Przedsiębiorcy w krajach zachodnich od lat korzystają z ubezpieczeń utraty wartości handlowej auta. Powoli zaczynają się do niego przekonywać również Polacy.

- Mamy coraz więcej klientów flotowych - mówi Agnieszka Nowosińska, doradca zarządu ds. ubezpieczeń w firmie Wagas, która jest agentem brytyjskiego ubezpieczyciela Brit Insurance.

To zainteresowanie jest pochodną coraz większej promocji takich polis przez towarzystwa je oferujące, np. Cardif, Ergo Hestię czy Genworth Financial. Ten ostatni zaczął niedawno współpracę z GMAC Bankiem, kredytującym zakupy m.in. opli czy chevroletów. Kupujący są zachęcani do zakupienia takiej polisy.

- Każde ubezpieczenie zmniejsza oprocentowanie kredytu o 0,5 pkt proc. - mówi Przemysław Grygiencze, kierownik departamentu sprzedaży w GMAC Banku.

Jakie argumenty mają przekonać klientów? Taka polisa zapewnia dodatkowe (do uzyskanego z autocasco) odszkodowanie przy kradzieży lub całkowitym rozbiciu auta. Można je przeznaczyć na spłatę pozostałego kredytu, wpłatę własną na nowe auto lub nawet zakup nowego auta w salonie. Wszystko zależy od wybranego wariantu, a co za tym idzie i ceny.

W efekcie polisa zabezpiecza przed sytuacją, w której wartość kredytu pozostałego do spłaty jest wyższa niż wypłata z autocasco. Przypomnijmy, że zasadą w takich ubezpieczeniach jest, że towarzystwo wypłaca odszkodowanie tylko do wartości rynkowej z dnia szkody. Auta osobowe tracą po pierwszych 12 miesiącach od 20 do 40 proc. wartości samochodu, a po trzech latach przeciętnie 40-60 proc. Jeśli bierzemy auto na kredyt, to im dłuższy jest okres spłaty, tym większe prawdopodobieństwo, że wartość rynkowa auta będzie niższa niż wartość kredytu pozostałego do spłaty. Jak widać z naszego zestawienia, przy założeniu przeciętnej 30-proc. utraty wartości auta, samochód kupiony za 90 tys. zł po roku będzie wart 63 tys. zł. Jeśli bierzemy kredyt na 36 miesięcy, to ze względu na wysokie miesięczne raty kapitał będzie topniał dość szybko i po 12 miesiącach zostanie nam nieco ponad 58 tys. zł do spłaty, więc wypłata z AC będzie wystarczająca. Gorzej, gdy okres kredytowania jest dłuższy. Wtedy po kradzieży lub rozbiciu samochodu wypłata z AC może nie wystarczyć na spłatę kredytu. Do tego trzeba dodać jeszcze kolejne parę tysięcy na nową wpłatę własną.

Dlatego powstały ubezpieczenia utraty wartości auta, czyli GAP (z ang. Guaranteed Asset Protection). Obecnie mamy na rynku już trzy rodzaje takich polis. Przed opisaną powyżej ewentualnością zabezpiecza tzw. GAP finansowy. Można go rekomendować przede wszystkim kupującym auta w kredycie obliczonym na długi okres, powyżej 36 miesięcy.

Nieco tańszy jest tzw. GAP indeksowy, który można rekomendować zarówno powyższej grupie kredytobiorców, jak i kupującym auto za gotówkę. Taka umowa przewiduje, że ubezpieczyciel wypłaci - oprócz tego co dostaniemy z AC - np. 15 proc. wartości rynkowej auta z dnia szkody. Pieniądze te - przy kredytowaniu zakupu i spłacie pozostałego kapitału z odszkodowania z AC - można przeznaczyć na wpłatę własną na nowe auto. Jeśli nie ma takiego problemu, klient dostaje po prostu dodatkowe pieniądze i może kupić np. lepsze auto niż miał.

- Ten wariant cieszy się największą popularnością - mówi Przemysław Grygiencze.

Najdroższy, ale też dający najwięcej korzyści jest tzw. GAP fakturowy. Taka umowa przewiduje, że ubezpieczyciel dopłaca różnicę między odszkodowaniem z AC a wartością fakturową auta. Tego typu polisy bardzo chętnie sprzedają dealerzy, czy - tak jak w przypadki Mistubishi - dodają nawet gratis, bo po szkodzie możemy wrócić do salonu i kupić nowe auto. Oczywiście jeśli w międzyczasie nie podniesiono na nie ceny.

MARCIN JAWORSKI

marcin.jaworski@infor.pl