Nasi rozmówcy twierdzą, że padli ofiarą oszustwa. Z ich relacji wynika, że włączono ich w łańcuszek firm, którym obiecano unijną dotację. Skończyło się jednak na pustych słowach. I pobranych zaliczkach.

Jak twierdzą nasi rozmówcy, na Moirę trafiali „z polecenia”. Słyszeli, że znajomy znajomego dzięki współpracy z kancelarią otrzymał pozytywną decyzję o dofinansowaniu. Postanowili spróbować swoich szans. Firmy, które się do nas zgłosiły, nie wykluczają, że część osób w tym łańcuszku mogła być podstawiona.

Opowiada Bartosz Słomczyński z firmy Xentrox, która potrzebowała pieniędzy na zakup ziemi (miały na niej stanąć hala i sklep z akcesoriami motocyklowymi. Dotacje były potrzebne pod automatyzację procesu sprzedażowego i zaprojektowanie platformy e-commerce). – Usłyszałem, że kolega mojego pracownika wystartował z projektem jakiejś strony internetowej. Dowiedziałem się, że otrzymał pozytywną decyzję o dofinansowanie. Zdobyłem więc numer do tej kancelarii, spotkałem się z jej przedstawicielami, przedstawiłem dokumenty. Polecono mi przeniesienie działalności z Myszkowa do Krakowa, gdzie moja firma miała oddział. Miało to ułatwić uzyskanie dotacji. Firma została więc w 100 proc. przerejestrowana na Kraków – relacjonuje. – Chodziło o pożyczkę zwrotną z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na kwotę 550 tys. zł i dotacje bezzwrotne podzielone z dwóch programów unijnych: z jednego miało być 350 tys. zł, z innego 200 tys. Wpłaciliśmy łącznie ponad 50 tys. zł wynagrodzenia za sporządzenie wniosku oraz jako prowizję za uzyskaną kwotę – dodaje. Wszystko wydawało się w porządku. Ale firma nie otrzymała pozytywnej decyzji z PARP. Pismo wzbudziło podejrzenia.

– Dokument okazał się podrobiony. Wydany został rzekomo przez PARP w Krakowie, mimo że agencja mieści się w Warszawie. Decyzja pozytywna z wniosku jest z 18 marca 2015 r., natomiast informację z PARP o wpłynięciu wniosków otrzymaliśmy 6 października – opowiada Słomczyński. Jak dodaje, od PARP usłyszał, że przesłane wnioski nie spełniały żadnych wymogów formalnych.

Współpracę z kancelarią źle wspomina też Zbigniew Gowin z firmy Med.UP, która chciała tworzyć innowacyjne oprogramowanie dla instytucji medycznych. – Projekt spotkał się z zainteresowaniem. Do jego wdrożenia potrzebujemy około 500 tys. zł, które pokryłyby koszt prac programistycznych. Trafiliśmy na kancelarię Moira, która stwierdziła, że jest w stanie napisać wniosek o dotację i pozyskać dla nas środki – mówi Gowin. Wkrótce zorientował się, że coś jest nie tak. – Przedstawiciele kancelarii nie potrafili dotrzymać żadnych terminów, nie chcieli też powiedzieć, z jakiego programu ubiegają się dla nas o dofinansowanie. To wzbudziło naszą czujność. Kiedy pokazano nam małą część wniosku, okazało się, że był on napisany wadliwie. W dodatku odnosił się do trzech różnych projektów, z których żaden nie był w tym roku ogłaszany. Kategorycznie odmówiłem podpisania upoważnień do reprezentowania mnie przed właściwymi urzędami. Reszty wniosku nie zobaczyłem – relacjonuje Gowin. – Zamiast tego dostałem rozwiązanie umowy z idiotyczną argumentacją. Po kilku dniach, ku mojemu zdziwieniu, zwrócono mi wszystkie wpłacone wcześniej pieniądze – opowiada. Dodaje, że w jego łańcuszku naliczył cztery poszkodowane małopolskie firmy. Ale może być ich więcej.

Postanowiliśmy zweryfikować relacje naszych rozmówców. Zapytaliśmy PARP, czy miała do czynienia z kancelarią Moira i firmami, w których imieniu miała składać wnioski. – Nie mamy odnotowanych w systemie żadnych wniosków od tych firm – twierdzi Miłosz Marczuk, rzecznik agencji.

Podobne pytania skierowaliśmy do Urzędu Marszałkowskiego Woj. Małopolskiego, który również zajmuje się rozdzielaniem unijnych dotacji. Biuro prasowe odpowiedziało, że 28 września trzej przedsiębiorcy za pośrednictwem kancelarii złożyli w urzędzie dokumenty wzbudzające wątpliwości co do ich autentyczności. Następnego dnia urzędnicy zgłosili sprawę do Prokuratury Rejonowej Kraków-Podgórze, zawiadamiając o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kancelarię. Mimo to napływały od niej kolejne wnioski.

– 2 października 2015 r. wpłynęły dokumenty w formie wniosków o dofinansowanie projektów kolejnych przedsiębiorców pochodzące z niniejszej kancelarii – poinformowało nas biuro prasowe. Te dokumenty też przekazano prokuraturze. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że sprawą zainteresował się wydział do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

O skomentowanie sprawy poprosiliśmy przedstawicieli kancelarii Moira. W siedzibie firmy usłyszeliśmy, że informacji udzielić nam może tylko pani prezes, która ma wolne. Nie udało nam się skontaktować z nią bezpośrednio – miała wyłączony telefon.

To nie pierwsza opublikowana przez nas historia, w której firmy twierdzą, że mogły paść ofiarą wyłudzeń przy próbie sięgnięcia po dotacje z Unii. W marcu tego roku pisaliśmy o przedsiębiorcach, którzy za pośrednictwem firm konsultingowo-doradczych zgłaszali się do urzędów marszałkowskich po fundusze w konkursach, które nawet nie zostały jeszcze wówczas ogłoszone.

Dziś na oszustwo dużo łatwiej się nabrać. Pierwsze konkursy właśnie ruszyły, a mniej doświadczeni przedsiębiorcy mogą łatwo ulec namowom nieuczciwych pośredników. – W Polsce jest kilka tysięcy firm doradczych. Teraz, po okresie posuchy, gdy rusza nowe rozdanie funduszy na lata 2014–2020, firmy te się uaktywniły – komentuje dr Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego. Radzi, by poszukując pośrednika, przedsiębiorcy trzymali się kilku podstawowych zasad. – Po pierwsze, najlepiej polegać na rekomendacjach osób, którym ufamy. Po drugie, przeciętna skuteczność firm piszących wnioski w projektach badawczych związanych z innowacyjnością wynosi ok. 10 proc. Oznacza to, że co dziesiąta firma otrzymuje dotację. Konkurencja jest ogromna i jeśli ktoś mówi, że ma 100-proc. skuteczność, najczęściej koloryzuje. Po trzecie, ważne jest, by firma doradcza miała jakąś specjalizację. Jeśli deklaruje, że jest w stanie napisać każdy projekt, powinno to wzbudzić wątpliwości – podsumowuje ekspert.

17 tys. umów z beneficjentami podpisała PARP w latach 2007–2013

120,1 mld euro z budżetu UE otrzymała Polska na lata 2014–2020. Z tej kwoty 82,5 mld euro pochodzi z polityki spójności

40 proc. taką pulą środków w nowej perspektywie unijnej zarządzać będą samorządy województw. W latach 2007–2013 było to 25 proc.