Będzie trudniejszym partnerem do rozmów o zmianach warunków umowy.

– To, że instytucje finansowe takie jak banki inwestycyjne bywają stroną umów dotyczących dostawy gazu, jest oczywiste. Są ważnym elementem na tym rynku – ocenia Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego. Jak analitycy komentują doniesienia o sprzedaży polskiego kontraktu przez Qatargas? – Informacje o takiej transakcji brzmią wiarygodnie – uważa były wysoki menedżer w branży paliwowo-gazowej. – Nie wykluczałbym, że to Merrill Lynch dostrzegł okazję inwestycyjną i wyszedł z inicjatywą odkupienia umowy – dodaje. Inna osoba znająca sektor gazowy potwierdza, że już kilka miesięcy temu docierały do niej informacje, że Katarczycy szukają okazji do sprzedaży polskiego kontraktu.

Motyw Katarczyków

Dlaczego Qatargas miałby dążyć do pozbycia się umowy z PGNiG? Eksperci podkreślają, że Katarczycy chcieli uniknąć renegocjowania umowy ze stroną polską.

PGNIG chce renegocjować kontrakt z Katarem >>>

Władze PGNiG wielokrotnie deklarowały, że chcą przeforsować w rozmowach z dostawcą zmianę warunków. – Będziemy musieli ten kontrakt wieloaspektowo przenegocjować. To są kwestie ceny, terminów dostaw i wielu innych rzeczy – zapowiadał na początku tego roku w Sejmie prezes polskiego koncernu Mariusz Zawisza.

Przypomnijmy: umowa zakładała, że dostawy rozpoczną się jeszcze w tym roku. Problem w tym, że gazoport w Świnoujściu będzie mógł przyjąć pierwsze transporty dopiero w 2015 r. Choć strony nigdy nie ujawniły warunków cenowych, analitycy szacują, że za 1 tys. m sześc. katarskiego gazu PGNiG może płacić ponad 650 dol., znacznie więcej, niż kosztuje surowiec kupowany z innych kierunków.

Qatargas, jak wyjaśnia jeden z naszych rozmówców, nie chciał renegocjować umowy i tworzyć precedensu demoralizującego innych kontrahentów. Pozostali klienci mogliby zażądać podobnych zmian w umowach.

– Bank inwestycyjny, przejmując taki kontrakt, kupuje kurę znoszącą złote jaja – uważa jeden z naszych rozmówców. Przypomina, że umowa ma obowiązywać przez 20 lat.

Konsekwencje dla PGNiG

Co taka transakcja oznaczałaby dla PGNiG? – Nie byłaby to w mojej ocenie zła wiadomość dla naszego koncernu – uważa Tomasz Chmal. – Zarówno Qatargas, jak i Merrill Lynch są poważnymi graczami i z oboma tymi podmiotami można prowadzić negocjacje dotyczące warunków kontraktu na dostawy LNG – dodaje. Różnica polegać mogłaby na tym, że o ile z Katarczykami rozmowa dotyczyłaby tylko sektora energetycznego, o tyle negocjacje z Merrill Lynch mogłyby obejmować także wiele innych branż.

Optymizmu eksperta z Instytutu Sobieskiego nie podzielają jednak inni rozmówcy. – Perspektywa zmniejszenia obciążenia, jakim jest obecnie dla PGNiG kontrakt katarski, oddali się – uważa Andrzej Szczęśniak, w latach 2002–2006 związany z Polską Organizacją Gazu Płynnego. W jego opinii stronie polskiej nie udałoby się zmniejszyć kosztów. – Kontrakt stałby się praktycznie nienegocjowalny – komentuje inny ekspert.

Renegocjować kontrakt

Scenariusz kompromisowy, w którym dochodzi do zmian warunków umowy, musiałby powstać na linii PGNiG – Qatargas, przekonują analitycy. Ustępstwem ze strony polskiej musiałoby jednak być zaproponowanie Katarczykom udziałów w którymś z naszych przedsiębiorstw energetycznych, np. w Enerdze (Qatargas jest częścią wielkiego państwowego koncernu Qatar Petroleum, który prowadzi szeroko zakrojone projekty energetyczne). Przejęcie kontraktu przez bank zmniejsza prawdopodobieństwo scenariusza kompromisowego.

– Gdyby chodziło o rozmowy pomiędzy państwowym PGNiG i państwowym Qatargas, to możliwa jest ingerencja rządów. Gdy stroną jest prywatny bank inwestycyjny, żadnymi stosunkami międzypaństwowymi podeprzeć się już nie można – podkreśla Szczęśniak. Przestrzega też przed odwoływaniem się do arbitraży, jak to kiedyś zrobiło PGNiG z Gazpromem. – Gdybyśmy się zdecydowali na podobny ruch, spotkalibyśmy się z niezwykle twardym przeciwnikiem – podsumowuje. Takie instytucje jak banki inwestycyjne mają wielkie doświadczenie i najlepszych fachowców od procesów arbitrażowych .

Merrill Lynch sprzedaje LNG Bałtom

Gaz, podobnie jak inne paliwa, a także surowce mogą być dla banków inwestycyjnych – w zależności od sytuacji na rynkach – atrakcyjne. Dobrym przykładem jest tutaj Goldman Sachs, który między 1999 a 2010 r. jedną piątą swoich dochodów zawdzięczał właśnie handlowi surowcami. Obecny prezes banku Lloyd Blankfein, który przeprowadzał instytucję przez kryzys finansowy, wywodzi się właśnie z części banku odpowiedzialnej za surowce. Karierę w banku zaczynał jako broker metali szlachetnych.

Merrill Lynch, który w kryzysie został wchłonięty przez Bank of America, nie należy w tej kategorii do graczy wagi ciężkiej. Część banku odpowiedzialna za handel gazem, mieszcząca się w Londynie, ma jednak poważne ambicje. Bank dostarcza skroplony gaz do dwóch terminali w Europie: jednego w Holandii i jednego w Wielkiej Brytanii.

Oprócz tego w tym roku rozpoczął obsługę kontraktu na dostawę błękitnego paliwa do krajów bałtyckich. Latem zaczęła się zaś realizacja dostawy LNG dla Dubaju. Przejęty od Katarczyków kontrakt może stanowić dla oddziału niezwykle atrakcyjny interes.

Tym bardziej że rynek surowcowy nie jest już dla banków taki atrakcyjny. Wysokie zyski osiągają wtedy, kiedy mogą coś tanio kupić, a drogo sprzedać, czemu sprzyja niestabilność rynku. Ta jednak w Europie jest niewielka, skutkiem czego najwięksi gracze na początku tego roku ogłaszali zmniejszanie swojej obecności na rynku energii na Starym Kontynencie. Dodatkowo na rynku surowców zaostrzyła się konkurencja – znacznie więcej podmiotów realizuje tego typu działalność, co zwiększa konkurencję i obniża marże. Zmieniły się także przepisy, które ograniczają bankom możliwość lewarowania, a więc pożyczania pieniędzy pod surowcowe operacje. Zmienił się także klimat wokół banków, gdzie niechętnie patrzy się na to, że zarówno obsługują one transakcje surowcowe, jak i aktywnie w nich uczestniczą.