statystyki

Inwestorzy w Chinach mówią: Sprawdzamy

autor: Paweł Sołtys, Marek Tejchman29.07.2015, 07:40; Aktualizacja: 29.07.2015, 08:33

Nastroje inwestorów są słabe, ale to może być dobry moment, by kupować akcje - Sebastian Buczek,  prezes Quercus TFI, i Marek Rybiec,  prezes Skarbiec TFI.

Wczorajszy wynik szanghajskiej giełdy to 8,5 proc. spadku. Dotychczas z takim wynikiem mieliśmy do czynienia podczas największych kryzysów finansowych. Czy może to być początkiem chińskiego krachu?

S.B.: Ten spadek robi wrażenie, ale patrząc na stopę zwrotu od początku roku, to rynek chiński jest na plusie o 14 proc., a ostatnie 12 miesięcy to wciąż +60 proc. W Chinach następuje korekta ostatniego roku – w pewnym momencie wzrost sięgał 150 proc. W związku z tym nie dziwmy się, że teraz dynamicznie spada, choć w istocie spada znacząco.

Co może się wydarzyć, jeżeli chińskim władzom nie uda się ustabilizować sytuacji?

M.R.: To zdrowa korekta na niezdrowym rynku, choć do tej pory nie przeszkadzało to na nim zarabiać. Pamiętajmy, że w Chinach są dwa rynki – osobne dla chińskich i zagranicznych inwestorów. Tam gdzie inwestują Chińczycy, przecena była większa i to tam jest jakiś problem. Powstał duży bąbel w krótkim okresie.

Czy nierównowaga rynku chińskiego będzie przenosić się na świat, w tym także na naszą gospodarkę?

M.R.: Dopóki w Chinach działa obecny model ekonomiczny, nie będziemy wiedzieli, jak to wygląda w rzeczywistości. Według oficjalnych danych zadłużenie różnych obszarów chińskiej gospodarki to ok. 200 proc. PKB. To dużo, ale w USA oraz Europie jest zdecydowanie większe. Powstaje pytanie o prawdziwość tych danych.

S.B.: Ingerencja polityków w gospodarkę zawsze kończy się porażką. Od wielu lat inwestorzy mieli wątpliwości co do prawdziwości danych płynących z Pekinu. Władze chińskie chciały, aby wzrost PKB był na poziomie 7 proc., w związku z tym taki odnotowywano. A to, że zużycie prądu rosło o 2 proc., pokazywało, że w istocie coś jest nie tak. Teraz gdy to zaczyna być widoczne, rząd i bank centralny uciekają się do ciągłej interwencji, by zasypywać dziury. Chwilowo to pomaga, lecz z czasem inwestorzy zaczynają widzieć rzeczywistość. Kilka tygodni temu rynek gwałtownie się odbijał, teraz gwałtownie spada. 150 proc. wzrostu było bąblem spekulacyjnym. Władze chińskie wymyśliły sposób na to, aby pobudzić gospodarkę poprzez wzrost cen akcji i poczucie bogactwa. Azjaci lubią hazard, w związku z tym dali się w to wciągnąć. Teraz inwestorzy mówią „sprawdzam”. Obecnie nie inwestowałbym w chiński rynek.

Czy to drugie Lehman Brothers?

S.B.: Krążą różne legendy o tym, jak w rzeczywistości jest tam źle, niektórzy mówią, że będzie nawet gorzej. Uważam, że aż tak źle nie jest, a dobrym barometrem rzeczywistości jest zachowanie cen surowców. A te pokazują, że to zwykłe spowolnienie wzrostu gospodarczego.


Pozostało jeszcze 56% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane