Jerzy T. Pieróg radca prawny Biorąc pod uwagę obecny stan rozwoju gospodarczego kraju, dotychczasowy próg na poziomie 6 tys. euro należy uznać za dość niski. Kwotą optymalną wydaje się natomiast 14 tys. euro, czyli proponowany przez ustawodawcę nowy próg, po przekroczeniu którego należy stosować prawo zamówień publicznych . Druga propozycja zmian polega na likwidacji progu 60 tys. euro i również ją należy ocenić pozytywnie. W moim przekonaniu był to próg zbędny zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców. Progu poniżej 60 tys. euro nie regulowały Dyrektywy Unii Europejskiej, a zatem nie było sensu jego utrzymywania. Ustanowienie tylko jednego progu powyżej 14 tys. euro, czyli poziomu 137 tys. lub 211 tys. euro jest pomysłem bardzo dobrym. Stosowanie procedur uproszczonych jest bowiem sensowne dla zamówień o wartościach między 14 tys. euro a progami unijnymi. Ze zmianami progów zupełnie niepotrzebnie powiązana jest jedna zmiana niekorzystna. Chodzi o prawo wykonawców do korzystania ze środków ochrony prawnej, czyli zrezygnowanie z odwołań i skarg przy procedurze uproszczonej. W proponowanych przepisach przewiduje się skrócenie terminów, m.in. na składanie ofert, pomijając fakt, że wykonawca też przecież potrzebuje czasu na prawidłowe przygotowanie oferty i wyliczenie ceny. A zatem chce się ułatwić postępowanie tylko zamawiającym, a nie wykonawcom. Przyspieszając postępowanie, nie powinno się przy okazji redukować uprawnień wykonawców, oczekując jednocześnie od nich dużej sprawności organizacyjnej i rzetelnych ofert. Rezygnacja z ochrony prawnej może w efekcie powodować negatywne skutki dla obu stron. Wykonawcy nie będą mogli skutecznie bronić swoich praw, a sam protest nie jest wystarczający. Trudno dziś uznać za skuteczną obronę wniesienie sprawy do sądu cywilnego, ponieważ termin rozpatrzenia sprawy może być na tyle odległy, że jej rozpatrzenie będzie bezprzedmiotowe, ponieważ przetarg zostanie rozstrzygnięty, a zamówienie wykonane. A zatem wykonawcy nie będą mogli dochodzić swoich praw i będzie to dla nich dużym utrudnieniem w dostępie do zamówień publicznych. Dotyczy to głównie małych i średnich przedsiębiorstw, ponieważ to one startują w przetargach na zamówienia o mniejszych wartościach. Pozbawia się je instrumentu, który pozwalał rzetelnie i skutecznie rywalizować na rynku zamówień. Jeśli chodzi natomiast o zamawiających, to rzeczywiście mogą zyskać trochę czasu. W praktyce jednak odwołań, które wstrzymują realizowanie zamówień, jest niewiele. Ponadto na rozpatrzenie odwołania zespół arbitrów ma 15 dni, co nie wydłuża nadmiernie postępowania. Na etapie przygotowania postępowania czy oceny ofert często marnuje się dużo więcej czasu. Niezrozumiałe jest więc odebranie wykonawcom uprawnienia w celu zaoszczędzenia kilkunastu dni, o które ewentualnie byłoby przedłużone postępowanie w przypadku skorzystania przez wykonawców z ich uprawnień. Kolejnym negatywnym skutkiem może być to, że zamawiający, nie mając nad sobą bezpośredniej kontroli, mogą zacząć nadużywać swoich uprawnień, co przyniesie szkody całemu systemowi zamówień publicznych.