statystyki

Co nowego u liberałów

autor: Rafał Woś25.09.2015, 07:04; Aktualizacja: 25.09.2015, 07:38
liberalizm

Ten konsensus został przez kryzys roku 2008 i trwającą do dziś „wielką stagnację” bardzo mocno nadwątlony.źródło: ShutterStock

Wolnorynkowcy, (neo)liberałowie, monetaryści, a może neoklasycy? Wiele jest etykietek, którymi określić można przedstawicieli nurtu dominującego w debacie ekonomicznej przez ostatnie 30 lat (a może i dłużej). Nie spierajmy się jednak o nazwy. Spójrzmy na to, jak ci niedawni dominatorzy radzą sobie z utratą niegdysiejszej wszechwładzy.

Reklama


Jeszcze 10 lat temu sytuacja była zupełnie inna. Istniał zestaw niepodważalnych drogowskazów, a nawet całe instrukcje obsługi na temat dobrej gospodarki. Na przykład konsensus waszyngtoński. Zakazujący utrzymywania wysokiego poziomu długu publicznego do PKB, chwalący proste i niskie podatki, prywatyzację przedsiębiorstw państwowych, liberalizację handlu międzynarodowego oraz daleko idącą deregulację. Do tego dochodziło przekonanie o obiektywnym końcu polityki gospodarczej. Cnotą było wyzbywanie się przez rządzących narzędzi do ingerowania w przebieg procesów ekonomicznych. Do stabilizacji koniunktury wystarczyć miała w zupełności polityka monetarna złożona w „bezpiecznych” rękach dobrze zaprojektowanych technokratycznych instytucji. Głównie banków centralnych.

Ten konsensus został przez kryzys roku 2008 i trwającą do dziś „wielką stagnację” bardzo mocno nadwątlony. W obozie zwolenników przedkryzysowego neoliberalnego status quo nie ma na to jednej odpowiedzi. Jest wśród nich całkiem pokaźna grupa, która zareagowała okopaniem się na swoich pozycjach. A nawet przejściem na jeszcze bardziej radykalne linie obrony, takie jak libertarianizm albo szkoła austriacka (łączy je obie nazwisko Friedricha Augusta von Hayeka).

Z punktu widzenia tych obozów przed 2008 r. nie mieliśmy w debacie ekonomicznej wcale żadnej liberalnej albo wolnorynkowej dominacji. Odwrotnie. W praktyce dominował ekonomiczny socjalizm (a w najlepszym wypadku keynesizm) i teraz nie ma się co dziwić, że system doznał wstrząsu. Kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych? To efekt nieodpowiedzialnej polityki rządowej i politycznych interwencji na rynku mieszkaniowym. Kryzys zadłużeniowy w strefie euro? Wywołało go życie ponad stan krajów zadłużonych. Gwałtowny wzrost nierówności majątkowych w większość krajów bogatych? Naturalna i pożądana konsekwencja kapitalizmu oraz globalizacji.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (1)

  • abcd(2015-10-06 00:15) Zgłoś naruszenie 00

    Przecież od 20 lat tzw kraje zachodnie to państwa coraz bardziej socjalistyczne. Ile wynosi dług publiczny USA, Niemiec Francji UK, jaki jest poziom wydatków publicznych względem PKB w tych krajach? Czy jest on niski? Dlaczego upadła Grecja? Bo miała niskie wydatki, czy może dlatego że wydawała za dużo i wpadła w spiralę zadłużenia? Kto wywołał kryzys gospodarczy, niskie podatki (których w USA już dawno nie ma) czy polityka niski stóp procentowych FED (mechanizm odgórnego ustalania stóp procentowych jest taaaaki wolnorynkowy)? Jak się o czymś pisze to należy pisać o faktach, a nie o jakiś urojeniach.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama