spada sprzedaż, rosną koszty wydawnicze, a obecnie – w przypadku naszej firmy – też inne koszty, takie jak komornicze, obsługi kredytów, które trzeba było zaciągnąć, by jakoś przetrwać – wzdycha Bogusława Radziwon, dyrektorka wydawnictwa TRIO specjalizującego się w literaturze historycznej i politologicznej oraz z antropologii kultury. Wydawnictwo, które powstało w 1992 r., niespodziewanie kilka miesięcy temu ogłosiło, że jest na granicy upadłości. Choć kłopoty miało już od kilku lat, gdy w wyniku spadku sprzedaży na rynku książki akademickiej zaczęło dostawać ogromne zwroty od sieci Empik i hurtowni z Grupy A5. Równolegle wydawnictwo nie było w stanie dać sobie rady z „konkurencją” w postaci słynnego portalu Chomikuj.pl, na którym masowo znajdowały się pirackie wersje ich książek. Wszystko razem doprowadziło wydawcę do dramatycznej sytuacji. – Nie jesteśmy spółką, tylko działalnością gospodarczą, więc nie możemy ogłosić bankructwa. Aktualna sytuacja finansowa TRIO jest następująca: mamy książki wartości 2,5 mln zł, dług wysokości 700 tys. zł, zajęte konta i wierzytelności u naszych kontrahentów, komorników, wydawnictwo zajmuje jedno pomieszczenie, pracujemy w minimalnym składzie (właściciel i dwie osoby) i próbujemy sprzedać książki z naszego magazynu, by spłacić zadłużenie – rozkłada ręce Bogusława Radziwon.

Ale problemy wydawców podręcznikowych i naukowych nie oznaczają, że cały rynek pikuje. – Ustabilizowała się sytuacja wydawnictw beletrystycznych. Szczególnie tych dużych i tych, które zaczęły wydawać literaturę faktu, która cieszy się u nas coraz większym powodzeniem – ocenia Gołębiowski.