statystyki

10 przykazań światowej gospodarki to mit. Tak kończy się konsensus waszyngtoński

autor: Rafał Woś28.06.2015, 19:00; Aktualizacja: 28.06.2015, 20:49
Christine Lagarde w czasie niedawnej wizyty w Brukseli wygłosiła przemówienie „Czas na podniesienie wszystkich łodzi”. Szefowa MFW kilka razy wspomniała o konieczności budowy „nowego konsensusu”. Takiego, który w sposób aktywny walczy z nierównościami

Christine Lagarde w czasie niedawnej wizyty w Brukseli wygłosiła przemówienie „Czas na podniesienie wszystkich łodzi”. Szefowa MFW kilka razy wspomniała o konieczności budowy „nowego konsensusu”. Takiego, który w sposób aktywny walczy z nierównościamiźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Tomohiro Ohsumi

No i nie ma już konsensusu waszyngtońskiego. Wystarczyło kilka lat testowania go na skórze pierwszego świata, by większość filarów tego potężnego ekonomicznego dekalogu została sfalsyfikowana. I całe szczęście. Tylko kiedy to dotrze do świadomości opinii publicznej?

Konsensus waszyngtoński to było coś na kształt dziesięciu przykazań na miarę naszych czasów. Za autora tego pojęcia uchodzi angielski ekonomista John Williamson, bo to on posłużył się nim na jednej z konferencji odbywającej się gdzieś pod koniec lat 80. Ale Williamson tylko spisał i usystematyzował to, co przez dobrych 20–30 lat traktowane było jako powszechnie obowiązująca instrukcja obsługi do zbudowania „dobrej gospodarki”.

Swoją siłę i autorytet konsensus zawdzięczał Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. I dlatego był on waszyngtoński – siedzibą MFW jest właśnie amerykańska stolica. Znaczenie konsensusu polegało na tym, że nie była to kolejna ogólna strategia rozwoju, z której politycy mogą, ale nie muszą skorzystać. Było dokładnie odwrotnie. Waszyngtoński dekalog wprowadzono w wielu krajach peryferyjnych w wersji maksymalistycznej. Jego przykazania nie były narzucane wprost. Zazwyczaj sprawa nie musiała nawet stawać na ostrzu noża. Wystarczyła mieszanka zachęt miękkich (stypendia, analizy, granty badawcze dla ekonomistów, polityków i dziennikarzy) i twardych (pomoc finansowa w zamian za obietnicę prowadzenia „odpowiedzialnych” reform). A także serii pomocniczych rankingów (jak choćby Doing Business Banku Światowego), który tworzył wśród krajów poddanych reżimowi konsensusu swoisty wyścig szczurów. Według zasady: „Słowacy już zliberalizowali to i tamto, wpuścili tyle i tyle kapitału. A my?”. Kto nie wierzy, niech porozmawia z przedstawicielami polskich elit politycznych (dowolnej opcji) odpowiedzialnymi za kontakty z międzynarodowymi instytucjami finansowymi w czasach transformacji. Zapewne bardzo szybko opowiedzą wam o tym, że choć oczywiście sami pisali polskie reformy, to doskonale wiedzieli, że ich pole manewru jest niewielkie.

Dekalog się kruszy

Pokażmy to na konkretach. Pierwsze przykazanie konsensusu brzmi: nie będziesz utrzymywał wysokiego poziomu długu publicznego do PKB. Korzeniami ta reguła sięgała latynoskich kryzysów zadłużeniowych z lat 70. i 80. Zachodni wierzyciele, przerażeni, że mogą nigdy nie odzyskać swoich pieniędzy, zaczęli stawiać warunki dłużnikom. Owszem, będą nowe pieniądze, ale pod warunkiem że będziecie sumiennie spłacać te wcześniejsze pożyczki. Szczególną rolę w promowaniu tego przykazania odegrała rodząca się na początku lat 90. Unia Europejska. Ekonomiczni doradcy przywódców najważniejszych europejskich gospodarek dokonali tu brawurowego połączenia tego waszyngtońskiego przykazania z niemiecką tradycją ordoliberalną. Ta ostatnia głosiła, że gospodarka musi się rozwijać w oparciu o zestaw żelaznych reguł. To stąd wzięła się reguła zadłużeniowa (60 proc. długu publicznego i 3 proc. deficytu) w traktacie z Maastricht.

Jednak to dopiero początek. Drugie przykazanie brzmi bowiem: nie będziesz marnował publicznych pieniędzy na świadczenia socjalne, subsydia i tym podobne bzdury. Publiczny grosz powinien trafiać do tych, którzy potrafią go najskuteczniej pomnożyć. A więc na ulubione przez biznes inwestycje prowzrostowe. Na przykład w infrastrukturę i rozwój przedsiębiorczości. To przykazanie miałoby pewnie sporo sensu, gdyby nie reguła numer trzy, która brzmi: najlepsze podatki to podatki niskie i płaskie. Co do zasady grosz pomnożony dzięki inwestycjom publicznym nie powinien bowiem trafić z powrotem do publicznej kiesy, tylko pozostać w rękach prywatnych. Ale i to można by jeszcze przeboleć, licząc na pobudzenie konsumpcji, a co za tym idzie – całej koniunktury. Spójrzmy jednak na przykazania numer jeden (zakaz nadmiernego długu publicznego) i trzy (zakaz podnoszenia podatków). Co to oznacza? Tyle że w warunkach ostrego kryzysu państwo jest po prostu bezbronne. Nie ma środków, by stabilizować koniunkturę z pomocą zwiększonych wydatków. Odwrotnie, kraj pozostający w zgodzie z konsensusem waszyngtońskim musi ciąć wydatki. A jeśli nie chce zgrzeszyć przeciw drugiemu przykazaniu (inwestycje prowzrostowe mają pierwszeństwo), będzie ciął po najsłabszej części społecznej tkanki. A więc po wydatkach socjalnych.

Przykazań szóstego (będziesz liberalizował handel międzynarodowy), siódmego (kochaj inwestycje zagraniczne jak siebie samego) i ósmego (sprywatyzujesz przedsiębiorstwa państwowe) tłumaczyć raczej nie trzeba. W końcu mieliśmy je dobrze przerobione przez pierwsze 25 lat historii III RP. Owszem, przyciągając sporo kapitału zagranicznego, ale jednocześnie tracąc dużą część potencjału przemysłowego odziedziczonego po poprzednim ustroju. I ostatecznie sadowiąc się w niezbyt perspektywicznym miejscu międzynarodowego łańcucha produkcji. Czego konsekwencją jest dosyć niski poziom płac – czyli jedna z największych słabości polskiej gospodarki. Ale to nie koniec przykazań. Dziewiąte głosi jeszcze, że najlepszy rynek to rynek zderegulowany. No i dziesiąte: prawo własności jest święte. Tak żeby nie było wątpliwości, kto tu rządzi.

Zareformować na śmierć

Takich, którzy krytykowali konsensus, było wielu. Dopóki przychodzili spoza ekonomii – jak Naomi Klein – ich nieprawomyślny głos można było jeszcze złożyć na karb nieznajomości gospodarki. Stopniowo wątpliwości zaczęło mieć jednak coraz więcej zawodowych ekonomistów. „Odwiedziłem kiedyś pewien niewielki kraj w Ameryce Łacińskiej, w którym przyjął nas tamtejszy minister finansów. Z dumą prezentował nam, jakie to kolejne generacje wolnorynkowych reform wprowadził w życie jego kraj. Problem polegał na tym, że niewiele z nich wynikało. Wzrost gospodarczy był znikomy, inwestycje pozostawały na bardzo niskim poziomie, a nierówności społeczne się zwiększały” – opowiadał w rozmowie z DGP Dani Rodrik z Uniwersytetu Princeton, autor wydanej tuż przed wybuchem kryzysu 2008 r. książki „Jedna ekonomia, wiele recept”.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (9)

  • Szofer(2015-06-29 06:53) Zgłoś naruszenie 00

    To puste z czego i Salomon nie naleje to sami stworzyli,przecież gospodarka sterowana tym systemem nie miała prawa długo przetrwać, chyba że 10 lat temu wiedzieli na 1000% że będą zasiedlać inną planetę w ciągu 2 lat.

    Odpowiedz
  • "Czas na podniesienie wszystkich lodzi"(2015-06-29 03:58) Zgłoś naruszenie 00

    "Czas na podniesienie wszystkich lodzi" to powinno byc haslo wszystkich partii w kampanii wyborczej oraz jego odpowiedzialne i madre przekucie na odpowiednie programy spoleczno-gospodarcze.

    Ciesze sie. Ida lepsze czasy dla wschodniej Unii Europejskiej /kraje postkomunistyczne/.

    Odpowiedz
  • Dość zlodzijstwa(2015-06-29 04:12) Zgłoś naruszenie 00

    RE zwalcza socjalizm,. Lichwa tu daje,

    Odpowiedz
  • adam(2015-06-28 19:41) Zgłoś naruszenie 00

    Cały ten dekalog, choć nie w tak zironizowanej formie, jest w dalszym ciagu aktualny. To, że nie jest przestrzegany, to osobna historia i jednocześnie przyczyna słabego wzrostu giospodarek zachodu. Bo w wiodących krajach Azji płd wsch jest stosowany !!!

    Odpowiedz
  • zwalczam socjalizm(2015-06-28 21:33) Zgłoś naruszenie 00

    Kompletna bzdura rodem z lewackiego squotu. Konsensus Waszyngtoński rozpędził gospodarki wielu krajów do niespotykanego wcześniej tempa, jedynie SOCJALIŚCI zaczęli hamować i psuć. To co zaczęli na samym początku wyprawiać Francuzi za Mitteranda czy Szwedzi za Palmego było właśnie proszeniem się o budżetowe kłopoty. Obecnie mocowanie się z KW uprawia węgierski dyktatorek gulaszowy nazwiskiem Orban. W Polsce zamierza to zrobić PiS. Jeśli się na to zgodzimy, skończymy jak Węgrzy z VATem 27% i jak Francuzi z długiem publicznym dobijającycm do 100% PKB. USA też już są na tej drodze, bo mają za prezydenta neomarksistowskiego szarlatana.

    Odpowiedz
  • rudy z budy(2015-06-28 22:45) Zgłoś naruszenie 00

    re: zwalczam socjalizm - węgierską gospodarkę w czasach poprzedników Orbana, właśnie postkomuchów i socjalistów konsensus waszyngtoński wpędził w totalny kryzys

    Odpowiedz
  • pinokio(2015-06-29 00:03) Zgłoś naruszenie 00

    jaki dekalog,dyktat ssameryki ,czas kapoki kupowac.

    Odpowiedz
  • Sender+(2015-06-29 12:37) Zgłoś naruszenie 00

    Masoneria światowa znowu się pogubiła w swoich pomysłach. Chcieli być bogami, a wyszło jak zawsze. Wprowadzili chaos gospodarczy, szantażowali rządy i ograbili budżety państw, zniszczyli wiele narodowych gospodarek, utrzymują presję wobec narodów, ogromne zadłużenie i niepewność. Rozwiązaniem praktykowanym przez nich zakulisowo przez historię było zawsze wywołanie większego chaosu czyli rewolucji lub wojny. To pozwalało im zachować na świecie wpływy, władzę i osiągnąć wymierne korzyści materialne.

    Odpowiedz
  • gsds(2015-10-30 09:52) Zgłoś naruszenie 00

    Konsensus waszyngtoński to łupienie słabych gospodarek przez obcy kapitał. Koniec kropka.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane