Od jutra wchodzą w życie nowe przepisy pozwalające na korzystanie z amerykańskich usług telekomunikacyjnych, budowlanych i finansowych. To pierwsze konkretne kroki ze strony administracji Baracka Obamy po tym jak miesiąc temu oba kraje wznowiły stosunki dyplomatyczne po 50 latach przerwy. 

Amerykanie będą mogli podróżować na wyspę bez występowania o rządowe pozwolenie, o ile podróż służy jednemu z kilkunastu celów określonych w nowych przepisach. To między innymi chęć odwiedzenia rodziny. 1,7 mln amerykańskich obywateli pochodzi z Kuby lub ma kubańskie korzenie. Duża część z nich ma też rodziny na wyspie. 

Amerykanie odwiedzający Kubę będą mogli używać kard kredytowych wydawanych przez swoje macierzyste banki, do Stanów będą mogli wwieźć towary o wartości maksymalnie 400 dolarów na osobę, w tym cygara i rum za maksymalnie 100 dolarów. Z kolei na Kubę będą mogli przewieźć do 10 tysięcy dolarów. Łatwiejsze będą też przelewy na Kubę. Amerykańscy Kubańczycy będą mogli wysłać kwartalnie do 2 tysięcy dolarów. Do tej pory było to 500 dolarów.

Tymczasem komunistyczne władze w Hawanie coraz śmielej zabierają się za reformowanie gospodarki. Tamtejszy bank centralny zapowiedział wprowadzenie nowych banknotów o nominałach 200, 500 i 1000 peso. To jeden z kroków podjętych w celu likwidacji dualizmu walutowego. Od 20 lat Kuba ma dwa rodzaje peso, w którym jedno pełni rolę twardej waluty i jest związane z dolarem. Przypomina znane z czasów PRL bony Pekao, "polskie dolary", za które można było kupować towary w Pewexach. Podobnie na Kubie "peso wymienialne" służy państwu do ściągania dolarów z rynku, a Kubańczykom do kupowania trudno dostępnych towarów z importu w specjalnych państwowych sklepach. Jednocześnie pensje w głównie państwowej gospodarce wypłacane są w peso "krajowym", którego czarnorynkowa wartość jest niska.