statystyki

Działalność gospodarcza: Ustawodawca czuje się jak Zeus

autor: Dominika Sikora14.07.2015, 07:48; Aktualizacja: 14.07.2015, 10:31
Bank & Biznes dla Raiffeisen Polbank

Najpierw trzeba spojrzeć systemowo, wiedzieć, jaki system chce się mieć, a dopiero potem napisać spójne prawoźródło: Dziennik Gazeta Prawna

TOMASZ SIEMIĄTKOWSKI, FILIP GRZEGORCZYK: Z prawa jako instrumentu rozwiązywania problemów należy korzystać ostrożnie. Prawo powinno być rozważane jako instrument ostateczny, gdy jasne jest, że inne środki zawiodą

To nie jest tylko kwestia sformalizowania, a przynajmniej sformalizowanie nie jest problemem kluczowym. Zacznijmy od pojęcia działalności gospodarczej i przedsiębiorcy. W ujęciu modelowym trzeba dążyć do uregulowania tych pojęć w jednej ustawie – o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 584 – dalej: u.s.d.g.) i definicje te powinny być jednolite dla całego systemu prawa. Tak być powinno, ale nie zawsze się tak da. Przykładowo definicja przedsiębiorcy na gruncie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów jest szersza, bo musi być szersza. Innym usprawiedliwionym wyjątkiem co do definicji przedsiębiorcy jest art. 431 kodeksu cywilnego, gdzie mowa o działalności gospodarczej i zawodowej, która oczywiście mieści się w działalności gospodarczej według u.s.d.g. Jest to jednak wymuszone unijnymi regulacjami dotyczącymi ochrony konsumentów i w takiej sytuacji prawodawca polski nie ma wyjścia.

Natomiast generalnie zdiagnozować tu można dwa problemy. Pierwszym jest tworzenie równoległych definicji pojęć prawnych na potrzeby prawa podatkowego – w efekcie zawsze trzeba stawiać pytanie o to, czy mówimy po prostu o działalności gospodarczej, czy może o działalności gospodarczej na gruncie prawa podatkowego. Drugi problem to brak spójności pomiędzy aktami prawnymi wynikający z różnego autorstwa ustaw. Jakimś cudem działalność lecznicza nie jest działalnością gospodarczą, działalność w sferze kultury także, chociaż obie są zorganizowane, ciągłe, zarobkowe i polegają na świadczeniu usług.

Źródła problemów są trzy: resortowość (każdy resort tworzy rozwiązania dla siebie), brak korekty systemowej (nikt faktycznie nie sprawdza, jak proponowane regulacje mają się do całego systemu), niska jakość legislacyjna poszczególnych aktów (nieprzestrzeganie reguł techniki prawodawczej). Generalnie rzecz ujmując, smutna to rzeczywistość, gdy prawnicy zamiast interpretować normy prawne, zajmować się muszą chaosem stworzonym przez ustawodawcę. Trudno zrozumieć, dlaczego na gruncie ustawy – Prawo energetyczne funkcjonuje pojęcie przedsiębiorstwa energetycznego, chociaż wszyscy zgodnie twierdzą (łącznie z ustawodawcą), że chodzi o podmiot, czyli przedsiębiorcę energetycznego. Trudno zrozumieć, dlaczego w ustawie o działalności leczniczej pojawia się podmiot leczniczy, który wcale nie musi być podmiotem prawa. Przecież to są absurdy.

Co do ewidencji, to wystarczy wskazać na symboliczny problem dualizmu. Podział przedsiębiorców na wpisywanych do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz do Krajowego Rejestru Sądowego nie ma logicznego uzasadnienia. Ale przecież gospodarzami ustaw regulujących te kwestie są różni ministrowie (CEIDG – gospodarki, KRS – sprawiedliwości). To kolejny przejaw resortowości. Notabene przedsiębiorcy będący osobami fizycznymi i prowadzący przedsiębiorstwo w małym rozmiarze wcale nie musieliby wpisywać się do CEIDG. Uzyskanie wpisu do urzędu skarbowego byłoby wystarczające. A pozostali mogliby się wpisywać do KRS. Czy w tym kontekście CEIDG naprawdę jest potrzebna?


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane