Europejskie i azjatyckie giełdy pozytywnie zareagowały na przedstawione w niedzielę przez rządy krajów strefy euro plany przywrócenia płynności rynkom finansowym przez gwarantowanie pożyczek na rynku międzybankowym. Inwestorzy z nadzieją przyjęli też deklarację Zarządu Rezerwy Federalnej USA o nieograniczonym dostępie instytucji finansowych do gotówki znajdującej się w zasobach Fed. Ogólnoświatowy indeks MSCI World, który w ubiegłym tygodniu stracił 20 proc. (41 proc. od początku roku), wczoraj po południu zyskiwał ponad 5 proc.

Drożały nie tylko akcje, ale także ropa, która w piątek była najtańsza od 13 miesięcy, oraz miedź (w piątek była najtańsza od 33 miesięcy). Według analityków, inwestorzy zaczynają wierzyć, że działania podjęte przez banki centralne i polityków w USA, Europie i Azji pozwolą uniknąć załamania gospodarczego. Z kolei euro zaczęło odrabiać ubiegłotygodniowe straty do dolara.

- Być może najgorsze mamy już za sobą. Być może przed nami są lepsze dni - komentuje Aurore Wannesson-Raynaud, strateg w paryskim biurze Axa Investment Managers.

Z kolei Michael Scholz z WestLB AG w Dusseldorfie uznał, że najważniejszą dla rynków informacją weekendu było to, iż kraje Unii Europejskiej o kryzysie zaczęły mówić jednym głosem.

- To pozytywny sygnał dla uczestników rynku - twierdzi Scholz.

Europejscy inwestorzy podkreślali, że w ich opinii rynki uniknęły najgorszego, ale nadal jest za wcześnie, mówić, że wszystkie problemy zostały rozwiązane.

Silnie drożały akcje wielu banków strefy euro (także amerykańskich, które są notowane w Europie). W zgodnej ocenie analityków, powodem były deklaracje przywrócenia płynności rynkom finansowym. Tym zwyżkom towarzyszył spadek rynkowych stóp procentowych. Trzymiesięczny londyński dolarowy LIBOR spadł do 4,75 proc. z 4,82 proc. w piątek. Taniały brytyjskie banki - Royal Bank of Scotland, HBOS i Lloyds TSB - które w zamian za dokapitalizowanie w wysokości 37 mld funtów zdecydowały się oddać kontrolę rządowi. Spadała też cena akcji francuskiego Societe Generale. Tu powodem były pogłoski, że bank będzie musiał zostać dokapitalizowany kwotą 10 mld euro. Bank zdementował te spekulacje, ale analitycy są zdania, że każda plotka lub informacja o potrzebie podniesienia kapitałów będzie wywoływać spadki.

W naszym regionie rano silnie w górę poszły ceny akcji na węgierskiej giełdzie. Powodem była deklaracja Międzynarodowego Funduszu Walutowego, że wspomoże węgierską gospodarkę na tyle, na ile będzie to potrzebne. Rząd w Budapeszcie zapowiedział też cięcia wydatków zmniejszające deficyt budżetowy. Po kilkudziesięciominutowej zwyżce indeksu BUX o ponad 1400 pkt (do 16 tys. pkt), inwestorzy zaczęli realizować zyski. Druga fala zakupów ruszyła po południu, gdy było wiadomo, że giełdy w USA otworzą się na wyraźnym plusie. Skala porannego wzrostu w Pradze była mniejsza niż w Budapeszcie, ale ostatecznie zwyżka nad Wełtawą okazała się trwalsza i wyższa niż nad Dunajem.

W Warszawie od samego początku skala wzrostów była mniejsza niż w Europie Zachodniej, Czechach i na Węgrzech. Podobnie jak w Budapeszcie i Pradze przed godz. 11.00 indeks WIG20 zaczął oddawać to, co wczoraj rano zyskał. Około 14.00 zbliżył się do poziomu piątkowego zamknięcia. Potem indeks znów rósł. Wśród firm o największej kapitalizacji przez sporą część dnia na minusie były akcje największych banków - Pekao i PKO BP - oraz KGHM. Na tych papierach oraz akcjach PKN Orlen i TP SA koncentrował się handel.

Według maklerów, indeksowi ciążyły oczekiwane przez rynek po piątkowym krachu umorzenia jednostek funduszy inwestycyjnych.