statystyki

Dług to nie wina. Niby należy go spłacać, ale w ekonomii...

autor: Rafał Woś14.08.2015, 07:55
Fundamentalna przyczyna tkwi w tym, że nawet w debacie ekonomicznej dług traktowany jest jako problem nie tyle ekonomiczny, co moralny. Świetnie to widać w niektórych językach.

Fundamentalna przyczyna tkwi w tym, że nawet w debacie ekonomicznej dług traktowany jest jako problem nie tyle ekonomiczny, co moralny. Świetnie to widać w niektórych językach.źródło: ShutterStock

Długi należy spłacać. W pierwszym odruchu większość z nas pewnie się pod tym zdaniem bez wahania podpisze. Ale w ekonomii to, co na pierwszy rzut oka oczywiste, bywa zazwyczaj skomplikowane. I tak jest z długiem. Najżywiej dyskutowaną dziś koncepcją w debacie ekonomicznej

Reklama


Na początek anegdota. Mamy połowę lat 30. i jeden z wysoko postawionych sanacyjnych polityków chce zrozumieć, dlaczego na Zachodzie rządy odgrywają coraz bardziej aktywną rolę w polityce gospodarczej. Prosi więc o rozmowę ekonomistę Ludwika Landaua. Ten opowiada oficjelowi o teorii efektywnego popytu, fazach cyklu koniunkturalnego oraz ich wpływie na poziom produkcji oraz bezrobocie. Ale szybko orientuje się, że te wyjaśnienia są zbyt teoretyczne. Landau postanawia posłużyć się plastycznym przykładem prowincjonalnego miasteczka. Takiego, jakich pełno było w II RP.

W tym miasteczku każdy jest u kogoś zadłużony. W końcu dochody niewielkie, pracy nie ma, a funkcjonować trzeba. Pewnego dnia do miasteczka przyjeżdża bogaty i religijny Żyd. Zatrzymuje się w lokalnym zajeździe i chcąc zachować czyste sumienie (zakaz noszenia pieniędzy w szabas), oddaje właścicielowi gospody na przechowanie banknot 100-dolarowy. W niedzielę rano musi jednak pilnie wyjechać i zapomina go odebrać. Po pewnym czasie oberżysta dochodzi do wniosku, że jego gość już nie wróci. I wykorzystuje banknot do uregulowania swojego długu u rzeźnika. Rzeźnik daje pieniądz żonie, która nie zastanawiając się długo, spłaca nim swoje zobowiązania u szwaczki. Szwaczka płaci komorne, a jej najemca cieszy się, bo może wreszcie odwdzięczyć się swojej kochance, z której „usług” zdecydowanie zbyt długo korzystał na kreskę. Ta banknotem płaci z kolei w gospodzie, gdzie czasem wynajmuje pokój. W ten sposób w ciągu ledwie kilku dni setka trafia z powrotem do właściciela gospody. Coś jednak się w miasteczku zmieniło. Długi zostały wyrównane i każdy może teraz patrzeć w przyszłość trochę bardziej optymistycznie. Najciekawsze, że swoją studolarówkę odzyskał nawet bogacz, który wrócił do oberży kilka tygodni później. Gdy tylko odebrał banknot, natychmiast odpalił od niego papierosa i mocno się zaciągnął. „I tak był fałszywy” – wyjaśnił swoje nonszalanckie zachowanie skonfundowanemu karczmarzowi.

Gdy Landau skończył opowiadać tę historię, dostrzegł krople potu na twarzy sanacyjnego polityka. Ten najwidoczniej nadal miał problem ze złapaniem jej sedna. Ale wkrótce na jego twarz powrócił uśmiech. „Aha! Od początku wiedziałem, że z tym Żydem było coś nie tak!” – wykrzyknął, klepiąc Landaua po ramieniu.

Opisana tu dykteryjka – jak to dykteryjki – zapewne nie jest prawdziwa. Zmarły w czasie wojny Landau miał ją opowiedzieć Michałowi Kaleckiemu, który streścił ją z kolei swojemu uczniowi Kazimierzowi Łaskiemu. Łaski przywołał ją niedawno w trakcie rozmowy z ekonomistą z Uniwersytetu Londyńskiego Janem Toporowskim. Toporowski stwierdził natomiast, że jak ulał pasuje ona do opisania trwającej obecnie gorącej debaty na temat zadłużenia. I zrobił to w krótkim eseju, który niebawem ukaże się w jednym z brytyjskich periodyków ekonomicznych.

Zdaniem Toporowskiego większa część zachodniej opinii publicznej zachowuje się dziś dokładnie tak, jak ów sanacyjny polityk. Patrzymy na wielki kryzys zadłużeniowy, który od lat ciągnie w dół koniunkturę w większości gospodarek rozwiniętego świata. I powinno być dla nas doskonale widoczne, że znaleźliśmy się w sytuacji „kredytowego impasu” (sformułowanie ekonomisty Ralpha Hawtreya) lub „deflacji długu” (określenie Irvinga Fishera). Przekonanie, że świat siedzi na jednej wielkiej zadłużeniowej bombie, jest więc wszechogarniające. I sprawia, że firmy nie chcą pożyczać, a to fatalnie odbija się na aktywności ekonomicznej. I to nawet w warunkach rekordowo niskich stóp procentowych. Sama polityka monetarna banków centralnych już dawno przestała wystarczać. Przypomina ona „popychanie sznurka” (to z kolei określenie Keynesa), który wygina się na wszystkie strony, ale nie za bardzo chce przemieścić się tam, dokąd życzylibyśmy sobie go wysłać. Ot, i najkrótsza definicja trwającej już prawie od dekady „wielkiej stagnacji”.

Kluczem do wyjścia z sytuacji mogłoby stać się fundamentalnie odmienne spojrzenie na problem długu. Problem tylko w tym, że mainstream polityczny i ekonomiczny (zwłaszcza w Europie) zachowuje się dziś jak ów rozmówca Ludwika Landaua, który długą analizę sytuacji kończy kompletnie fałszywym wnioskiem: „Wiedziałem, że z tym Żydem jest coś nie tak”. Podstawmy w to miejsce Greka albo Niemca, a znajdziemy się w samym środku obecnej debaty o kryzysie zadłużeniowym w strefie euro.

Dlaczego tak jest? Fundamentalna przyczyna tkwi w tym, że nawet w debacie ekonomicznej dług traktowany jest jako problem nie tyle ekonomiczny, co moralny. Świetnie to widać w niektórych językach. Na przykład niemieckim, gdzie na określenie „długu” i „grzechu” istnieje jedno i to samo słowo Schuld. Po polsku też mówimy, że jesteśmy komuś „winni”. A wina to przecież, jak wiadomo, nic chwalebnego. Owszem, czasem każdemu się może przytrafić. Ale porządny człowiek powinien ją jak najszybciej zmazać. To znaczy spłacić zadłużenie.

Takie religijne pojmowanie długu przewija się również przy okazji ostatniego sporu wokół kolejnego pakietu pomocowego dla Grecji. Gdy analizuje się przebieg tegorocznych negocjacji pomiędzy trojką (a zwłaszcza Komisją Europejską) a rządem premiera Aleksisa Tsiprasa, widać, że chodziło tu o coś więcej niż tylko odzyskanie pieniędzy pożyczonych rządowi w Atenach. Grecję miało zaboleć. Bo długi trzeba spłacać. Bo skoro była wina, musi być i kara.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama