Już od kilkunastu miesięcy obserwujemy spadki. Inwestorzy zdążyli się w tym czasie przekonać, że to, co w hossie było złotem, dziś jest najmnie pożądane. Dlaczego? Spółki, które usilnie zachęcały inwestorów wizją splitu, czyli podziału akcji, w większości straciły na wartości nawet 80-90 proc. Władze niektórych szukają recepty na re-split, czyli scalenie akcji.

Pieniądze pozyskane z euforycznie odbieranych przez rynek emisji z prawem poboru w wielu przypadkach nie zostały do dziś wykorzystane. Były ściągnięte z rynku na wyrost. Niektórzy akcjonariusze do dziś nie otrzymali odciętych wiele miesięcy temu praw poboru, a kursy spółek, które przeprowadziły tego typu emisję, są w większości niższe o ponad 80-90 proc. Firmy z branży biotechnologii, raczkujące na rynku biopaliw, z segmentu deweloperskiego i quasi-deweloperskiego wzrosły w szczycie hossy do absurdalnych poziomów. Ale dziś ich wartość jest o 70-95 proc. niższa.

W przypadku spółek, gdzie prym w akcjonariacie wiedli znani inwestorzy giełdowi - Leszek Czarnecki, Michał Sołowow, Ryszard Krauze, Roman Karkosik, mało kto dopuszczał myśl, że akcje tych firm kiedyś spadną o więcej niż kilka czy też kilkanaście procent. Inwestorzy wychodzili z założenia, że modne i wiarygodne nazwisko, kojarzone od lat z sukcesem, daje gwarancje stałego wzrostu, niezależnie od kondycji rynku. Dziś widzimy, że spółki należące do wspomnianych osób nie wyróżniają się swoją siłą na tle mocno spadającej giełdy. Wystarczy wymienić LC Corp, Echo, Bioton, Polnord, Boryszew. Hossa wykreowała kilka zupełnie nowych nazwisk jak Piotr Wiaderek, Krzysztof Moska, Elżbieta Sjoblom. Pytanie brzmi: czy powinno się naśladować ruchy znanych i dobrze kojarzonych inwestorów. Zapewne tak. Należy to jednak robić po własnej, niezależnej weryfikacji spółki. Znane nazwisko nie oznacza zyskownej inwestycji, o realną ocenę spółki zawsze trzeba zadbać samemu.

Jeśli o najdroższych sektorach rynku mówi się w samych superlatywach, trzeba również być ostrożnym. Zapewne teraz wszyscy już o tym wiedzą. Ważne jednak, aby pamiętali o tym za kilka lat, kiedy indeksy ponownie będą bić rekordy, a rynek wykreuje zupełnie nowych liderów.