statystyki

Potwór, który czai się w kopalniach

autor: Rafał Woś16.01.2015, 08:54; Aktualizacja: 18.01.2015, 10:05
Przeciwnicy związków zawodowych starają się przedstawić ruch pracowniczy jako aberrację, prowadzącą do uprzywilejowania jednych pracowników kosztem drugich

Przeciwnicy związków zawodowych starają się przedstawić ruch pracowniczy jako aberrację, prowadzącą do uprzywilejowania jednych pracowników kosztem drugichźródło: ShutterStock

Reakcja rządu i opinii publicznej na kryzys w polskim górnictwie to dość smutne widowisko. Czy niczego się nie nauczyliśmy przez te 25 lat budowania demokracji i kapitalizmu?

Ostatnie dni to coś jakby podróż w czasie do początków polskiej transformacji. Te same argumenty o nierentownych przedsiębiorstwach, które trzeba jak najszybciej zamykać, bo „przecież nie można wiecznie do nich dokładać”. To samo pozowanie polityków na twardzieli, którzy tym razem doprowadzą sprawę do końca, choćby nie wiem co. Ten sam wściekły atak opinii publicznej na związki zawodowe, czyli „roszczeniowców”, „święte krowy” i „darmozjadów”. Momentami można naprawdę uwierzyć, że cofnęliśmy się gdzieś do przełomu lat 80. i 90.

Tylko że my mamy rok 2015, a nie 1990. Wtedy – 25 lat temu – Polska była faktycznie w innym momencie swojego rozwoju. Miała za sobą wielką gospodarczą smutę lat 80. (pułapka zadłużeniowa plus ostra recesja). Stare elity polityczne straciły resztki legitymacji swojej władzy. A nowe nie miały ani doświadczenia, ani pomysłu na wyjście z sytuacji, poza skleconą naprędce i nieprzemyślaną terapią szokową realizowaną wedle zasady „skoro nie może być lepiej, niech przynajmniej będzie inaczej”.

Ale to już jest historia. Teoretycznie można by się spodziewać, że w 2015 r. rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej. Polska jest stabilną demokracją. Dołączyliśmy do zachodnich struktur integracyjnych (UE, NATO), które dają nam względne poczucie geopolitycznego bezpieczeństwa. Większa część klasy politycznej bardzo chętnie zwraca też uwagę na pozytywny bilans gospodarczy III RP. Przynajmniej gdy chodzi o podstawowe wskaźniki, takie jak PKB na głowę mieszkańca czy poziom eksportu. Mogłoby się też wydawać, że opiniotwórcze elity nauczyły się już trochę, na czym polega funkcjonowanie w warunkach kapitalizmu i demokracji. I umieją sprawniej niż w 1989 r. grać na tych skomplikowanych instrumentach. Tymczasem gdy przychodzi faktyczny spektakularny konflikt społeczny (taki jak ten z górnikami), rząd Ewy Kopacz łatwo wchodzi w buty swoich poprzedników z przełomu lat 80. i 90. I jedyne, co ma do powiedzenia niezadowolonym, to, że „pajacują” i że nie odda ani guzika, bo przecież (zwłaszcza te ekonomiczne) argumenty są po jego stronie. A opinia publiczna (w przeważającej części) zachowuje się, jakby została żywcem wyjęta z najgorszych czasów „Dziennika Telewizyjnego” – bezkrytycznie przyjmując rządowe argumenty, dorzucając co jakiś czas swoje „ostrzej z tymi darmozjadami!”. Coś tu jest zdecydowanie nie tak.

Monstrualne rachunki

Rentowność. To chyba w tym słowie skupia się całe nieporozumienie dotyczące sektora górniczego. Wedle rządowej opowieści polski węgiel jest „trwale nierentowny”. Kompania Węglowa przynosiła pod koniec 2014 r. 200 mln zł miesięcznej straty. Oznacza to, że „brak reformy to koszt 10–25 mld zł do 2020 r.” (to te 200 mln pomnożone przez pięć lat z niekorzystną dla KW „zakładką”, że straty mogą się jeszcze powiększyć). Dlatego rząd chce nierentowne kopalnie zamknąć. A oszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na inne cele. Na przykład na budowę „25–60 nowych szpitali”. Z pozoru wygląda to całkiem rozsądnie. Niestety, tylko z pozoru.

Bo co to znaczy, że przedsiębiorstwo nie jest rentowne? To znaczy, że po stronie „winien” jest zapisane więcej niż w rubryce „ma”. Nie chodzi jednak o jednorazowe potknięcie. Aby uznać przedsiębiorstwo za nierentowne, taki stan musi występować trwale. Inaczej będzie tylko brakiem płynności. A więc przejściowymi tarapatami, czyli doświadczeniem znanym doskonale wszystkim podmiotom działającym w każdej bez wyjątku biznesowej branży.

Załóżmy jednak nawet, że rację mają wszyscy ci, którzy twierdzą, że kłopoty polskich kopalni są chroniczne. A takie sytuacje, jak obserwowany kilka lat temu zwiększony popyt na węgiel – związany z gwałtowną podwyżką innych źródeł energii – był tylko łabędzim śpiewem sektora górniczego. I puśćmy w niepamięć niedawne zachwyty nad Kompanią Węglową (w 2012 r. firma została uznana na Forum Ekonomicznym w Krynicy za „najlepsze przedsiębiorstwo Europy Środkowo-Wschodniej). Słowem – przyjmijmy za dobrą monetę te wszystkie argumenty, że węgiel to skansen. Trudno, że nie ma na to jednoznacznych dowodów. I że wiele krajów rozwiniętych (nie tylko Polska, ale również Niemcy) nadal za jego pomocą zaspokaja większość swojego energetycznego zapotrzebowania. Pogódźmy się na chwilę z tym, że to nie my wyznaczamy energetyczne trendy w Unii Europejskiej. I że Europa idzie w kierunku odnawialnych źródeł energii. I że to tam (taka była decyzja polityczna Wspólnoty) płyną potężne środki publiczne. Może trochę w kierunku atomu (choć to się nie wszystkim w Unii podoba). Ale na pewno nie „czarnego złota”. W tym sektorze popyt na nie będzie spadał. Aż w końcu stanie się zupełnie marginalny. A górnicy prędzej czy później podzielą los kowali, wozaków albo tkaczy. Nie ma co czekać – trzeba uciekać z tego tonącego okrętu.

Problem jednak w tym, że nawet przy takim założeniu argument obecnej (i potencjalnej) nierentowności wydobycia polskiego węgla stoi na glinianych nogach. Bo zaprezentowany tu powyżej rachunek ekonomiczny miałby sens tylko przy założeniu, że polskie kopalnie byłyby podmiotami prywatnymi. Wtedy faktycznie kalkulacja jest prosta. Przynoszą stratę? Nie są przyszłościowe? Zamykamy! Ale polskie kopalnie skupione w Kompanii Węglowej są państwowe. Co oznacza, że przy ocenie sensowości utrzymywania tego sektora powinniśmy się zdecydować na inne, dużo szersze pole widzenia. I to przynajmniej kilka razy szersze.

Związkowcy od dawna próbują zwrócić na to uwagę, ale jakoś niewielu chce ich słuchać. A szkoda. Bo według Solidarności tylko w 2013 r. polska branża górnicza poniosła obciążenia podatkowe w wysokości 7 mld 152 mln 694 tys. zł. Bezpośrednio do budżetu państwa wpłynęło z kopalń nieco ponad 3 mld zł. Przeszło 872 mln zł tej kwoty to podatek dochodowy od osób fizycznych. Kolejne 142 mln to podatek dochodowy od osób prawnych. Firmy górnicze zapłaciły też wówczas prawie 2 mld zł w formie VAT. A dodać należy, że sprzedaż węgla jest u nas opodatkowana najwyższą stawką VAT w Unii Europejskiej. W Polsce wynosi ona 23 proc. W Czechach i Hiszpanii jest to 21 proc., w Niemczech 19 proc., a w Wielkiej Brytanii 20 proc. Ale to wcale nie koniec. Związkowcy podkreślają, że do VAT, CIT i PIT dochodzi jeszcze akcyza oraz wypłata z zysku odprowadzana przez jednoosobowe spółki Skarbu Państwa. Jeszcze w 2011 r., który był ostatnim względnie dobrym rokiem dla branży przed załamaniem się światowego rynku węgla, spółki górnicze odprowadziły z tytułu wypłaty z zysku ponad 335 mln zł do państwowej kasy. W tym samym roku sama Kompania Węglowa wypracowała ponad 554 mln zł zysku netto. Prawie 80 mln z tej kwoty trafiło do budżetu.

Co to wszystko znaczy? Ano tyle, że z punktu widzenia stabilności finansów państwa sektor górniczy to bardzo dobry podatnik. Spółki węglowe nie mają np. możliwości uciekania przed polskim fiskusem do rajów podatkowych albo do firmowej centrali. A w przypadku działającego u nas kapitału zagranicznego takie sztuczki są niestety na porządku dziennym. Nie zapominajmy również o tym, że kompanie węglowe to tradycyjnie bardzo ważny płatnik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Na składki do ZUS, a także Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Funduszu Emerytur Pomostowych spółki węglowe przeznaczyły w 2013 r. ponad 3,6 mld zł. To nie są drobiazgi. Zwłaszcza jeżeli uznamy, że rozpowszechnienie się w Polsce elastycznych i pozakodeksowych stosunków pracy to poważny problem, skutkujący np. brakiem pieniędzy na świadczenia emerytalne. W tej sytuacji taki grzeczny – choć faktycznie ostatnio nieterminowy – płatnik wszelkiego rodzaju świadczeń, jak sektor górniczy, powinien być uważany nie tyle za balast, co raczej za stabilizator dla napiętych finansów publicznych państwa. Przyjęcie takiej optyki sprawia, że pieniądze wyłożone w tej czy innej formie na pomoc dla górnictwa nie tylko nie są marnowane, lecz zwracają się z nawiązką w innym miejscu w systemie. Lub przynajmniej pomagają w zachowaniu w nim kruchej, bo kruchej, ale jednak równowagi.


Pozostało jeszcze 56% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (5)

  • zdelegalizowaćZWIĄZKIzawodowe!(2015-01-18 11:00) Zgłoś naruszenie 00

    "Na składki do ZUS, a także Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Funduszu Emerytur Pomostowych spółki węglowe przeznaczyły w 2013 r. ponad 3,6 mld zł. To nie są drobiazgi."

    Co to są za brednie?! Jeśli podaje Pan kwotę, pieniędzy wpłacanych na ZUS to może by Pan to zestawił z kwotą jaką górnicy, emerytowani górnicy i górnicy na pomostówkach itp. pobierają z ZUSu? Proszę to wyliczyć i jeszcze raz się zastanowić dlaczego związkowcy są tak wściekle atakowani przez społeczeństwo? Dlaczego kasjerka w biedrze zarabiająca nieco ponad 1 tys. musi iść na emeryturę w wieku 67 lat bo w zusie nie ma kasy na wcześniejsze emerytury górników? O 13, 14, Barbórce i kupie węgla może tylko pomarzyć!
    Przypominam też, że w konstytucji jest taki zapis, że "wszyscy obywatele są równi wobec prawa", a nie że na Śląsku dopuszcza się istnienie jak Pan to określił "świętych krów".

    Odpowiedz
  • baca(2015-01-18 16:17) Zgłoś naruszenie 00

    Ten model jaki stworzył rząd jest patologią ! Po prostu Patologia Obywatelska .

    -Niestety Platforma Obywatelska ,ten rząd jest jak rodzina dysfunkcyjna , która nie potrafi realizować podstawowych działań i niczego nie jest w stanie dostrzec wokół siebie .

    Odpowiedz
  • Super drogi wegiel dla Polaków(2015-01-18 18:29) Zgłoś naruszenie 00

    Polaków sie robi w wała...

    Bo gigantyczna w stosunku do ceny na Świecie cena wegla w polsce zawiera w sobie cenę chyba wszystkich możliwych przekrętów...

    Odpowiedz
  • zniesmaczony(2015-01-18 23:52) Zgłoś naruszenie 00

    Brawo nasi bohaterowie górnicy.. a inne branże to nie płacą podatkow, zusow, vatow itd.? To jest obowiązek każdego pracujacego obywatela

    Odpowiedz
  • BRUNNER(2015-01-19 00:37) Zgłoś naruszenie 00

    System, pieniądze ZUS, optyka, nawiązka, równowaga. Panie kolego, daj Pan pospać dla równowagi.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane