statystyki

Demokracja poległa w starciu z kapitalizmem

autor: Rafał Woś12.07.2015, 15:00; Aktualizacja: 12.07.2015, 16:55
Wolfgang Merkel, fot David Ausserhofer, mat prasowe

Wolfgang Merkel niemiecki politolog. Pracuje w Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung (WZB) oraz na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Zajmuje się tam badaniami porównawczymi systemów demokratycznych. Merkel przyjechał do Polski na zaproszenie Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a i Fundacji Ebertaźródło: DGP
autor zdjęcia: David Ausserhofermat prasowe

Nasz system popadł w tarapaty nie z powodu przerośniętego państwa, lecz dlatego że zatriumfował neoliberalizm. Zderegulował gospodarkę i pozwolił kapitałowi hulać po świecie bez oglądania się na konsekwencje dla społeczeństw - uważa Wolfgang Merkel, niemiecki politolog.

Reklama


Czy demokracja i kapitalizm są do pogodzenia?

Takiej pewności nie ma. I nigdy nie było.

Jak to? Moje pokolenie wychowywano w przekonaniu, że wolnorynkowa demokracja dominująca w zachodnim świecie to rozwiązanie idealne. I tylko patrzeć, aż ten model zwycięży w skali całego globu.

Temat kompatybilności demokracji i gospodarki rynkowej wałkujemy od 200 lat. Już jeden z pierwszych analityków kapitalizmu Karol Marks miał co do tego dopasowania wielkie wątpliwości. W czasie Wielkiego Kryzysu wiele demokracji nie potrafiło wytrzymać różnorakich presji generowanych przez kapitalizm i w końcu pękły, torując drogę ustrojom antydemokratycznym, choćby takim jak nazizm. Dopiero po 1945 r. nastąpił okres udanej koegzystencji obu systemów, przynajmniej w ramach rozwiniętego Zachodu. Ale to był okres krótki. Krótszy, niż się niektórym wydaje.

Kiedy się skończył?

Mówiąc, że pana pokolenie wychowywano w przeświadczeniu o pełnej zgodności kapitalizmu i demokracji, odnosi się pan zapewne do okresu, gdy tej zgodności już dawno nie było.

Mówię o latach 90.

Dominująca wtedy opowieść o braku alternatywy dla wolnorynkowej liberalnej demokracji była tak naprawdę przejawem braku równowagi. Faktycznie był to okres, w którym, i owszem, triumfował kapitalizm, ale demokracja coraz bardziej przeistaczała się w szarą myszkę.

Jak to?

Przyjrzyjmy się tym obu procesom, a zobaczymy nierównowagę. Stosunkowo łatwo pokazać postępujący triumf kapitalizmu. I nie chodzi wyłącznie o to, że po upadku ZSRR zniknęła jedyna konkurencyjna wobec kapitalizmu forma ustroju gospodarczego. Polecam wziąć do ręki głośny raport komisji trójstronnej z 1975 r. firmowany m.in. przez amerykańskich politologów Samuela Huntingtona oraz Zbigniewa Brzezińskiego. Tekst nosił tytuł „Kryzys demokracji”, a jego autorzy odpowiadali, że aby ten kryzys przezwyciężyć, należy ograniczyć rolę państwa w wielu dziedzinach życia. Zwłaszcza w gospodarce. Gdy się dziś patrzy na ten raport, to naukowca ogarnia zazdrość. Bo w ciągu następnych 20 lat większość postulatów Huntingtona i spółki została wcielona w życie. W całym zachodnim świecie – od krajów anglosaskich po Skandynawię – mieliśmy postępującą deregulację gospodarki i wielki trend na obniżkę podatków. Do tego doszedł konsensus waszyngtoński, a więc zestaw jeszcze dalej idących liberalnych dyrektyw dla krajów Drugiego i Trzeciego świata sformułowany i wymuszany przez międzynarodowe instytucje finansowe. Wszystkie te trendy łączył jeden fakt: były wyjątkowo korzystne właśnie dla kapitału. Deregulacja umożliwiła mu swobodny przepływ w skali globalnej oraz osiąganie większych przychodów. A niższe podatki sprawiały, że kapitał mógł coraz większą ich część zachować dla siebie. Czy w takiej sytuacji można mówić o czymś innym niż triumf kapitalizmu, a więc systemu, w którym kapitał jest wartością najważniejszą?

A co z demokracją?

Ona nie może się pochwalić nawet drobną częścią takich sukcesów, jakie odniósł kapitalizm. Jeżeli zastosujemy kryteria mniej wymagające i będziemy szukać demokracji przedstawicielskich, a więc takich, gdzie regułą są wolne wybory, to takich krajów znajdziemy ponad 120 na ponad 200 istniejących. Gdyby jednak te kryteria zaostrzyć i pytać o liberalne demokracje oparte na praworządnym systemie, to będzie ich już tylko 60.

Ale to nadal więcej niż w czasach zimnej wojny.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (2)

  • J.M.(2015-07-13 08:18) Zgłoś naruszenie 10

    Po wojnie kapitalizm musiał się liczyć z istnieniem Związku Radzieckiego i dlatego zachodnie
    demokracje były atrakcyjne. Obecnie kapitalizm opanował świat i pokazuje swoje prawdziwe
    XIX wieczne oblicze , bo nikt i nic im nie grozi . To już ćwiczyliśmy , ale poprzednie rewolucje
    zastąpił terroryzm i państwo islamskie , które coraz częściej wspierają ludzie wychowani w
    naszej kulturze i zaczyna to być groźne.

    Odpowiedz
  • antyscojalista(2015-07-12 17:32) Zgłoś naruszenie 11

    Bardzo dobrze, gdy demokracja oddaje pola kapitalizmowi. Chiny są przykładem absolutnie numer jeden, że kapitalizm powoduje bardzo szybki wzrost gospodarczy i demokracja nie jest tutaj do niczego potrzebna.
    Władze w Pekinie twardo patrzą na wykresy i wskaźniki, nie na głos i postulaty obywateli. Dokładnie odwrotnie, niż w starej UE czy Kanadzie. Efekty tego doskonale widać w zestawieniu pozycji Chin 25 lat temu i dziś oraz np. Szwecji 25 lat temu i dziś.
    Gospodarka, przede wszystkim gospodarka! Chińczyczy rządzą zapatrzeni w wykresy i wskaźniki, głusi na jakiejś tam oczekiwanie i postulaty słabszych warstw. Szwedzi postępują dokładnie odwrotnie. Będąc w Kantonie, Szanghaju, Pekinie na własne oczy widziałem efekty tego i porównałem je z tym, co widziałem w Sztokholmie, Kirunie, Malmoe czy Goeteborgu. To jest coś, jak Opel Corsa przy Mercedesie SLK.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane