statystyki

Celebryci nie piszą swoich książek, nawet ich nie czytają. Pisanie to robota ghostwriterów

autor: Dorota Kalinowska20.09.2014, 08:30
Moja autobiografia? – miał powiedzieć Ronald Reagan, kiedy zapytano go o wydaną w 1990 r. książkę „An American Life”. – Słyszałem, że jest naprawdę straszna. Kiedy tylko znajdę chwilę, to ją przeczytam.

Moja autobiografia? – miał powiedzieć Ronald Reagan, kiedy zapytano go o wydaną w 1990 r. książkę „An American Life”. – Słyszałem, że jest naprawdę straszna. Kiedy tylko znajdę chwilę, to ją przeczytam.źródło: ShutterStock

Pisać książek nie potrafią, choć firmują je swoim nazwiskiem. Bywa, że ich nie czytają, choć podpisują je na spotkaniach autorskich. Pisanie to robota ghostwriterów, bo autobiografię znani mieć przecież muszą

Moja autobiografia? – miał powiedzieć Ronald Reagan, kiedy zapytano go o wydaną w 1990 r. książkę „An American Life”. – Słyszałem, że jest naprawdę straszna. Kiedy tylko znajdę chwilę, to ją przeczytam – dodał po chwili namysłu były prezydent USA. Na jego zlecenie napisał ją wzięty redaktor „New York Timesa” Robert Lindsey. Wynajęta osoba spisała życie piłkarza Manchesteru United Wayne’a Rooneya (Hunter Davis) oraz prezydenta Francji Francoisa Mitterranda (Erik Orsenna).

Ale już wcześniej tajemnicą poliszynela było, że zarówno światowi przywódcy, jak i celebryci, którzy zarabiają krocie na sprzedaży wspomnień, sami ich nie piszą. Robią to za nich ghostwriterzy, autorzy widma. Inaczej duchy. Najczęściej to sprawni dziennikarze z lekkim piórem. Tacy, którym wystarczy parę spotkań ze swoim nowym wcieleniem, żeby spisać lub – co jest równie częste – wymyślić historię ich życia. Na zamówienie.

Od polityka do męskiej prostytutki

Przysiadając się do niskiego łysego współpasażera lotu z Warszawy do Gdańska, miałem od razu wrażenie, że siedzę koło ghostwritera. Jeszcze przed startem na kolanach położył gruby manuskrypt najeżony poprawkami, a obok próbny egzemplarz wydrukowanej książki, również z poprawkami między wierszami; okładka tego egzemplarza była obłożona – kiedyś szarym papierem pakowym robiło się to w mojej szkole – stroną jakiegoś tabloidu z półgołymi dziewczynami*.

– Pierwsze pytanie, jakie zadaję wydawnictwu i osobie, której mam asystować, brzmi: dlaczego chcecie, żeby ukazała się ta autobiografia? – opowiada Maciej Siembieda, były naczelny „Nowej Trybuny Opolskiej” i „Dziennika Bałtyckiego”, wykładowca dziennikarstwa. Autor widmo, który ma na koncie pięć tytułów. Kiedy słyszy, że „dział PR i doradcy ds. wizerunku uważają, że to znakomity pomysł” lub „chcę udowodnić, że mam rację”, zapewnia, że kończy rozmowę. Ale kiedy pada: „Nie opowiedziałem swojej historii i mam dość ludzi, którzy mówią i piszą o mnie nieprawdziwe rzeczy”, decyduje się rozmawiać dalej. – Bo to jest dobry początek opowieści – deklaruje.

Przystępując do realizacji zlecenia, z reguły na starcie autor widmo ma pokaźny zbiór informacji dotyczących prywatnego życia bohatera. Bo ghostwriting to pisanie za kogoś niż z kimś, a tym bardziej o kimś. – W domowym archiwum mam kilkaset teczek opisanych nazwiskami i imionami osób znanych i sławnych – potwierdza Jerzy Andrzejczak, który w branży ghostwriterów pracuje od 1989 r. Zaczynał wraz z Romanem Górskim, właścicielem wydawnictwa BGW. Ten na „autobiografiach” zbił majątek, a wypłynął na „Przerwanej dekadzie” Edwarda Gierka (napisanej przez Janusza Rolickiego), która sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane