Do konkursu zgłosiło się w sumie 56 kandydatów, siedem ofert nie spełniło wymogów formalnych. Z informacji GP wynika, że wśród kandydatów na wiceprezesów są Aldona Michalak oraz Ireneusz Fąfara, wiceprezes ZUS. O fotel prezesa walczą m.in. lansowany przez rząd Kazimierz Marcinkiewicz oraz Henryka Pieronkiewicz i Andrzej Topiński. Mimo że niedawno minister finansów Zyta Gilowska powiedziała, że ma wątpliwości co do kompetencji Kazimierza Marcinkiewicza, a od jego decyzji o porzuceniu polityki dla biznesu odciął się niedawno premier Jarosław Kaczyński, to były premier ma szanse. – Wypowiedzi premiera nie osłabiają jego szans w konkursie o fotel prezesa PKO BP. To deklaracja, że ostateczną decyzję podejmie rada nadzorcza, która według mnie i tak oceni, że jest to najlepszy kandydat na szefa banku – mówi osoba zbliżona do PiS. Z informacji GP wynika, że wśród kandydatów jest kilka osób zatrudnionych już w PKO BP, ale żaden z obecnych członków zarządu nie bierze udziału w konkursie. Bankowcy z najwyższymi kwalifikacjami nie stoją w kolejce do stanowisk w PKO BP. Odstrasza ich ograniczona decyzyjność, niskie zarobki i zasady prowadzenia konkursu. – To zadziwiające, że został ogłoszony konkurs na dwóch wiceprezesów, a nie wiadomo, za jakie obszary mają oni odpowiadać – komentuje jeden z bankowców. Wybór wiceprezesów, zanim zostanie powołany szef banku też budzi zdziwienie. Statut banku określa, że to prezes zarządu przedstawia radzie nadzorczej wnioski w sprawie powołania i odwołania wiceprezesów oraz członków zarządu. Tymczasem w PKO BP najpierw zostanie uformowany zarząd, a na końcu wybrany prezes. W ostatnich tygodniach do zarządu weszli Wojciech Kwiatkowski, Zdzisław Sokal oraz Rafał Juszczak. Pojawiają się głosy, że zakończenie procedury wyboru nie musi nastąpić szybko i być może Marek Głuchowski, przewodniczący rady nadzorczej, będzie pełnił obowiązki prezesa nawet do kwietnia.