statystyki

Koźmiński: Nadchodzi groźny Hektor

autor: Andrzej Koźmiński27.04.2015, 07:40; Aktualizacja: 27.04.2015, 09:15
Koźmiński Andrzej, fot. Wojtek Górski

Koźmiński Andrzej, fot. Wojtek Górskiźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Niedawno prasa doniosła, że niemieccy naukowcy z Uniwersytetu w Bielefeld zbudowali Hektora, robota posiadającego samoświadomość, zdolnego do odczuwania emocji, wyposażonego w sieć neuronową pozwalającą na tworzenie i komunikowanie abstrakcyjnych idei.

Reklama


Przygotowywana jest kolejna wersja umożliwiająca Hektorowi tworzenie modeli innych robotów. Po drugiej stronie Atlantyku Elon Musk, największa gwiazda przedsiębiorczości technologicznej, sformułował znamienne ostrzeżenie, że w niedalekiej przyszłości największym zagrożeniem dla ludzkości staną się autonomiczne systemy robotów wyposażonych w samoświadomość, „osobowość” i zdolnych do realizacji własnych celów. Można przypuszczać, że w supertajnych laboratoriach wojskowych powstają znacznie silniejsi i bardziej zaawansowani kuzyni Hektora przygotowywani na przyszłe wojny. Wzmianki o tego typu systemach można było spotkać już w latach 60. w książkach giganta science fiction Stanisława Lema. Jak do tej pory spełniło się bardzo wiele przepowiedni Lema, takich jak materiały biointeraktywne i inteligentne, nano- i biotechnologie, megasieci informacyjne i wiele innych. Wygląda na to, że tak samo będzie z autonomicznymi systemami.

Wielokrotnie spotkałem się z opiniami, że to chore science fiction. Często pochodzą one od stąpających po ziemi ekonomistów, takich jak np. dwaj uznani autorzy amerykańscy, Frank Levy i Richard Murnane. W książce wydanej zaledwie dziesięć lat temu zapewniali, że prowadzenie samochodu na zatłoczonej ulicy jest zadaniem tak skomplikowanym, że komputer z pewnością nie zdoła mu podołać. Podobnie jeszcze w latach 70. Herbert Simon, laureat Nobla, twórca pierwszego systemu sztucznej inteligencji i szachista, przekonywał, że komputer nie będzie w stanie wygrać z arcymistrzem. Już w 1996 r. Deep Blue IBM wygrał z Garrim Kasparowem, który zauważył głęboką inteligencję i kreatywność w ruchach maszyny, spowodowane m.in. modyfikacjami kodu wprowadzanymi między partiami po to, by maszyna lepiej rozumiała styl gry Kasparowa. Ze względu na taki konserwatyzm, nieobcy najwybitniejszym umysłom, bywamy zaskakiwani przez nowe technologie, które w ekspresowym tempie likwidują całe przemysły i grupy zawodów, zastępując je innymi, przeważnie jednak już w innym wymiarze i na innym poziomie. Dlatego warto posłuchać Elona Muska i zastanowić się nad ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami kolejnych etapów rozwoju IT reprezentowanych przez Hektora i jego rodzinę.

Przeprowadzona w USA analiza 700 różnych zawodów wykazała, że 47 proc. ogółu zatrudnienia może zniknąć w wyniku automatyzacji. Dlaczego nie znika? Dlaczego wydajność nie rośnie na skutek stosowania nowych technologii? Na tym polega sformułowany jeszcze w końcu lat 80. i nierozwiązany w pełni do dzisiaj paradoks Solowa, laureata Nobla w dziedzinie ekonomii. Wiele wskazuje na to, że przyczyną jest rosnąca podaż i malejąca cena pracy w skali globalnej, a zwłaszcza w Trzecim Świecie, dokąd przenosi się produkcja z krajów rozwiniętych. Tam zaś z kolei oferowane są proste i nisko płatne prace usługowe, których jak na razie nie opłaca się automatyzować: domena prekariatu. W warunkach nadmiaru pracy i deflacji trapiącej rozwinięty świat wynagrodzenia tej grupy nie będą rosły. Szybkiej erozji ulegają natomiast ekonomiczne podstawy klasy średniej. Prostsze czynności nadzorcze, kontrolne, analityczne, sprawozdawcze, kalkulacyjne, inwentaryzacyjne, a nawet negocjacyjne są przejmowane przez systemy złożone w coraz większym stopniu z komunikujących się ze sobą maszyn (M2M).

Oznacza to pogłębiającą się polaryzację populacji zatrudnionych. Z jednej strony obejmuje ona stosunkowo wąską, choć rosnącą, grupę przedsiębiorców, inwestorów i innowatorów, wynalazców, uczonych, projektantów i inżynierów systemów, specjalistów od komunikacji i marketingu oraz wszelkiego rodzaju poszukiwanych ekspertów. Ich już wysokie wynagrodzenia i przywileje będą szybko rosły, znacznie powyżej tempa wzrostu gospodarek, bo to oni stanowić będą paliwo ekonomicznego sukcesu. Z drugiej strony zatrudnienie obejmie migrującą, nisko płatną i pozbawioną przywilejów niewykwalifikowaną siłę roboczą. Niezależnie od zagrożeń równowagi społecznej prekariat nie dostarczy wystarczających popytowych bodźców rozwoju i stabilność systemu stanie pod znakiem zapytania. Technologia jest jednak zarówno źródłem zagrożeń, jak i szans. Szanse polegają na tym, że zautomatyzowane systemy generują nowe rodzaje produktów przeznaczonych na globalny rynek, takich jak np. zaawansowane usługi telekomunikacyjne, gry komputerowe czy edukacja online. Są one w stanie wzbudzać nowe, potężne strumienie popytu w skali globalnej, a tym samym stymulować wzrost. Tylko czy kolejne generacje Hektorów nie wyłamią się z tego porządku?


Pozostało jeszcze 32% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (1)

  • Margot & George(2015-05-19 00:14) Zgłoś naruszenie 00

    Profesor Kozminski to intelektualny żartowniś i jak zwykle, z erudycyjnym wdziękiem kpi z niepewnych losów ludzkosci (‘niepewne’ - to znaczy nie wynikajace z prostych ekstrapolacji). Jeszcze niedawno kpiarz Kozminski w ‘Chuck Norris Nadchodzi’ (Rzeczpospolita, 15 maja 2013), straszył polską publiczność zalewem pop-kultury ‘Made in USA.’ Dzisiaj, kolejnym Jezdzcem Apokalipsy Kozminskiego, jest hipotetyczny ‘Hektor’, skonstruowany przez sprytnych Niemiaszkow (ktorzy byli swietnie przygotowani do dwoch wielkich wojen, i obydwie przegrali). Takie pomysły juz jednak były, i to wielokrotnie, np Golem - antropomorficzna konstrukcja wg etymologi hebrajskiej. Kolejny przykładem może być ‘Robot’ wydumany przez racjonalnych i ateistycznych Czechow. A wszyskie te konstrukcje, w czasowej przestrzeni cywilizacji, mialy wspolny cel – poskromienie niedowiarkow, dla ktorych pieklo i niebo (w jakiejkolwiek wersji religijnej), bylo zbyt odlegle. W Hinduizmie występuje bogini Kali - Krolowa Smierci, a we wspolczesnej mitologii miejskiej funkcjonuje ‘Bogeyman’, ktory straszy dzieci w krajach anglosaskich. Jak to więc jest z nadchodzaca supremacją inteligentnych robotow? Słabość tej koncepcji ujawnia sie nie w swiadomosci indywidulanej (z ktorą nie zamierzam dyskutować), ale w braku swiadomosci zbiorowej (kolektywnej). Wydaje sie, ze swiadomosc zbiorowa jest tym wyroznikiem ludzkosci, ktory zapewnia przewage nad swiatem zwierzat czy robotow. Jest tak dlatego, ze swiadomosc zbiorowa, jako komponent kohesywnosci, opiera sie na kulturze i ciaglosci historycznej. Zastanawiam sie, dlaczego Kozminski, humanista i ekspert od zarzadzania, pomija prostą kwestię niedoskonalosci w zarzadzaniu ludźmi tzn bezrobociem, kiedy wiadomo, że dla kazdego czlowieka można znaleźć pozyteczne zajecie, a tym samym miejsce w spoleczenstwie. Wiadomo, ze nowe technologie pochłaniają miejsca pracy. Jednak nie jest to do konca takie oczywiste. One raczej wymuszaja pewne ‘przesuniecia’, które, ze wzgledu na tradycyjna opieszalosc zmian społecznych, nastepuja z opoznieniem. Tak bylo od zarania, kiedy nastepowal podzial pracy, specjalizacja, i wprowadzanie nowych technologi. Stad tez aktem infantylnym wydaje sie niszczenie maszyn przez robotnikow w czasach Pierwszej Rewolucji Przemyslowej 18. wieku. Niewatpliwie, postepy w technologiach informacyjnych racjonalizuja zatrudnienie. Niedawno wykalkulowano, iz Centrum Finansowe w Londynie, aby podolac swoim zadaniom, bez udziału komputerow, musialoby zatrudnic cala ludnosc Zjednoczonego Krolestwa. Ta kalkulacja okazała się jednak nieprawdziwa, bo własnie do tego kraju masowo emigruja Polacy za praca, ktorej miało tam nie być z powodu nowych technologii. Co wiecej, rownie dobrze mozna powiedziec, ze wzrost wydajności, poprzez lepsze zarzadzanie, tez zabija miejsca pracy – kto jest winien? – oczywiscie ekspert od zarzadzania Kozminski! Kiedys mialem przyjemnosc rozmowy przy piwie z wyzszymi urzednikami (Gabinet Premiera) w administracji Rzadu Zachodniej Australii. Panowie mieli w klapach marynarek metalowa oznake z wyeksponowaną Zachodnią Australią, na tle pomniejszonej reszty Australii. Uprzejmie wyjasnili, ze przyczyna tej obrazkowej asymetrii wynika z faktu, iż 10% ludności zajmujacej 40% powierzchni wytwarza 25% przychodu z eksportu. Stad tez wynika konkluzja, ze dla Zachodniej Australii reszta Australii jest obciazeniem. Następna runda piw przyniosla kolejne rewelacje, mianowicie dla establishment’u spoleczenstwo Zachodniej Australii tez nie jest potrzebne. Nie wiadomo tylko kto mialby przetwarzac sztabki zlota na twarozek, bo historycznie, bezposrednio i bezskutecznie, zlotem usilowal się karmic Krol Midas. I tutaj dochodzimy do kwestii ‘prekariatu’, koncepcji wykreowanej przez profesora Guya Standing’a, prezesa Basic Income Earth Network. Wydaje sie, ze poza uzasadnieniem 'koniecznosci historycznej', brak ‘7 Gwarancji’ jako atrybutu prekariatu, ma dwa oblicza: zlotą klatką w Australii, gdzie 58% ludnosci jest na garnuszku panstwa; i siermiezny karcer III RP w postaci rent i emerytur, oraz statusu bezrobotnych przypominajacy Kapital Marksa. Cui bono?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama